fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o Nieruchomościach

Pandemia nie popsuła rynku wynajmu

Jest grupa ludzi, którzy co do zasady nie chcą mieszkania na własność, to do nich kierujemy ofertę – powiedział w programie #RZECZoNIERUCHOMOSCIACH Sławomir Imianowski, prezes platformy Resi4Rent.

Jesteście największą platformą najmu mieszkań, biorąc pod uwagę już funkcjonujące lokale, jak dziś wygląda portfel i jakie są plany rozwoju w Polsce?

Mamy do dyspozycji 2140 mieszkań, co faktycznie czyni nas liderem. Do końca roku oddamy do użytkowania jeszcze 160 lokali. Jeśli uwzględnimy projekty w trakcie budowy lub na etapie uzyskiwania pozwoleń, to daje nam to łącznie 6000 mieszkań. Nasi właściciele wysoko zawiesili nam poprzeczkę, do 2025 r. nasz pracujący portfel ma liczyć 10 tys. lokali.

Jak radzi sobie wasz portfel w czasie pandemii?

Jeśli chodzi o budynki oddawane w 2019 i 2020 r., to obłożenie mamy cały czas w granicach 98 proc. Wrocławską inwestycję z 270 mieszkaniami oddaliśmy w kwietniu 2020 r., czyli tuż po lockdownie, i udało nam się go skomercjalizować w ciągu niecałych sześciu miesięcy. Tegoroczne projekty to warszawski Suwak, gdzie wynajętych jest 95 proc. lokali, oraz Taśmowa z obłożeniem prawie 60 proc., gdzie komercjalizacja rozpoczęła się w marcu. Nasze najnowsze dziecko to Gdańsk, które ruszyło na początku czerwca, i gdzie mamy 35 proc. obłożenia. Być może ku zaskoczeniu te wyniki wpisują się w nasz biznesplan, także jeśli chodzi o stawki czynszów.

Na jaki okres podpisywane są umowy i jak regulowane są czynsze?

Co do zasady zawieramy umowę na 12 miesięcy z opcją „pierwonajmu", czyli obecni najemcy mają pierwszeństwo w wynajmie danego lokalu na następny okres. Tam, gdzie dopiero rozpoczynamy komercjalizację, to w zależności od miasta i lokalizacji dopuszczano umowy trzymiesięczne. Mieliśmy na przykład dużo zapytań od osób, które chciałyby się przeprowadzić do Gdańska, ale tylko na okres wakacyjny.

Czynsze są niezmienne w trakcie umowy, one są jak najbardziej rynkowe. Inwestorów instytucjonalnych na razie nie ma za dużo, ale obserwujemy inwestorów indywidualnych, jakie oni warunki oferują w sąsiedztwie naszych lokalizacji, i w ten sposób kształtujemy cenę.

Jakie warunki dodatkowe proponujecie?

Mamy opiekunów nieruchomości, do których najemcy mogą się zwrócić z prośbą o pomoc, w niektórych budynkach mamy ochronę całodobową, można zamówić sprzątanie itd. Wsłuchujemy się w potrzeby najemców. Negocjujemy z jedną z firm, które świadczą usługi concierge, bo i takie pytania się pojawiają.

Waszym nadwornym budowniczym i mniejszościowym udziałowcem jest Echo Investment. Czy przewidujecie współpracę z innymi deweloperami?

Nie wykluczamy tego, otrzymujemy oferty z rynku. Analizujemy, czy wpisują się w naszą strategię pod kątem wielkości, lokalizacji i potencjalnego zwrotu. Zdecydowanie posiadanie Echo jako inwestora ułatwia nam życie.

Dziś, kiedy popyt na mieszkania przewyższa podaż, inwestorzy PRS są chłopcem do bicia, bo „zabierają" lokale nabywcom indywidualnym. W Irlandii opodatkowano już hurtowy zakup domów przez instytucje. A w Berlinie fundusze są oskarżane o windowanie czynszów, była próba ich administracyjnego uregulowania, a dziś słyszymy nawoływania do nacjonalizacji zasobów.

Jest grupa ludzi, która co do zasady nie chce mieszkania na własność i nie rozumiem dlaczego mielibyśmy możliwość takiego wyboru ograniczać. Ja bym się raczej zastanowił, czy większym problemem nie są widziane ostatnio zakupy pakietów mieszkań przez inwestorów indywidualnych, wcale nie po to, by je wynająć. Owszem, my budujemy, a fundusze kupują mieszkania w skali hurtowej, ale przecież udostępniamy je na wynajem w cenach rynkowych. Do sytuacji, jaka jest w Berlinie, dużo nam brakuje. Jak na razie PRS to bardziej standaryzacja rynku i pokazanie ludziom, że mogą oczekiwać pewnego poziomu usług, a nie traktować najmu trochę jako zła koniecznego.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA