fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o polityce

Sowiński: Trudny egzamin z politycznej poprawności

rp.pl
Sprawa uchodźców to egzamin z moralności i polityki.

Tej wiosny egzamin z dojrzałości, obok maturzystów, po raz kolejny zdawać przyszło także polskim politykom, ale też nam wszystkim, całej wspólnocie politycznej. Bo choć nie puka w tym momencie do naszych drzwi tłum uchodźców, to wraz ze sporem o pomoc dla nich stają znów przed nami dwa fundamentalne pytania. Po pierwsze – jakiej właściwie chcemy Polski we współczesnym, pełnym zagrożeń świecie? Po drugie – także to, czy jeszcze umiemy poważnie o przyszłości kraju rozmawiać?

Polska jako dom czy jako kryjówka?

Na ogół zgadzamy się, że w sprawie naszej pomocy dla uchodźców z Afryki i Bliskiego Wschodu nie ma ani prostych rozwiązań, ani łatwych recept. Wiele wskazuje na to, że jesteśmy dopiero u progu tej palącej politycznej i humanitarnej kwestii, a wszelkie podjęte teraz decyzje będą miały swe długotrwałe konsekwencje. Jeśli jako wspólnota przez to trudne wyzwanie przejść chcemy nie tylko bezpiecznie, ale także z podniesioną głową, skazani jesteśmy prawdopodobnie na ostrożne, krok po kroku, szukanie w miarę twardego gruntu. Musimy brnąć między lotnym piaskiem politycznej krótkowzroczności a grzęzawiskiem moralnej bezduszności.

Abyśmy jednak tę wąską i zapewne długą oraz krętą ścieżkę kiedyś szczęśliwie przeszli, już dziś wspólnie odnaleźć musimy jej azymut. Niezależnie od szeregu szczegółowych decyzji, których podjęcie w tej sprawie jest wciąż przed nami, generalny dylemat, przed jakim stoimy obecnie, polega na tym: czy w czasach niepokojów i wędrówek ludów chcemy, by Polska – mówiąc językiem ks. prof. Józefa Tischnera – pozostała nadal wspólnym politycznym domem, czy też chcemy zmienić ją we wspólną polityczną kryjówkę.

Metafora domu nie zwalnia rzecz jasna z odpowiedzialności ani realizmu. Odwrotnie. Polityczny dom na trudne czasy musi mieć głębokie fundamenty, zasobne piwnice, solidne ściany, drzwi, futryny i okiennice. Ma dawać poczucie bliskości, ciepła i bezpieczeństwa.

Klimat polityczny nie pozwala więc dziś myśleć o utopii „szklanych domów". Ale dom, jak pisał wspomniany kapłan i filozof, jest także szczególną przestrzenią etyczną. Przestrzenią wzajemności, daru i wielkoduszności. Przestrzenią otwartości na rodzące się w nim ludzkie życie. My możemy dodać dzisiaj – przestrzenią empatii, wrażliwości i sąsiedzkiej solidarności.

Metafora politycznej kryjówki – zwłaszcza w czasach niepokojów – daje z kolei łatwą obietnicę „świętego spokoju".

Ale ten spokój nie jest ani święty, ani trwały. Gdy ściany domu zmieniają się w wyniosłe obronne mury, drzwi w warowną bramę, a sam dom w kryjówkę lub fortecę, otaczający świat staje się obcy i wrogi. Jak pisał ks. prof. Tischner: „Wolność, którą wpędzono w kryjówkę, maluje wokół siebie przedziwne krajobrazy". Wtedy też, prędzej czy później, także w samej kryjówce zapanować może nieufność, podejrzliwość, lęk, zagubienie bądź dążenie do dominacji.

Próbując przełożyć to na język polityki, powiedzieć możemy, że wybór, przed jakim dziś stoimy, dotyczy nie tylko tego, czy w tym lub przyszłym roku, a może za pięć lat, przyjmiemy 100, 1000 czy 7000 uchodźców, ale przede wszystkim tego, czy od kwestii pomocy uchodźcom uciec chcemy w złudzenie politycznej kryjówki.

Czy też będziemy potrafili sprostać temu wyzwaniu, stając odpowiedzialnie na progu wspólnego politycznego domu. Chroniąc fundamenty narodowej tożsamości, dbając o bezpieczeństwo państwowego gmachu oraz jego mieszkańców, ale jednocześnie pielęgnując empatię, wrażliwość i solidarność, za którymi czasem iść muszą także gotowość do pomocy i poświęcenie. Nie tylko wobec domowników.

Od rozstrzygnięcia tego i podobnych wyborów zależy nie tylko to, czy zdołamy pomóc komuś czy nie, ale w jakimś sensie także i to, kim będziemy jako naród i społeczeństwo, za 5, 10 czy 15 lat. Jaką lekcję zostawimy dzieciom i wnukom.

Kto ustawi meble do poważnej rozmowy

Ten wyjątkowo trudny egzamin z moralności i polityki wymaga nie moralizowania, ale starannej analizy, otwartego, publicznego przedyskutowania „za" i „przeciw", uczciwej oceny własnych możliwości i odpowiedzialnych, na miarę kondycji państwa, decyzji. Co ważne, zdać go możemy tylko razem, jako wspólnota. Dlatego też w tej właśnie sprawie szczególnie potrzebujemy odpowiedzialności i dojrzałości reprezentujących nas polityków.

Dotychczasowe doświadczenia nie napawają szczególnym optymizmem. Po pierwsze, wielu, zbyt wielu, przedstawicieli zarówno władzy, jak i opozycji, zdaje się nie rozumieć, że są w polityce sprawy, w których dla własnej wiarygodności nie wolno politykowi chować się za tym lub innym, obecnym lub przyszłym sondażem. Po wtóre, łatwo, zbyt łatwo, zwłaszcza politykom rządzącym, przychodzi dziś używanie kwestii uchodźców jako jeszcze jednego narzędzia w codziennej politycznej grze. Takie nadużywanie tej bardzo poważnej sprawy – czego niedawno byliśmy świadkami – prowadzić może do jej instrumentalizacji, za którą wszelkie odpowiedzialne rozwiązania stają się bardzo trudne. Po trzecie, zaskakuje też to, że nasi politycy nie chcą lub nie potrafią radzić sobie ze – skądinąd zrozumiałymi w tej sprawie – społecznymi emocjami. Jedni zdają się je niepotrzebnie podgrzewać, inni się na nie zbyt łatwo obrażają.

Gdzie szukać nadziei? Używając znów metafory, zauważmy, że w magazynach i na zapleczu naszego rozdygotanego politycznego teatru całkiem sporo eleganckich, stylowych, politycznych mebli, które pomimo chaosu politycznej sceny tworzą przestrzeń do poważnej rozmowy.

Można więc sobie na przykład wyobrazić, że dziś w sprawie uchodźców w Kancelarii Premiera – podobnie jak trzy lata temu ws. Ukrainy – zorganizowane zostanie poważne, zamknięte dla mediów, spotkanie przywódców wszystkich stronnictw politycznych. Taka poważna rozmowa możliwa jest też w Radzie Bezpieczeństwa Narodowego pod auspicjami prezydenta lub w gabinetach marszałków Sejmu lub Senatu. Ze względu na specyfikę sprawy dobrym miejscem do poważnej rozmowy o możliwej pomocy uchodźcom może być też forum Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu Terytorialnego czy Komisji Wspólnej Rządu i Episkopatu.

Sięgnięcie po te i podobne polityczne narzędzia wymaga jednak oczywiście, przede wszystkim od rządzących, odważnej politycznej decyzji. Tę zaś – jak podpowiada polityczne doświadczenie – przyśpieszyć czy wymóc może nacisk polityczny lub społeczny. Swoją ważną rolę mają więc dziś do odegrania w tej sprawie i prezydent, i odpowiedzialni politycy wewnątrz obozu władzy. A tych przecież nie brakuje.

Jeśli chodzi o głos społeczny, to trudno tu przecenić klarowne stanowisko Kościoła katolickiego. Ważne, aby wsparły go także inne autorytety, z różnych stron i środowisk społecznych. Dziennikarze, naukowcy, ludzie kultury, sportowcy.

Najważniejsze jednak być może jest to, co w tej sprawie przeważy w głowach i słowach nas samych, jako wyborców i obywateli. Co i jakim językiem o możliwości pomocy uchodźcom myśleć i mówić będziemy w rozmowach przy rodzinnym stole, w pracy, w mediach społecznościowych, w wieczornym pacierzu.

Nie będziemy repetować...

Czy wspólnie zdamy ten trudny egzamin z politycznej dojrzałości AD 2017? Zobaczymy. Jedno jednak wydaje się jasne już dziś. Nieco inaczej niż w szkolnej ławie nie będzie można go ani poprawić, ani powtórzyć. A pod politycznym lub moralnym ciężarem podjętych dziś decyzji – lub ich braku – będziemy musieli żyć długie lata. Jak przypominała bowiem Wisława Szymborska, w życiu nieco inaczej niż w szkole, żadne błędy nie pozwalają repetować „żadnej zimy ani lata". ©?

Autor jest dr. hab., politologiem, wykładowcą UKSW

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA