fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o Zdrowiu

Leczenie non profit czy no profit

Lekarze kierują swoich prywatnych pacjentów do publicznych szpitali
AdobeStock
Gdy pojawia się pytanie, czy szpitale powinny zarabiać, towarzyszy temu wiele emocji. Jakie jest najlepsze rozwiązanie dla pacjenta?

Tekst powstał w ramach cyklu WSPIERANIA POLSKIEJ MEDYCYNY

W populistycznym ujęciu, gdy zestawiamy słowa „służba” i „pieniądze”, natychmiast rodzi się protest. Wizja zdrowia pacjenta „sprzedanego” za zysk dla szpitala, brak podmiotowości chorego, który staje się małym trybikiem w wielkiej finansowej machinie – takie skojarzenia są budowane, gdy mówimy o możliwości zarabiania pieniędzy przez placówki medyczne.

– Ci sami, którzy wypowiadają w ten sposób swoje polityczne credo, nie wspominają jednak o tym, że tak samo powinno być w odniesieniu do producentów wyrobów medycznych i produktów leczniczych, dostawców, firm budowlanych realizujących inwestycje w służbie zdrowia czy nawet samego personelu medycznego, który chce zarabiać coraz więcej – mówi prof. Paweł Buszman, prezes zarządu American Heart of Poland. – Czemu zatem tylko szpitale mają być niedochodowe, a my podatnicy mamy ciągle do nich dokładać, skoro inni zarabiają krocie?

Lekarze, pracując w publicznej opiece zdrowotnej, jednocześnie dostarczają usług w prywatnych gabinetach, gdzie zarabiają znacznie więcej niż w publicznym szpitalu, do którego kierują swoich prywatnych pacjentów.

– Ten niejasny i trudny do zrozumienia szary system „służby zdrowia”, oparty jest właśnie na założeniu deficytowego szpitala, na którym wszyscy zarabiają – komentuje prof. Buszman.

Jedne szpitale radzą sobie lepiej, inne gorzej. Wynik finansowy placówki wpływa bezpośrednio na jej działalność, a w tym na jakości usług i opieki medycznej.

Jak można wyliczyć z danych dostępnych na stronach Ministerstwa Zdrowia, dla płatnika podatków w Polsce koszty wykonania procedury medycznej finansowej ze środków NFZ w szpitalu publicznym są o 50 proc. wyższe niż w szpitalu prywatnym. Następuje niekontrolowany wzrost kosztów lecznictwa szpitalnego, nie ma możliwości prawidłowej, rynkowej wyceny procedur medycznych i brakuje stabilizacji finansowej. Nawet doraźne, milionowe dotacje z UE na remonty i doposażenie szpitali nie pozwolą na długoterminowe zrównoważenie działalności szpitalnej, gdyż sprzęt medyczny technologicznie starzeje się już po trzech–pięciu latach.

Kamień u szyi służby zdrowia

Według prof. Buszmana obecna polityka wspierania służby zdrowia prowadzi z jednej strony do obniżenia wycen procedur szpitalnych, z drugiej – do wzrostu kosztów pracowniczych. Wspierane są kadry medyczne poprzez zawyżanie parametrów i wymogów zatrudnienia, dodatki ministerialne dla pielęgniarek (boczny strumień środków, który zmniejsza motywacje do pracy i dalszego podwyższenia kwalifikacji zawodowych). Doprowadza to do sytuacji, kiedy 70–80 proc. przychodów szpitala wydawanych jest na kadry medyczne. A gdzie środki na opiekę medyczną i nowy sprzęt. Gdzie w tej kalkulacji jest pacjent?

– Tak „zdewastowany” rachunek ekonomiczny szpitala powoduje, że odwraca się on od pacjenta, a koncentruje na zaspokajaniu zwiększających się roszczeń pracowniczych i problemach z utrzymaniem płynności – dodaje prof. Buszman. – W takim budżecie brakuje pieniędzy na leczenie chorego i odtworzenie substancji szpitalnej. W konsekwencji społeczeństwo otrzymuje niski poziom usługi medycznej i traci wartość materialną swojego szpitala.

Równi i równiejsi

– Zwykła księgowość i „budżetowe” zarządzanie środkami pieniężnymi w szpitalu są niewystarczające i prowadzą prędzej czy później do katastrofy i utraty płynności, co wymusza dosypywanie naszych, publicznych (czyli naszych) pieniędzy do „dziurawego” jak durszlak budżetu – kontynuuje prof. Buszman. – Prawidłowa wycena procedury medycznej jest kluczowa do uzyskania odpowiedniego wyniku finansowego szpitala. Szpitale o dużych budżetach i wysokich kontraktach z NFZ, wykonujące dużą liczbę procedur mogą liczyć na lepsze wykorzystanie infrastruktury i zmniejszenie tych kosztów w przeliczeniu na pojedynczą usługę. W małych szpitalach, które muszą funkcjonować w sposób ciągły, koszty stałe są wyższe, a wynagrodzenia nieproporcjonalnie wysokie. Ale to te placówki mają najniższe wyceny procedur i niskie budżety. Te szpitale otrzymują też najniższe (lub wręcz zerowe) dotacje ze Skarbu Państwa lub UE.

Ten nierówny i niesprawiedliwy podział powoduje olbrzymią zapaść szpitali na peryferiach, gdzie potrzeby w zakresie opieki zdrowotnej są największe. Natomiast deficyt usług medycznych powoduje dużą nierówność w jakości zdrowia między dużymi miastami wojewódzkimi i stolicą kraju, a małymi miastami i wsią. Wszystko przekłada się na krótsze przeżycie mieszkańców wsi oraz większą umieralność z powodu chorób cywilizacyjnych, głównie chorób układu krążenia.

– Dlatego wyceny procedur i budżety szpitali powinny być negocjowane indywidualnie, tak aby zapewnić zarówno dostępność i jakość wykonywanych procedur na danym terenie, jak i odpowiednie zrównoważony rachunek ekonomiczny szpitala, zapewniający mu długotrwałe i stabilne działanie i rozwój – proponuje prof. Buszman. – Każdy szpital powinien być dochodowy, przy czym szpital publiczny swój dochód może przeznaczyć na spłatę kredytu i cele statutowe, natomiast szpital prywatny w zależności od decyzji swoich fundatorów – na zwrot zainwestowanego kapitału i dalszy rozwój.

Działalność non profit nie oznacza działalności bez zysku (no profit), bo każdy podmiot musi zarabiać pieniądze (publiczny i prywatny), aby mógł utrzymać ciągłość pracy. Instytucje publiczne i fundacje działające jako non profit są zobowiązane do reinwestowania zysków na cele statutowe, ale to nie oznacza, ze nie robią tego prywatne przedsiębiorstwa.

Dyskusja trwa

– Utrzymywanie drogich i nieefektywnych szpitali publicznych, działających non profit i no profit, zarządzanych przez odgórne dyrektywy, oznacza tylko niekontrolowany wyciek naszych wspólnych środków publicznych do roszczeniowych grup zawodowych, dostawców sprzętu i wyrobów medycznych, instytucji parabankowych, zawodowych grup lobbingowych – podsumowuje prof. Buszman. – Czy nie lepiej zatem zapłacić godziwą cenę szpitalowi, niezależnie od tego kto jest jego właścicielem, który zapewni dobrą i dostępną wszędzie usługę medyczną, niż utrzymywać publiczny szpital na skraju bankructwa, do którego musimy ciągle dopłacać i który nie spełnia swojej funkcji?

Dyskusja, dlaczego szpital musi zarabiać, toczy się dalej. Podczas Forum Ochrony Zdrowia w ramach Forum Ekonomicznego 4–6 września w Krynicy na ten temat rozmawiać będą prof. Paweł Buszman, prezes zarządu American Heart of Poland, Katarzyna Fortak-Karasińska, Partner Kancelarii Fortak & Karasiński Radcowie Prawni, Monika Podziewska, prezes zarządu Szpitale Polskie, Marcin Pakulski, prezes zarządu Nafis, Alina Wołoszyn, partner w KPMG w Polsce, Michał Kępowicz, dyrektor ds. relacji zewnętrznych, Philips Polska.

Tekst powstał we współpracy z Eweliną Zych-Myłek, ekspertem komunikacji w ochronie zdrowia

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA