fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o polityce

Zła atmosfera wokół odkupienia „Damy z gronostajem” pozostanie

Fotorzepa, Piotr Guzik
Czego nauczył nas spór o przelew za kolekcję Czartoryskich

Transfer przez Fundację XX Czartoryskich 85 mln euro, otrzymanych ze sprzedaży kolekcji, do Liechtensteinu przez lata będzie ciążył na uczciwym uregulowaniu roszczeń byłych właścicieli ziemskich. I to niezależnie od tego, czy okaże się, że przelew ten dokonany został legalnie. Bo Polacy są przekonani, że pieniądze pochodzące z ich podatków powinny zostać wydane na cele publiczne, a nie prywatne.

Czytaj więcej:

Sondaż: Polacy niezadowoleni z zakupu "Damy z gronostajem"

Środowisko potomków wielkich rodów popełniło fatalny błąd wizerunkowy, bo pieniądze wylądowały na koncie założonej w listopadzie 2017 r. w Vaduz Fundacji Le Jour Viendra (Nadejdzie dzień), a jednocześnie podjęte zostały kroki, aby zlikwidować Fundację XX Czartoryskich.

W oświadczeniu fundacji tłumaczono, że „przepisy prawa, które funkcjonują w Polsce, a które zostały uchwalone jeszcze w okresie PRL, mają mankamenty, które skutecznie blokują rozwój fundacji z dużymi zasobami finansowymi".

Wprawdzie cele statutowe fundacji ze stolicy Liechtensteinu określanej jako non-profit są szczytne, np. ochrona i zachowanie dziedzictwa kulturowego, zwłaszcza rodzin arystokratycznych w Polsce i za granicą (głównie rodziny fundatora i beneficjentów), badania naukowe, fundusz stypendialny czy renowacja zabytków, jednak co innego przykuwa uwagę. To fakt, że ta fundacja może służyć do transferu środków na konta beneficjentów fundacji, którzy nie muszą być jawni.

Radca prawny i przedsiębiorca Błażej Sarzalski na blogu tak scharakteryzował tę sytuację. „Wygląda na to, że celem całej operacji od początku było zapewnienie godnego życia rodzin arystokratycznych za pieniądze z przekazanych państwu zbiorów. Jeżeli przy okazji zrobi się jakiś fajny projekt kulturalny to okej (...). Czy jest to w jakiś sposób naganne? Ja nie potępiam, ale mam jakiś absmak wiedząc, że Le Jour Viendra działa z pieniędzy, które wcześniej ja i Ty daliśmy państwu polskiemu w ramach podatków".

Trudno się z tym nie zgodzić. Szczególnie gdy wiemy, że książę część pieniędzy uzyskanych ze sprzedaży przekazał na fundacje współpracowników: Fundację im. Feliksa hr. Sobańskiego, Fundację XX Lubomirskich oraz Fundację Trzy Trąby. Niewielu Polaków wie, że przeznaczają one środki na renowację zabytków, stypendia dla uczniów, organizację wydarzeń kulturalnych.

W czasie konferencji prasowej zorganizowanej kilka dni temu widoczna była bezradność wicepremiera Piotra Glińskiego wobec działań podjętych przez Fundację Czartoryskich. Przyznał, że ministerstwo nie jest w stanie kontrolować tysięcy podlegających mu fundacji.

Czy mógł coś zrobić? Być może podpowiedzią jest stwierdzenie prof. Mariana Wolskiego, byłego szefa Fundacji Czartoryskich, który w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej" przypomniał, że ministerstwo jest organem nadzoru nad fundacją. „Zgodnie z art. 13 ustawy o fundacjach minister może wystąpić do sądu o uchylenie uchwały zarządu fundacji, pozostającej w rażącej sprzeczności z jej celem albo z postanowieniami statutu fundacji lub przepisami prawa. Właściwe działania powinna poprzedzać odpowiednia kontrola" – uważa Wolski.

Gliński nie zrobił nic. Ale czy mógł, skoro znalazł się w klinczu?

Już rok temu Czartoryski w wywiadzie dla hiszpańskiego dziennika „ABC" stwierdził, że w trakcie negocjacji doszło do „układu z ministerstwem". „Ja miałem nad głową miecz Damoklesa: mogli mi skonfiskować wszystko. I wówczas powtórzyłaby się historia jak za czasów nazizmu i komunizmu" – opisał.

Nie dziwię się nieufności Czartoryskiego. Po wojnie komuniści skonfiskowali dobra ziemian, a ich samych wsadzali do więzień i łagrów. Do dzisiaj nie ma uczciwej wobec ziemian ustawy reprywatyzacyjnej. Nierozwiązana jest kwestia zadośćuczynienia za dzieła sztuki, które są się w muzeach.

Warto przypomnieć kontekst podjęcia decyzji o zakupie kolekcji. Od kilku lat w miejscu stała sprawa rozbudowy muzeum Czartoryskich, część eksponatów leżała w magazynach. „Dama z gronostajem" Leonarda da Vinci pokazywana była na Wawelu. Wokół kolekcji co rusz powstawał niepokój, jakie będą jej losy.

Pod koniec 2016 r. budżet państwa zaoszczędził na anulowaniu kupna śmigłowców dla wojska. Kolekcja gromadzona przez 200 lat przez Czartoryskich obejmowała tysiące muzealiów i książek. Wartość zbioru szacowana była na 8–10 mld zł. Najcenniejszy obiekt – „Dama z gronostajem" Leonarda da Vinci – ubezpieczony był na ok. 350 mln euro. Czartoryski chciał za całość „tylko" 100 mln euro (476 mln zł z VAT).

Czy kolekcję trzeba było ratować, jak twierdził wicepremier? Prof. Wolski utrzymuje, że prawo ją chroniło. Ale czy w pełni? Czartoryski poprzez zmiany w statucie starał się „oderwać" fundację od Muzeum Narodowego w Krakowie, ale także sprzedawał obiekty z kolekcji Izabeli. Piotr Gliński stwierdził, że kolekcja została kupiona za 5 proc. wartości. Prof. Wolski stwierdza „sprzedaż muzealiów za 5 proc. ich wartości była działaniem na szkodę fundacji".

Wbrew pozorom dzisiejsza awantura wokół kolekcji pomiędzy Tamarą a jej ojcem księciem Adamem K. Czartoryskim może wzmacniać argumenty Glińskiego, że kontrola nad tą kolekcją była niewłaściwa. Wzajemne oskarżenia książęcej rodziny intensyfikują obawy o to, że sytuacja wokół kolekcji nie była stabilna. ©?

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA