fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o polityce

Sławomir Sowiński: Kto zechce posłuchać głosu Kościoła

Fotorzepa/ Piotr Guzik
Stanowisko hierarchów może być dla PiS wskazówką na wyjście z kryzysu.

Wokół wyborów prezydenckich narasta chaos, a ich przeprowadzanie grozi polskiej demokracji głębokim kryzysem. Trudno się więc dziwić, że w przezwyciężenie tego politycznego klinczu publicznie zaangażował się także Kościół kierując do władzy i opozycji apel „o odpowiedzialność za dobro wspólne, jakim jest Polska”.

Opublikowane we wtorek słowo Rady Stałej Konferencji Episkopatu Polski to nie pierwszy w ostatnim czasie głos hierarchów na ten temat. Już w końcu marca, przewodniczący Rady ds. Społecznych KEP abp Józef Kupny stwierdził m.in. że „pilną potrzebą chwili wydaje się także ograniczenie i czasowe zawieszenia wszelkiej rywalizacji politycznej”. A kilka dni temu abp Grzegorz Ryś w wywiadzie dla KAI stwierdził „wybory powinny zostać zorganizowane wtedy, kiedy nie będą grozić zdrowiu i życiu obywateli oraz gdy będzie im towarzyszyć gwarancja ich demokratycznego przeprowadzenia”.

Ale teraz mamy wspólny głos biskupów. Ta publiczna wypowiedź Kościoła wychodzi naprzeciw bolączkom naszej demokracji znacznie chyba odważniej, niż zdołaliśmy się przyzwyczaić w ostatnim czasie. Wprawdzie biskupi podkreślają, że „Kościół nie ma mandatu, by uczestniczyć w czysto politycznych sporach na temat formy, czy terminu wyborów”, ale jednocześnie wzywają polityków „aby w tej nadzwyczajnej sytuacji wypracowali wspólne stanowisko”. Co więcej, i co bardzo znaczące, biskupi zachęcają rządzących i opozycję do szukania „rozwiązań, które nie budziłyby wątpliwości prawnych i podejrzenia nie tylko o naruszenie obowiązującego ładu konstytucyjnego, ale i przyjętych w demokratycznym społeczeństwie zasad wolnych i uczciwych wyborów”. A ich trosce powierzają „szerokie społeczne zaufanie do wspólnie wypracowanych przez lata procedur wyborczych demokratycznego państwa”.

Nie trzeba wielkiej przenikliwości, ani znajomości kościelnej gramatyki, aby usłyszeć, że te z pozoru oczywiste oczekiwania w sytuacji obecnego napięcia politycznego brzmią bardzo donośnie. Bo publiczne przypominanie oczywistości: że trzeba przestrzegać konstytucji, że wybory nie mogą budzić wątpliwości, że mają być wolne i uczciwe, a wyborcze procedury budzić muszą nadal szerokie społeczne zaufanie, czytać można jako wyraźny sygnał, iż w obecnym zamieszaniu, te kluczowe w demokracji zasady mogą być zagrożone.

W tym też sensie ten głos jest dość wysoko zawieszoną i dość kłopotliwą polityczną poprzeczką. I dla obozu władzy, i dla całej klasy politycznej. Pytanie, kto ten głos zechce usłyszeć, i czy ta poprzeczka ma szanse stać się szczeblem jakiejś drabiny ratunkowej naszej polityki?

Najszybciej to stanowisko Kościoła dostrzegł Jarosław Gowin, który od kilku dni prowadzi trudne i ryzykowne polityczne zmaganie, na rzecz odsunięcia w czasie terminu wyborów, których teraz odpowiedzialnie przeprowadzić się nie da. Kluczową jednak kwestią jest to, czy ten głos hierarchów usłyszeć zechce cały obóz władzy, skądinąd tak często i tak chętnie przyznający się do Kościoła. Uniknięcie głębokiego kryzysu politycznego od obozu „dobrej zmiany”, a zwłaszcza od polityków PiS, zależy dziś najbardziej.

Determinacja i parcie do wyborów za wszelką cenę nie nastrajają zbyt optymistycznie. Ale z drugiej strony warto też zauważyć, że dość wyraźnie sformułowana wyborcza troska biskupów, może być dla obozu władzy nie tylko wysoko zawieszoną poprzeczką, ale także pewną szansą i wygodnym usprawiedliwieniem dla zweryfikowania dotychczasowego uporu. Kierując się głosem biskupów i podejmując poważne rozmowy na rzecz odpowiedzialnej formuły wyborów, rządzący mogliby znaleźć drogę zarówno do wzmocnienia autorytetu prezydenta, jak i wyjścia z politycznego impasu.

Adresatem apelu biskupów są także politycy opozycji, którzy stają dziś przed trudnym wyborem, bojkot budzących wątpliwości wyborów czy prowadzenie kampanii. A wnioski jakie z tego przesłania wynikają są co najmniej dwa. Pierwszy, dotyczący samych wyborów jest taki, że podejmując dziś dramatyczne decyzje polityczne, kierować warto się nie tylko tym, co wydarzy się 10 maja, ale także odpowiedzialnością za państwo, którego polityczny kryzys w czasach pandemii może mieć skutki nieobliczalne. W tym sensie, rozumiejąc racje rozmaitych opozycyjnych autorytetów wzywających do bojkotu, od opozycyjnych polityków oczekiwać należy pracy na rzecz wyborczego porozumienia, które ciągle jest możliwe.

I wniosek drugi szerszy. Warto, aby opozycja, zwłaszcza ta na lewo od centrum, dostrzegła, że Kościół w Polsce ma ciągle w naszej demokracji do odegrania ważną rolę i że ją rozumie.

Autor jest dr. hab., pracownikiem Instytutu Nauk o Polityce i Administracji UKSW

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA