fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rząd PiS

Cztery lata rządów PiS: Polska na plus, Polska na minus

Forum, Andrzej Hulimka
Rządy PiS przypadły na okres rozwoju gospodarczego. Czy miliardy złotych można było lepiej zainwestować?

Jakikolwiek bilans Polski po czterech latach rządów PiS nie jest zadaniem łatwym. Większość zarówno zdecydowanych zwolenników prawicy, jak i zdecydowanych zwolenników opozycji – czyli razem ponad 50 proc. wyborców – widzi wszystko w czarno-białych barwach. Zwolennicy PiS przekonują, że to najlepszy okres w historii Polski. Z kolei większość wyborców opozycji uważa, że w 2015 roku zaczęła się katastrofa.

Jednak żaden z tych opisów nie satysfakcjonuje. Czy możliwy jest bilans uczciwy, abstrahujący od sympatii politycznych? Nie jest tak cudownie, jak chcą jedni, ani tak katastrofalnie, jak chcą drudzy.

PiS posługuje się sloganem „dobry czas dla Polski" i rzeczywiście dla części Polaków był to dobry czas. Wielomiliardowe transfery socjalne polepszyły sytuację życiową szerokich warstw społecznych. Widać zresztą w dzisiejszych sondażach, że PiS może liczyć na znacznie wyższe poparcie niż w 2015 roku. Opozycja, a także część jej zwolenników, twierdzi, że PiS kupił poparcie za gotówkę. Jednak badania wskazują, że beneficjenci rządowych programów, którzy otrzymali 13. emeryturę, 300 zł piórnikowego czy 500+, uważają, że dostali od rządu nie pieniądze, ale godność. I to ona sprawia, że wiele grup społecznych uważa, iż dzięki PiS nie tylko polepszyła się ich sytuacja materialna, ale też przestali czuć się obywatelami drugiej kategorii.

Ale jest i druga strona medalu. Ostatnie cztery lata to okres permanentnego wzmożenia politycznej wojny domowej, głębokich podziałów. Gorący spór, polityczne awantury, nocne posiedzenia Sejmu, konflikty z prawnikami, sędziami, lekarzami, rodzinami osób niepełnosprawnych i nauczycielami, sprawiły, że Polska przez ten czas przypominała kipiący sagan. Styl rządzenia przez konflikt niszczy społeczny kapitał, podważa zaufanie do instytucji, destabilizuje system.

Równie niejednoznaczna jest ocena sytuacji gospodarczej. PiS przejął władzę w sytuacji szybkiego wzrostu gospodarczego, który wraz z uszczelnieniem systemu podatkowego – rozpoczętego przez poprzedników – sprawił, że rządzący mieli miliardy na politykę społeczną. Pytanie, czy te pieniądze zostały dobrze zainwestowane? Czy przestaliśmy być krajem na dorobku, który może już przejadać oszczędności zamiast inwestować (poziom inwestycji za czasów PiS to zresztą poważny problem gospodarki)? Czy nie warto było alokować części środków na służbę zdrowia, która znajduje się dziś w stanie zapaści?

Polityka gospodarcza prowadzona była tak, jakby spowolnienie miało nigdy nie nadejść. Część inwestorów z niepokojem patrzyła na upolitycznianie sądownictwa, na pokazowe akcje CBA wymierzone w ludzi biznesu. Niepokojąco brzmią coraz częściej pojawiające się zapowiedzi wymiany elit biznesowych i traktowania po macoszemu klasy średniej, a także plany zastąpienia jej własną, nową klasą średnią.

Po czterech latach jesteśmy krajem bezpieczniejszym dzięki zwiększającej się liczbie amerykańskich wojsk i decyzji NATO, by wzmocnić flankę wschodnią – o co starał się już rząd PO–PSL. Stawianie jednak wszystkiego na sojusz z dość nieprzewidywalnym Donaldem Trumpem, przy równoczesnym schłodzeniu relacji z Berlinem, to dość ryzykowna strategia.

Ale jakikolwiek bilans ostatnich czterech lat byłby niepełny bez oceny opozycji. Chyba nie potrafiła wykorzystać tego czasu. Przyjęła błędną strategię, uznając, że wystarczy krytykować PiS, a odbuduje się zaufanie i społeczne poparcie. Tyle tylko, że opozycja przegapiła moment, w którym PiS za pomocą polityki społecznej zmienił reguły. Jeśli sondaże pokazują dziś, że partia ta może liczyć na niemal połowę głosów, oznacza to, że wśród tej grupy są nie tylko zaślepieni lojaliści PiS. To ludzie, którzy popierają tę partię mimo jej błędów, niezliczonych skandali i afer. Opozycja, punktując PiS, nie obniża jego poparcia, bo ugrupowanie Jarosława Kaczyńskiego proponuje wizję państwa, która dla wielu wyborców jest atrakcyjna, choć sama partia już niekoniecznie.

Obowiązkiem opozycji jest wskazywanie błędów rządzących, ale zabrakło alternatywnej wizji. Takiej, jaką Donald Tusk przedstawił w 2007 roku, gdy grając na europejskich aspiracjach pokonał PiS, albo takiej, dzięki której wygrał w 2011 roku. Dziś opozycji tak kuszącej wizji brak, a sama niechęć do PiS może okazać się zbyt słabym paliwem, by pokonać prawicę w niedzielnych wyborach.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA