fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rynek pracy

Sprzyjający czas dla osób pracujących na własny rachunek

Adobe
Samozatrudnionych szybko przybywa, a proces ten jeszcze się nasili – oceniają eksperci. Jedną z przyczyn jest wprowadzanie przez rząd kolejnych preferencji w składkach na ubezpieczenia społeczne dla pracujących na swoim.

Mamy już w Polsce ponad 1 mln 330 tys. samozatrudnionych, czyli osób prowadzących własną działalność, poza rolnictwem, i niezatrudniających innych pracowników – wynika z Badań Aktywności Ekonomicznej Ludności z III kw. 2019 r. W porównaniu z 2017 r. to wzrost aż o 140 tys.

Czytaj także: Nawet przy niskich płacach własna firma bardziej się opłaca niż etat

Co więcej, samozatrudnionych przybywa szybciej niż osób na etatach, więc stanowią oni już 8 proc. wszystkich pracujących Polaków. Jeszcze kilka lat temu było to 7 proc.

Jest popyt, pojawia się podaż

– Tak szybki wzrost w ostatnich dwóch latach to po części zapewne efekt znakomitej wówczas sytuacji w gospodarce – tłumaczy Piotr Soroczyński, główny ekonomista Krajowej Izby Gospodarczej. – Dobra koniunktura zachęciła kolejne osoby do podejmowania działalności gospodarczej, zwłaszcza w różnych usługach dla ludności. Dochody Polaków znacznie wzrosły, mają więcej pieniędzy do wydania. To szansa dla małych biznesów – uważa Soroczyński.

Dodaje, że przy rozpędzonej gospodarce mogła się zwiększyć przeżywalność firm. – Statystycznie rzecz biorąc, ok. 35 proc. nowych działalności nie przeżywa pierwszego roku. Możliwe, że w ostatnich latach odsetek ten zmniejszył się i więcej firm zostaje na rynku – wyjaśnia Soroczyński.

Czytaj także: Młodzi Polacy otwarci na samozatrudnienie

Optymalizacja w cenie

– Gdyby za szybki wzrost samozatrudnienia w Polsce odpowiadały tylko czynniki rynkowe, byłaby to bardzo dobra wiadomość – zaznacza Andrzej Kubisiak, ekspert rynku pracy w Polskim Instytucie Ekonomicznym. – Ale, niestety, można podejrzewać, że jest to pewna forma optymalizacji podatkowej. To znaczy, że część osób podejmuje działalność nie dlatego, że marzy o własnym biznesie, ale dlatego, że choć ich praca mogłaby być wykonywana na etacie, to samozatrudnienie jest bardziej opłacalne podatkowo – wyjaśnia Kubisiak.

Chodzi o to, że stawka podatku dochodowego PIT w II progu podatkowym (dla dochodów powyżej ok. 85 tys. zł rocznie) wynosi 32 proc., zaś stawka PIT dla prowadzących własną działalność – 19 proc., jeśli ktoś wybierze tzw. podatek liniowy. – Kwota, po której przekroczeniu wchodzimy w II próg podatkowy, nie była waloryzowana od 13 lat, choć w tym czasie wynagrodzenia zwiększyły się o ponad 80 proc. W efekcie dużo większa liczba osób powinna osiągać takie dochody, by płacić wyższy podatek. I choć podatników w II progu przybywa, wydaje się, że to mały wzrost, patrząc na wzrost wynagrodzeń w gospodarce. Można więc podejrzewać, że część pracujących ucieka przed wyższym PIT w samozatrudnienie – analizuje Kubisiak.

Czytaj także: Samozatrudnienie niezgody

Wzrost w IT i edukacji

Analizując branże, w których samozatrudnionych przybywa najszybciej, przyczyny wzrostu popularności samozatrudnienia podawane przez ekonomistów są prawdopodobne. Bardzo mocno zwiększyła się liczba pracujących na własny rachunek speców do IT (o ponad 110 proc. w porównaniu z III kwartałem 2015 r.), a to właśnie w tego typu zawodach wynagrodzenia są najwyższe w Polsce. Ale jeszcze więcej (ponad 150 proc.) przybyło samozatrudnionych w edukacji, gdzie nie zarabia się tak duża, ale rosną wydatki Polaków na wszelkiej maści nauczycieli, trenerów, doradców zawodowych, coachów itp. Ciekawostką jest, że w handlu samozatrudnionych zaczęło ubywać, choć to najliczniej reprezentowana branża.

Zmiany, które w ostatnich latach sprzyjały przechodzeniu na swoje, mogą mieć różne przyczyny, ale ekonomiści są zgodni, że samozatrudnienie będzie dalej rosnąć, i to głównie w efekcie realizowanej w Polsce polityki gospodarczej. – Rząd PiS usztywnił umowy o pracę na czas określony oraz umowy zlecenia. Zamierza podnieść koszty pracy przy etatowym zatrudnieniu poprzez skokową podwyżkę płacy minimalnej – wylicza Aleksander Łaszek, główny ekonomista Fundacji Forum Obywatelskiego Rozwoju. – Zwiększa też preferencje dla osób prowadzących działalność gospodarczą, głównie tych osiągających niskie dochody. Takie niekonsekwentne podejście do różnych form pracy zwiększa bodźce do samozatrudnienia i będzie wypychać ludzi w tym kierunku coraz bardziej – uważa Łaszek.

Co się bardziej opłaca

Rząd PiS podniósł wynagrodzenie minimalne w 2020 r. do 2600 zł brutto, czyli o prawie 16 proc. w porównaniu z 2019 r. To duży wzrost, ale firmy prawdopodobnie sobie z tym jakoś poradzą. Gorzej, że do 2024 r. płaca minimalna ma się zwiększyć do 4000 zł, czyli aż o prawie 80 proc. w porównaniu z 2019 r. To już może okazać się zbyt dużym obciążeniem dla pracodawców i sprawić, że zaczną się zastanawiać nad alternatywnymi formami zatrudnienia ludzi.

Z naszej analizy wynika, że patrząc z punktu widzenia pracodawcy, nawet przy wynagrodzeniu brutto w wysokości 4 tys. zł (przy jednoczesnych wspomnianych wcześniej preferencjach w składkach ZUS) bardziej opłacalna może się stać współpraca z osobą samozatrudnioną niż zatrudnienie jej na etat.

Mały ZUS pomoże

Policzmy: płaca brutto w wysokości 4 tys. zł oznacza, że koszty pracodawcy wynoszą 4,8 tys. zł, a pracownik dostaje do ręki ok. 2,9 tys. zł. Gdyby samozatrudniony dostawał od swojego usługodawcy 4,8 tys. zł, to po podliczeniu składek ZUS w normalnej wysokości i podatku, zostawałoby mu na rękę ponad 3 tys. zł. Różnica nie wydaje się ogromna, ale jeśli samozatrudniony skorzystałby z preferencyjnej składki ZUS na dzisiejszych warunkach, to do jego kieszeni trafiłoby prawie 3,7 tys. zł.

Preferencje to m.in. mały ZUS, który od 1 lutego jest jeszcze bardziej korzystny dla firm o niskich przychodach – do 120 tys. zł rocznie w roku poprzednim. Składki są liczone od 50 proc. uzyskiwanych dochodów.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA