fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o polityce

Łukasz Warzecha: Akt oskarżenia rządzących

Premier Mateusz Morawiecki oraz ministrowie Michał Dworczyk i Adam Niedzielski wizytują szpital tymczasowy na PGE Narodowym
Fotorzepa/ Jerzy Dudek
Siedem grzechów władzy w walce z koronawirusem.

Emil Zola napisał w 1898 r. słynny list otwarty do prezydenta Republiki: „J'accuse!" – „Oskarżam!" w obronie kapitana Dreyfussa. W wielu krajach powinni się pojawić następcy Zoli, którzy wytknęliby rządzącym winy w walce z epidemią. Już teraz można by sporządzić akt oskarżenia przeciw polskiemu rządowi.

Oto najważniejsze jego punkty, z konieczności w bardzo skrótowej postaci.

ZARZUT 1. Brak analizy zasadności podejmowanych działań i ich skutków

Symbolem absurdu stało się zamknięcie lasów w czasie pierwszego lockdownu. Rząd, podejmując decyzje, wydaje się niezdolny do przewidywania dalej niż jeden ruch naprzód. Na przykład wprowadzany dwukrotnie zakaz poruszania się po ulicach młodych ludzi (w ekstremalnej wersji, obowiązującej przez jakiś czas – nawet do 18 lat) spowodował, że osoby w pełni zdolne do samodzielnego funkcjonowania nagle nie były w stanie odciążyć dorosłych, wyprowadzając psa czy robiąc zakupy.

Restauracje trzeba było zamknąć (blisko sześć miesięcy temu), bo – tłumaczono – ludzie zarażali się na weselach, a siłownie – bo mają za niskie sufity. Z powodu braku systemu śledzenia zakażeń (patrz zarzut 3.) rząd faktycznie nie ma jednak pojęcia, które miejsca mają wpływ na transmisję wirusa. Ciosy są więc wymierzane na oślep. To kosztuje miliardy.

W dodatku przy premierze działa jedynie rada medyczna, której członkowie patrzą na sytuację z perspektywy wyłącznie medycznej, choć wielokrotnie apelowano do premiera, by do grona doradców włączył przedsiębiorców, ekonomistów, socjologów, psychologów społecznych itp.

ZARZUT 2. Gigantyczny chaos decyzyjny i informacyjny

Czy pamiętają państwo konferencję prasową, na której prof. Horban z dobrotliwym uśmiechem oznajmiał, że zakaz przemieszczania się seniorów będzie miał jedynie formę apelu? Kilkadziesiąt godzin później zakaz znalazł się w rozporządzeniu.

Prof. Horban nigdy – ja w każdym razie nie znam takiej jego wypowiedzi – nie powołał się na konkretne badania, nie przedstawił rzeczowej prognozy czy analizy, za to mówi do ludzi tonem surowego ojca przemawiającego do głupawych dzieci.

W listopadzie rząd przedstawił wykres mający wyznaczać kolejne etapy zamykania państwa w zależności od liczby pozytywnych testów. W ciągu dwóch tygodni, gdy ten wskaźnik spadł, okazało się, że wykres już nie obowiązuje. Źródłem prawa zaś były wypowiedzi na konferencjach. Najnowszy rozdział tego bałaganu to afera wokół kolejności szczepień.

Jeśli obywatele nie traktują już w ogóle poważnie rządowych apeli, to w ogromnej mierze właśnie przez notoryczny chaos informacyjny.

ZARZUT 3. Zmarnowanie darowanego czasu

Śledzenie miejsc zakażeń, kierowanie na kwarantannę, analizowanie rozwoju epidemii – wszystko to powinno być zadaniem sanepidu. Można jeszcze od biedy zrozumieć, że ta służba nie była przygotowana na zadania, jakie nagle na nią spadły, na wiosnę ubiegłego roku. Potem było jednak mnóstwo czasu, żeby to zmienić. Nic takiego nie nastąpiło, choć było wiadomo, że to pięta achillesowa systemu. Zamiast tego postanowiono zaangażować pracowników inspekcji sanitarnej w walkę z przedsiębiorcami (patrz zarzut 6.).

Tak samo zaniedbano, głównie latem ubiegłego roku, przygotowanie do sytuacji służby zdrowia (patrz zarzut 4.). Lecz cóż – wtedy, by zacytować pana premiera Morawieckiego, ten wirus był już w odwrocie, już nie trzeba było się jego bać.

ZARZUT 4. Organizacyjny dramat w służbie zdrowia – tysiące zgonów niecovidowych

Twierdzenie władzy, że poradziliśmy sobie dobrze, a państwowa służba zdrowia zdała egzamin, nie jest nawet naciągane – to zwyczajne kłamstwo. Tzw. zmiana względna dla nadmiarowej śmiertelności, liczona od 1 marca 2020 r., dla Polski wynosi 455 proc., podczas gdy dla Szwecji stosującej – według rządzących – godną potępienia eugenikę w tym samym okresie to 17 proc. Ofiary Covid-19 przyćmiły wszystkie pozostałe – ludzi, którym praktycznie odcięto drogę do diagnostyki, badań, planowanych operacji. To ostatnie zresztą całkiem oficjalnie.

PiS rządzi Polską od pięciu lat i tyle miał czasu, żeby zająć się służbą zdrowia.

ZARZUT 5. Notoryczne tworzenie złego prawa na kolanie oraz łamanie obywatelskich swobód

Psucie prawa w ciągu ponad roku trwania epidemii osiągnęło poziom nigdy wcześniej w III RP niewidziany. Kolejne rozporządzenia były wydawane w tempie średnio ponad jednego na tydzień. Wprowadzano nimi regulacje, których rozporządzeniami wprowadzać nie wolno, co potem stwierdzały sądy – np. zakaz przemieszczania się. Przez całe miesiące bez podstawy prawnej wystawiano mandaty za brak maseczki. W tych samych sprawach obywateli karano mandatami i karami administracyjnymi od sanepidu, łamiąc zasadę ne bis in idem.

Porządek prawny Rzeczypospolitej wyjdzie z epidemii nawet nie poobijany, ale po prostu zmasakrowany.

ZARZUT 6. Zastraszanie i gnębienie przedsiębiorców stojących pod ścianą

Mnóstwo przedsiębiorców pomocy nie otrzymało. Również dlatego, że mimo apeli środowisk biznesu utrzymano absurdalne kryterium kodu PKD. Niektóre branże – przede wszystkim HoReCa czy eventowa – są na krawędzi upadku. W desperacji część przedsiębiorców postanowiła prowadzić działalność. Rząd wysłał przeciwko nim policję, sanepid, Służbę Celno-Skarbową, a nawet Państwową Straż Pożarną. Nadużywając ustawy – Prawo przedsiębiorców, funkcjonariusze dokonywali nalotów na lokale, noszących znamiona gnębienia.

Posuwano się do zastraszania. Przedsiębiorca z Karpacza, aktywny w akcji #otwieraMY, Adrian Szymczyk został zatrzymany w Warszawie na 48 godzin pod dwoma naciąganymi, mało poważnymi zarzutami związanymi z jego udziałem w antylockdownowej demonstracji (żaden nie dotyczył agresji fizycznej), po czym prokurator zażądał trzech miesięcy tymczasowego aresztowania. Sąd na tym wniosku nie pozostawił suchej nitki, nie orzekając żadnego środka zapobiegawczego.

ZARZUT 7. Niezdolność do spojrzenia w dłuższej perspektywie – zarówno w kwestii skutków epidemii i zamykania kraju, jak i wyjścia z sytuacji

To być może zarzut najpoważniejszy: rządzący nie są w stanie przedstawić spójnego planu powrotu do normalności, strasząc nas restrykcjami w wakacje, a minister zdrowia z lubością opowiada o tym, że zawsze już będziemy żyć w reżimie epidemicznym i w strachu. Koszty podjętych przez rząd działań dla gospodarki, edukacji, życia społecznego dopiero się ujawnią. Władza nie powołała żadnego zespołu ekspertów, który mógłby je ocenić.

To tylko część zarzutów, jakie można rządzącym postawić, w dodatku w bardzo lapidarnej formie. Nie jest usprawiedliwieniem ani to, że gdzie indziej też jest źle, ani to, że największe partie opozycyjne – Koalicja Obywatelska i Polska 2050 – nie umiały pokazać alternatywy. Tak jak przestępcy nie usprawiedliwia przed sądem to, że inni też łamią prawo.

Autor jest publicystą „Do Rzeczy”.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA