fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o polityce

Michał Szułdrzyński: Kryzys w PiS wzmocnił Jarosława Kaczyńskiego

Jarosław Kaczyński umocnił swoje przywództwo w Prawie i Sprawiedliwości.
Rzeczpospolita, Jerzy Dudek
Większość polityków prawicy, którzy mieli własne ambicje, popadła ostatnio w tarapaty.

Przeciwnicy Jarosława Kaczyńskiego przekonują niekiedy, że jego głównym celem jest utrzymanie kontroli nad własną partią. Doświadczenia historyczne, łącznie z tym, że kiedyś wystąpił z założonego przez siebie Porozumienia Centrum, nauczyły go – zdaniem krytyków – że najważniejsze jest to, by nikt w partii nie mógł zagrozić jego pozycji.

Gdyby przyjąć to nieżyczliwe wobec prezesa PiS założenie, to wydarzenia ostatnich tygodni, choć kosztowały jego partię pewne straty w sondażach, choć doprowadziły do wielu emocjonujących wydarzeń w kraju i w relacjach z innymi państwami, były dla niego w sumie korzystne, gdyż pozorny chaos ostatnich tygodni pozwolił mu utemperować ambicję niektórych polityków i odzyskać więcej kontroli nad PiS. Poszczególne postaci z obozu władzy wychodzą z tej potyczki poturbowane, z utratą pewnych stref wpływów. Straty liczą wszyscy, tylko nie Jarosław Kaczyński.

Największym przegranym jest Antoni Macierewicz, który musiał pogodzić się z dymisjami dwóch bliskich współpracowników – Bartłomieja Misiewicza i Wacława Berczyńskiego. Pierwszy był jego zaufanym w reformie MON i armii, za pomocą drugiego kontrolował podkomisję, która miała zajmować się ponownym „wyjaśnianiem" katastrofy smoleńskiej. Minister obrony sprawnie budował przez ostatnie półtora roku swoje zaplecze, przejmował nadzór nad kolejnymi spółkami lub konsolidował te, które podlegały mu wcześniej. Nawet Anna Streżyńska, minister cyfryzacji, poskarżyła się we wtorek publicznie, że nie podoba jej się militaryzacja cyberbezpieczeństwa, co jest aluzją do podjazdowej wojny, jaką toczy od początku kadencji z MON.

Macierewicz skutecznie budował swoje wpływy, ale biorąc pod uwagę równowagę sił w obozie władzy, jego pozycja zaczęła być problemem. Minister obrony jest wszakże jedynym politykiem w otoczeniu Jarosława Kaczyńskiego, który po ewentualnym odejściu z PiS byłby w stanie stworzyć ugrupowanie po prawej stronie, które mogłoby stać się poważnym kłopotem dla partii rządzącej.

Macierewicza zgubiła jednak ostentacja, z jaką starał się pokazywać, że jest lojalny wobec ludzi, na których postawił. Kariera Bartłomieja Misiewicza w pewnym momencie zaczęła być problemem dla całego obozu władzy. Przy okazji noga powinęła się Berczyńskiemu, który najpierw bez dowodów przedstawił w siódmą rocznicę Smoleńska teorię eksplozji bomby termobarycznej, a później pochwalił się, że to on storpedował zakup caracali.

Słabszy politycznie wydaje się również ostatnio wicepremier rozwoju Mateusz Morawiecki. Choć to on odpowiada za gospodarkę, zabrakło go na piątkowej konferencji prasowej, na której Beata Szydło chwaliła się dobrymi wskaźnikami wzrostu konsumpcji, inwestycji czy spadkiem zadłużenia. Morawieckiemu nie udało się również zainstalować swojego kandydata jako szefa Giełdy Papierów Wartościowych, sukcesem nie zakończył się też proces odsunięcia od wpływów w PZU Zbigniewa Ziobry. I mimo tego, że gospodarka rozwija się świetnie, Morawiecki wcale nie jest wygranym ostatnich batalii politycznych.

W trudnym położeniu znaleźli się też koalicjanci PiS, czyli Zbigniew Ziobro i Jarosław Gowin. Ziobro rozpoczął właśnie reformę wymiaru sprawiedliwości, która budzi kontrowersje nawet w obozie władzy. Jego polityczny los zależy w dużej mierze od powodzenia proponowanych przez niego zmian.

W analogicznej sytuacji jest Jarosław Gowin, który właśnie rozpoczyna największą od lat reformę polskiej nauki. Jeśli uda mu się przełamać opór środowisk uniwersyteckich i przekonać do swej wizji polskich naukowców, odniesie sukces, dlatego podobnie jak Ziobro nie ma czasu na budowę własnej pozycji, tylko walczy o swoje reformy.

Pozornie osłabienie poszczególnych ministrów, którzy mogliby mieć własne ambicje, oznaczać by mogło wzmocnienie Beaty Szydło. Pani premier wciąż ma duży potencjał wizerunkowy, wciąż jest jaśniejszą twarzą obozu władzy. Choć spektakularna porażka, którą przyjęła na siebie w Brukseli z woli Jarosława Kaczyńskiego, nie pozostanie bez wpływu na proces politycznego zużywania się. Nie buduje jej też sprawa wypadku samochodowego oraz lotów wojskowym samolotem do domu, które, jak podliczyły tabloidy, kosztowały podatników 2 miliony złotych.

Jeśliby więc przyjąć początkowe założenie, że celem Kaczyńskiego było odzyskanie kontroli nad partią, ostatnie wydarzenia trzeba by uznać za triumf jego przywództwa. Tyle tylko, że nie jestem aż takim cynikiem, by uważać, że dobro Polski, reputacja na arenie międzynarodowej, uczciwość ludzi, którzy sprawują władzę, są dla prezesa Prawa i Sprawiedliwości niżej w hierarchii ważności niż dobro kierowanej przez niego partii. Nie, kategorycznie w taki makiawelizm Jarosława Kaczyńskiego trudno byłoby uwierzyć.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA