fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rosja

Oczekiwanie na mówcę. Co w środę powie Putin?

Arsenij Awakow
Ukraiński minister spraw wewnętrznych Arsenij Awakow odwiedza Gwardię Narodową ćwiczącą w pobliżu Mariupola
AFP
Prezydent Władimir Putin stopniuje międzynarodowe napięcie przed swym środowym orędziem do Zgromadzenia Federalnego.

Zdenerwowani eksperci zastanawiają się, czy ogłosi wojnę z Ukrainą, czy tylko aneksję Doniecka i Ługańska? A może uroczyście powiadomi o ostatecznym wchłonięciu Białorusi, korzystając z wizyty Aleksandra Łukaszenki w Moskwie?

– Będzie dużo o zwycięstwie nad covidem, rzucania ochłapów, nowe podatki, parę słów o „tak zwanych międzynarodowych partnerach" – akurat nawinęli się pod rękę – uważa jednak niezależny publicysta Iwan Dawydow.

Moskwa zagrożona

Ale i on zaznacza, że w Moskwie „są panikarze". A Kreml, jak może, stara się ich wesprzeć: w przeddzień wystąpienia Putina ogłosił zamknięcie trzech akwenów na Morzu Czarnym oraz przestrzeni powietrznej nad nimi. Przy czym akweny zamknięto na pół roku. Trwa cały czas koncentracja rosyjskich wojsk wzdłuż granic Ukrainy, a na anektowanym Krymie odbywają się manewry – w zgodnej opinii rosyjskich ekspertów – „największe od czasu rozpadu ZSRR".

Josep Borrell, wysoki przedstawiciel UE ds. zagranicznych i polityki bezpieczeństwa, mówił w poniedziałek, że wokół Ukrainy stacjonuje już 150 tys. rosyjskich żołnierzy. Ukraiński sztab generalny mówił o 110 tys., ale zaznacza, że cały czas przybywają nowi. Rosyjski minister obrony Siergiej Szojgu tydzień temu mówił o przetransportowaniu w pobliżu granicy dwóch armii i trzech dywizji powietrznodesantowych. Teraz Ukraińcy zidentyfikowali jedną z tych armii: to 1. Armia Pancerna. A pod Woroneżem zauważono kolumnę wiozącą rakiety balistyczne Iskander.

Poza „panikarzami" również Amerykanie zaczynają okazywać zaniepokojenie. Federalna Administracja Lotnicza (FAA) wydała ostrzeżenie dla samolotów lecących nad granicą ukraińsko-rosyjską z powodu możliwego konfliktu. Ale też dla maszyn zamierzających korzystać z lotnisk w ukraińskim Dnieprze (dawny Dniepropietrowsk) i Kijowie, okupowanym Symferopolu, rosyjskim Rostowie nad Donem oraz... w Moskwie.

Morzem czy lądem

W sumie tylko na Krymie Rosjanie skoncentrowali nie mniej niż 40 tys. żołnierzy, 230 czołgów, 50 okrętów wojennych, w tym cztery duże desantowe. Te ostatnie ćwiczą z piechotą morską i samolotami desant.

– Chociaż nad Morze Czarne ściągnięto środki desantowe z kilku rosyjskich flot (Czarnomorskiej, Bałtyckiej i Flotylli Kaspijskiej – red.), to nawet ich nie starczy, by dokonać desantu zdolnego do uchwycenia i utrzymania przyczółka na ukraińskim wybrzeżu. (Znajdujące się tam rosyjskie okręty) mogą wysadzić maksimum dwa wzmocnione bataliony piechoty morskiej, a to za mało – uważa niezależny, rosyjski ekspert wojskowy Aleksandr Golc.

Jednak eksperci z Kijowa oceniają zdolności rosyjskiej floty na pięć razy więcej (możliwość wysadzenia 10 tzw. batalionowych grup taktycznych). Ukraińska armia nie czeka na nich w koszarach, jej jednostki pancerne też prowadzą manewry w pobliżu Krymu – naprzeciw Rosjan. Okręty wojenne zaś ćwiczą wspólnie z jednostkami członka NATO, Rumunii.

Niepokój wywołuje też Naddniestrze, w którym oficjalnie stacjonuje 2 tys. rosyjskich żołnierzy, ale władze Mołdawii podkreślają, że tak naprawdę nie wiedzą, ilu ich tam jest.

Śmiertelny błąd

Politycy w Kijowie zachowują spokój. – Widzimy jawne próby wymuszenia na Ukrainie uznania tej okupacji, która jest w Doniecku i Ługańsku. Nic z tego nie będzie – uważa doradca prezydenta Zełenskiego Mychajło Podoliak, ograniczający rosyjski szantaż tylko do spraw Donbasu.

W Moskwie wśród niezależnych ekspertów zdania są podzielone. Część uważa, że Kreml może jednak zaatakować, i to w kilku punktach naraz, wykorzystując jakąś prowokację. Na przykład śmierć rosyjskiego obywatela w Donbasie, gdzie znaczna część mieszkańców ma już rosyjskie paszporty. Prezydent Putin sam niedawno mówił o konieczności obrony rosyjskich obywateli.

– W mojej opinii obecna koncentracja wojsk to akcja propagandowa. Z przesłaniem do Zachodu. Oraz do audytorium krajowego: no dawajcie, zmobilizujmy się. Ale audytorium wcale nie chce się mobilizować. Niemniej jakakolwiek pomyłka wojskowo-techniczna może zamienić koncentrację w gorącą wojnę, no a wtedy będzie naprawdę strasznie – mówi Andriej Kolesnikow z Centrum Carnegie w Moskwie.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA