fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o polityce

Klich: Więcej Europy, więcej demokracji

Matteo Salvini i Jarosław Kaczyński podczas styczniowego spotkania w Warszawie
Twitter
Spotkanie Salviniego z Kaczyńskim to groźny sygnał.

Szykuje nam się antyeuropejska międzynarodówka partii populistycznych i nacjonalistycznych, które łączy głównie wrogość do wartości Unii Europejskiej: praw obywatelskich, demokracji, wolnej prasy, niezależnego sądownictwa. W czasach PRL za przywiązanie do tych wartości byliśmy szykanowani, wyrzucani ze szkół i z pracy, więzieni i internowani... Dziś te wartości są zagrożone przez populistyczne ruchy eurosceptyków i narodowców.

Charakterystyczna jest reakcja Victora Orbána, który powiedział, że tworzący się układ polsko-włoski jest „jednym z najwspanialszych wydarzeń".

Już w tej kadencji PE skrzydła radykalnej prawicy i radykalnej lewicy zaczęły mocniej wpływać na tok debaty. Głównie przez jej zakłócanie, ale i przez narzucanie tematów dyskusji. Jednak dotychczasowe filary w Parlamencie Europejskim, tzn. chadecy, socjaldemokraci, liberałowie i zieloni, stabilizowały sytuację, utrzymując radykałów na marginesie. Teraz, jeżeli utworzą wspólną frakcję, mogą stać się drugą siłą w parlamencie.

Dotąd kluczową rolę w Unii odgrywają Niemcy i Francja, dla których Polska była ważnym partnerem przed rządami PiS. To za sprawą tego Trójkąta Weimarskiego nasz kraj osiągał najważniejsze cele polityczne, w tym przystąpienie do NATO i UE. Teraz po Trójkącie Weimarskim nie pozostał nawet ślad, a czołowi politycy PiS seryjne wygłaszają obraźliwe, a czasami wręcz wrogie komentarze na temat Francji i Niemiec.

Salvini chce przełamać hegemonię Francji i Włoch, i sojusznika widzi w Polsce, bo postrzega PiS jako partię eurosceptyczną. Wprawdzie wygląda na to, że Jarosław Kaczyński przed wyborami europejskimi zachował wstrzemięźliwość wobec propozycji Salviniego, ale nie ma wątpliwości, że po głosowaniu PiS będzie poszukiwał partnerów w eurosceptycznej frakcji. Oznacza to, że Unia Europejska, jaką znamy, będzie przez partie należące do tej międzynarodówki systematycznie rozmontowywana.

Taka sytuacja jest groźna dla liberalnej demokracji, którą Victor Orbán próbuje zastąpić „demokracją nieliberalną". Samo to pojęcie jest sprzeczne wewnętrznie, bo jak może istnieć demokracja bez przestrzegania swobód obywatelskich i praw mniejszości? Koncepcja Orbána przypomina do złudzenia formułę „suwerennej demokracji", od lat realizowaną przez Władimira Putina w Rosji. Pamiętajmy, że spora część Włochów – w tym Salvini – oraz Francuzów (Le Pen) lubi Rosję Putina. Jest też mnóstwo dowodów na to, że liczne partie antyeuropejskie są popierane przez Kreml. Czasami to poparcie wykracza poza normy prawa międzynarodowego.

Do tego dochodzi Victor Orbán, który teraz jeszcze jest w EEP ze względów pragmatycznych, ale po wyborach zdradzi EEP i przystąpi do tej międzynarodówki antyeuropejskiej. W komentarzu do spotkania Salvini–Kaczyński Orbán powiedział znaczące słowa: „Szczerze powiem, mam po dziurki w nosie tego, że EEP szuka sojuszników wyłącznie z siłami proimigranckimi, z liberałami lub socjalistami. (...) Chcemy, żeby siły antyemigranckie w Europie zjednoczyły się, stworzyły sumę swoich sił".

Narody Europy od końca II wojny światowej budowały system konstytucyjny, który chronił prawa ludzkie i swobody obywatelskie. Zarazem były dwie przeciwne temu tendencje: nacjonalizm i populizm. Populizm odwołuje się do „woli ludu", żeruje na rozmaitych lękach, stereotypach, uprzedzeniach rasowych i etnicznych, by używać ich do tworzenia restrykcyjnego prawa oraz do likwidacji fundamentalnej zasady demokracji „checks and balances" – świadomego rozdzielania władzy pomiędzy wzajemnie kontrolujące się władzę wykonawczą, ustawodawczą i sądowniczą.

Populizm prowadzi do nietolerancji oraz tworzy sitwy, które rządzą się własnymi prawami i działają tylko dla dobra członków tych sitw. Populizm posługuje się nieprawdą, a bardzo często jest także „siewcą nienawiści". Owocami tego przemysłu nienawiści są nie tylko głębokie podziały w społeczeństwach, ale także przyzwolenie na fizyczne ataki na przeciwnika. Tak jak w przypadku zabójstwa Pawła Adamowicza, które uświadomiło Polakom, że złe słowa prowadzą do strasznych czynów.

Populizm jest wielkim zagrożeniem dla demokracji i odwraca procesy nazwane przez Josepha Schumpetera i Samuela Huntingtona trzema falami demokratyzacji. Obaj autorzy zauważali, że po każdym okresie rozprzestrzenienia się demokracji w świecie dochodziło do „antydemokratycznej kontrrewolucji". Wydaje się, że z takim procesem, po latach zachłyśnięcia się liberalną demokracją, mamy do czynienia obecnie.

Organizacja Freedom House w raporcie „Nations in transit" z roku 2018 zaobserwowała, że w ciągu dwóch lat w Europie Centralnej i Wschodniej oraz w Euroazji powstało więcej systemów autorytarnych niż demokratycznych. I podkreśla, że spośród 29 krajów, w aż 19 zanotowano spadek ogólnej akceptacji zasad demokracji. A od roku 2000 liczba europejskich partii populistycznych się podwoiła: z 33 do 63.

W Europie mamy do czynienia z trzema rodzajami populizmu.

Populizm wschodni, widoczny na terenach byłego ZSRR. Na porządku dziennym jest tam posługiwanie się przemocą: zamachami na opozycyjnych polityków i „zbyt wścibskich" dziennikarzy i jawne łamanie podstawowych zasad praworządności. Rządy tolerują powszechną korupcję, a nawet same jej oczekują, by pobierać haracz od skorumpowanych urzędników niższych szczebli.

Populizm w krajach Europy Środkowej raczej nie używa bezpośredniej przemocy, ale niszczy struktury państwa prawa. Klasycznym przykładem są Węgry i Polska, gdzie rządy wcielają w życie koncepcję „nieliberalnej demokracji". W teorii obywatel ma prawo do publicznych demonstracji, tworzenia organizacji pozarządowych, publikowania krytycznych tekstów w czasopismach, pisania krytycznych uwag w mediach społecznościowych. Jednak gdy aktywiści próbują skorzystać z tych zagwarantowanych przez konstytucję praw, to okazuje się, że grozi to reakcją ze strony policji i prokuratury, procesami sądowymi, atakiem ze strony mediów zależnych od rządu, a nawet dyskryminacją w pracy.

W krajach Europy Zachodniej populizm na razie tylko psuje kulturę polityczną, ale nie niszczy instytucji demokratycznych i niezależnego sądownictwa. Nie ma jednak żadnych gwarancji, że tak będzie dalej.

Najgroźniejsze jest to, że populistyczne partie antyeuropejskie z marginesu politycznego stają się partiami głównego nurtu, wchodząc nawet do rządu ( jak w Austrii czy właśnie we Włoszech). A gdy pozostają poza rządzącymi koalicjami, to ich poparcie systematycznie rośnie. W Niemczech AfD w ciągu kilku lat z poziomu poniżej progu wyborczego urosła do 12,6 proc. w ostatnich wyborach parlamentarnych.

Receptą na wzrost populizmu w Europie może być tylko „więcej Europy" i „więcej demokracji". Demokracja może być tylko liberalna. Musi istnieć trójpodział władzy, sędziowie powinni być niezależni od polityków, muszą działać naprawdę niezależne media itd. Ale też obywatel winien mieć przekonanie, że system demokratyczny najlepiej wyraża jego oczekiwania i troski. Demokracja musi być więc bliżej obywatela. To samo dotyczy Unii Europejskiej, która powinna odpowiadać bezpośrednio na potrzeby Europejczyków. Stąd zasada „więcej Europy", według której obywatele w większym stopniu staną się „właścicielami" Unii Europejskiej. Dziś wiemy, że Europejczycy akceptują tę zasadę w wybranych obszarach. Z badań sondażowych wynika, że należy do nich bezpieczeństwo zarówno wewnętrzne, jak i zewnętrzne. Oznacza to przyzwolenie na zacieśnienie współpracy w dziedzinie wspólnej polityki zagranicznej i bezpieczeństwa, wspólnej polityki obronnej, polityki imigracyjnej i zwalczania terroryzmu. Tradycyjnym partiom potrzeba zatem więcej odwagi w promowaniu zasad „więcej Europy" i „więcej demokracji" podczas kampanii wyborczej, a później determinacji we wprowadzaniu tych projektów w życie. Bez woli politycznej liderów, zgodnej z oczekiwaniami Europejczyków, UE jaką znamy zamieni się w zbiór luźno powiązanych ze sobą państw, łatwych do rozgrywania przez agresywnych sąsiadów. Dla Polski byłoby to śmiertelnym niebezpieczeństwem.

Autor jest senatorem Platformy Obywatelskiej

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA