fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rosja

Polska - Rosja: Ocieplenie stosunków poprzez kulturę

Petersburg, pięciomilionowa metropolia zwana północną stolicą Rosji. Stąd pochodzą najważniejsi politycy kraju: prezydent i premier
shutterstock
Mimo trwającej od kilku lat zimnej wojny i zawieszonych kontaktów politycznych polsko-rosyjska współpraca kulturalna kwitnie.

Dziecięca zabawka smok wawelski wyprodukowana w Warsztatach Krakowskich w 1918, gumowe kółko do gry w ringo, kultowy przysmak Ptasie Mleczko, symbol Polski Walczącej, fotel Chierowskiego 366, logo Solidarności, torba z Pewexu, a nawet płyn do mycia naczyń Ludwik. – Ostatnim obiektem wystawy jest koszulka z napisem „dziadostwo". Pozbierałem wiele rzeczy, które ludzie w Polsce często uważają za śmieci i wyrzucają. Myśmy w ten sposób opowiedzieli historię 100-lecia niepodległej Polski – mówi „Rzeczpospolitej" kuratorka wystawy „Elementarz polskiego designu", współorganizowanej przez Instytutu Adama Mickiewicza, który promuje polską kulturę za granicą. Wystawa była już w Budapeszcie, Wiedniu, Berlinie, a nawet Seulu. Tym razem wylądowała w północnej stolicy Rosji.

W środę wystawę otwarto w twierdzy Pietropawłowskiej, słynnym carskim więzieniu, które również zapisało się w historii Polski. Jednym z najbardziej znanych więźniów twierdzy był Tadeusz Kościuszko.

Mimo wszystko

– Gdy wszedłem na tę salę, pomyślałem o tym, jak wspaniale zmienił się świat. Polacy nie boją się już przebywać w twierdzy Pietropawłowskiej. Świat się zmienił. W relacjach polsko-rosyjskich często lubią doszukiwać się wszelkich dramatycznych momentów, ale w rzeczywistości w naszej wspólnej historii było wiele wspaniałych i pozytywnych rzeczy – mówił, otwierając wystawę, Michaił Szwydkoj, pełnomocnik prezydenta Rosji ds. zagranicznej współpracy kulturalnej.

– Działacze kultury rozumieją to lepiej od polityków – dodał.

Słowom jednego z najbliższych współpracowników Putina uważnie przysłuchiwali się obecni na sali polscy dyplomaci, ale nie tylko. Z Warszawy na otwarcie wystawy udali się przedstawiciele polskiego resortu kultury i szefowie kilku instytucji rządowych. Wielu z nich wyglądało na zaskoczonych obecnością wysokiego rangą kremlowskiego polityka, przemawiając, starannie dobierali słowa. Za kulisami mówili o „budowie mostów kulturalnych", a wszelkich tematów, nawet okołopolitycznych, unikali jak ognia.

– Jak się cieszę, że mimo wszystko przyjechaliście i jesteście tu – witał z otwartymi ramionami polskich kolegów Siergiej Kalużin, wiceszef Muzeum Twierdzy Pietropawłowskiej.

„Widma" w Ermitażu

Po odwołanym z powodu rosyjskich działań na Ukrainie w 2014 r. Roku Polski w Rosji i Roku Rosji w Polsce (miał być w 2015 r.) wydawać by się mogło, że współpraca kulturalna pomiędzy krajami legła w gruzach, podobnie jak wszelkie stosunki bilateralne.

– Jest pan w błędzie – zapewnia „Rzeczpospolitą" jeden z polskich rozmówców będący na miejscu. – Nie ma dnia, by w Petersburgu nie było polskiej imprezy kulturalnej, niezależnie od stosunków politycznych współpraca pomiędzy teatrami, muzeami czy filmowcami kwitnie – dodaje.

Dyrektor współorganizującego wystawę w twierdzy Instytutu Polskiego w Sankt Petersburgu Ewa Ziółkowska twierdzi, że wystawa to kropla w morzu polskich imprez kulturalnych w północnej stolicy Rosji.

– Tylko w tym roku, który przez Sejm i Senat został ogłoszony w Polsce Rokiem Stanisława Moniuszki, w teatrze w Ermitażu wystawiliśmy „Widma" Moniuszki do słów Adama Mickiewicza. To było duże wydarzenie. W grudniu odbędzie się koncert na zakończeniu roku polskiego kompozytora. Z kolei Rok Gustawa Herlinga-Grudzińskiego obfitował w wydarzenia literackie. Pod koniec czerwca w Petersburgu odbyła się duża konferencja, obecna była m.in. córka pisarza oraz przedstawiciele paryskiej „Kultury" – mówi „Rzeczpospolitej" Ziółkowska.

Twierdzi, że lista polskich imprez kulturalnych jest tak długa, że można je wymieniać w nieskończoność. – Instytut Polski to najaktywniejszy instytut w Petersburgu – żartują przysłuchujący się naszej rozmowie uczestnicy wystawy. Żaden z moich rozmówców nie potrafił jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie, czy dzisiaj mamy do czynienia z „odwilżą" współpracy w dziedzinie kultury.

Nie tylko polityka

– Dzisiaj nie ma uwarunkowań politycznych, by powiedzieć, że za rok czy dwa Rok Polski w Rosji czy Rok Rosji w Polsce się odbędzie. Mimo to rosyjsko-polskie inicjatywy kulturalne, a nawet edukacyjne, nigdy nie zostały przerwane – mówi „Rzeczpospolitej" Szwydkoj. – Życie się toczy i polityka nie jest jedynym i najważniejszym elementem życia człowieka – dodaje.

Trudno byłoby jednak wyobrazić sobie „Rok Rosji w Polsce w warunkach trwającej de facto od lat zimnej wojny. – W Rosji jest takie powiedzenie: nigdy nie mów nigdy – rzuca jeden z najbliższych współpracowników Władimira Putina.

To on w czwartek w Petersburgu otwierał Międzynarodowe Forum Kulturalne, na którym dominować będzie kultura chińska. Oprócz wystawy w twierdzy Pietropawłowskiej Polska nie organizuje imprez w ramach tego forum, ale resort kultury wydelegował tam swoich przedstawicieli.

– Wystawa w Petersburgu jest przykładem międzyinstytucjonalnej współpracy kulturalnej z Rosją, która cały czas ma miejsce. Cieszymy się z rozwoju tej współpracy, ponieważ chodzi o promocję polskiej kultury za granicą, również w Rosji – mówi „Rzeczpospolitej" Urszula Ślązak, szefowa Departamentu Współpracy z Zagranicą MKiDN.

– Po odwołaniu Roku Polskiego w Rosji współpraca międzyresortowa została w znacznym stopniu ograniczona. Nie ma też wspólnych inicjatyw polsko-rosyjskich na poziomie ministerialnym. Miało to bardzo ważne podłoże polityczne, które nie ustało – tłumaczy.

Polacy Petersburga

Kościół św. Katarzyny przy Newskim Prospekcie w sercu Petersburga jest jednym z najbardziej uczęszczanych miejsc przez Polaków. Nie tylko przez polskich turystów i nie tylko dlatego, że proboszczem jest Polak.

– W niedziele i ważne święta mamy pełny kościół. Przychodzi mnóstwo ludzi. Jest tu też wielu katolików, niektórzy już na łożu śmierci przypominają o tym, że zostali ochrzczeni w kościele. W Petersburgu jest też wielu Polaków – mówi „Rzeczpospolitej" siostra zakonna z kościoła św. Katarzyny.

Dom Polski w Petersburgu przy ul. Saportyj Pereułok otwierały osobiście Maria Kaczyńska oraz Ludmiła Putina, na miejscu obecna była też ówczesna gubernator miasta Walentina Matwijenko (od lat jest przewodniczącą Rady Federacji).

Pomieszczenie to jest własnością Stowarzyszenia Wspólnota Polska, zakupione zostało ze środków polskich podatników. Przez wiele lat było to centrum życia polonijnego w północnej stolicy Rosji.

Wiosną 2015 roku decyzją lokalnych władz dom został zamknięty. Oficjalnie z przyczyn technicznych. Symbolicznie stało się to w roku, który miał być Rokiem Polski w Rosji.

– Od czterech lat toczy się wojna z urzędnikami rosyjskimi. Wszystko nagle zaczęło nie pasować, albo korytarze są za wąskie, albo za ciasne wyjście. Przesyłane są kolejne pisma i jest błędne koło. Jesteśmy w fatalnej sytuacji – mówi „Rzeczpospolitej" Lilia Szyszko, szefowa Kongresu Polaków w Sankt Petersburgu. To jedna z największych organizacji polonijnych w mieście, która zrzesza ponad 180 członków. Nie ma siedziby i jest zarejestrowana w prywatnym mieszkaniu pani Lilii.

– Rok temu przyjeżdżali tu przedstawiciele z Warszawy i nie potrafili rozwiązać tego problemu. Już mówiliśmy nawet o tym, żeby sprzedać pomieszczenia Domu Polskiego, lecz wtedy pieniądze wrócą do Senatu. Ale czy Senat będzie chciał kupić jakiś nowy budynek w Petersburgu? – dodaje.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA