fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rosja

Czesi nie poprosili o solidarność

AdobeStock
Dziesiątki tysięcy żołnierzy, ciężki sprzęt i szpitale polowe gromadzi Rosja przy granicy z Ukrainą. A Praga idzie na wojnę dyplomatyczną z Moskwą.

W ostatni weekend Czechy wydaliły 18 rosyjskich dyplomatów, oskarżając ich o szpiegostwo. Ale w aferze nie chodzi o tych konkretnych agentów, tylko o wybuch wielkich składów amunicji w październiku 2014 roku, który – jak się dziś okazuje – przeprowadziły rosyjskie służby. – Z powodów polityki wewnętrznej Praga w ogóle nie przygotowała swoich partnerów do tej informacji. Dla wszystkich było to zaskoczenie – mówi „Rzeczpospolitej" Milan Nič, ekspert berlińskiego think tanku DGAP.

Według niego zupełnie inaczej sytuacja wyglądała w marcu 2018 roku, gdy rosyjscy agenci otruli byłego agenta Siergieja Skripala i jego córkę Julię. Gdy tylko Brytyjczycy ustalili, kto stoi za atakiem, przeprowadzili serię konsultacji dyplomatycznych, która zakończyła się skoordynowaną akcją UE wydalenia rosyjskich dyplomatów z europejskich stolic. Czesi nie zdecydowali się na to. – Nie poprosili UE o dołączenie do tej akcji – powiedział Josep Borrell, wysoki przedstawiciel UE ds. polityki zagranicznej i bezpieczeństwa po wideokonferencji ministrów spraw zagranicznych UE w poniedziałek. Według niego szef czeskiej dyplomacji przedstawił tylko informację o tym, co wydarzyło się w jego kraju.

Ale na pewno odkrycie czeskich służb będzie miało wpływ na relacje UE–Rosja. Milan Nič uważa, że dla Czech to prawdziwa rewolucja. – Do tej pory w stosunku do Rosji czeskie elity były podzielone. Ale po tych rewelacjach sytuacja musi się zmienić. Bo w polityce zagranicznej Czechy były zawsze bardzo wrażliwe na punkcie bezpieczeństwa, czy to wewnętrznego, czy zewnętrznego. A to przecież nawet nie afera szpiegowska, ale wojskowy atak na Czechy – podkreśla słowacki ekspert. Według niego Czechy zostaną teraz przez Moskwę zakwalifikowane do tego samego grona krajów, co Polska. – Będą taką mniejszą Polską, workiem treningowym dla Rosjan – uważa Nič.

Według niego na reakcję różnych państw UE należy poczekać, choć nie oczekuje on specjalnych wyrazów solidarności w UE. Szczególnie w sytuacji, gdy nie wystąpiła o nie sama Praga. Ale to może stać się testem solidarności dla Grupy Wyszehradzkiej. – Stanowisko Polski jest oczywiste, również Słowacja mimo całej kokieterii w sprawie szczepionki Sputnik V będzie lojalna wobec Czech. Ale pytanie o Węgry – mówi ekspert.

Ujawnienie prawdy o wybuchu sprzed siedmiu lat nakłada się w czasie na wzrost napięcia między Zachodem a Rosją. Na granicy z Ukrainą i na Krymie, który został nielegalnie zajęty przez Rosję w lutym 2014 roku, doszło w ostatnich tygodniach do znaczącego wzrostu obecności wojsk rosyjskich. – Jest tam już 150 tysięcy rosyjskich żołnierzy, nigdy ich tyle nie było w tych miejscach – powiedział Borrell.

Unijni ministrowie połączyli się z szefem dyplomacji Ukrainy Dmytro Kulebą, które przekazał im najnowsze informacje z ukraińskiej granicy. – Doceniamy rozsądną i umiarkowana reakcję Kijowa. I wyrażamy nasze poparcie dla suwerenności i terytorialnej integralności Ukrainy – powiedział Borrell. Czy są możliwe dalsze sankcje, poza tymi gospodarczymi obowiązującymi od lata 2014 roku? – Na razie nie było o tym dyskusji. Ale sytuacja może się zmienić – powiedział szef unijnej dyplomacji.

Jak wskazują krytycy, utrzymanie kluczowej dla Rosji inwestycji: gazociągu Nord Stream 2, który zwiększając znacząco dostawy gazu do Europy Zachodniej z pominięciem Ukrainy, może dodatkowo zagrozić bezpieczeństwo tego kraju. Na Nord Stream 2 zgadzają się Niemcy i nie sposób ich przekonać do zablokowania tej inwestycji. – Nie ma mowy o jakiejkolwiek zmianie polityki Berlina przed wyborami do Bundestagu. Może nowy rząd coś w tej sprawie zmieni – uważa Milan Nič.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA