fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Ropa

Rafineria Abqaiq - twierdza niby nie do zdobycia

Należące do Aramco zakłady Abqaiq to najważniejsza rafineria świata STRINGER
AFP
Zasieki w promieniu kilkunastu kilometrów wokół zakładu, wielokrotne kontrole na drogach dojazdowych – tak wyglądała saudyjska rafineria Abqaiq przed atakiem dronów. I wszystko na nic.

Widziana z ziemi rafineria Abqaiq wyglądała jak twierdza. Już kilkanaście kilometrów przed jej bramą, na drodze, ale i na otaczającej pustyni chroniły ją zasieki. Kontrole pojazdów tak samo, jak i ich pasażerów, powtarzały się co kilka kilometrów. A i tak nie było widać całej ochrony.

Nic dziwnego. To była i zapewne nadal będzie najważniejsza rafineria na świecie. Należy do Aramco i nie wykorzystywała pełnych mocy – bo przerabiała 5,7 mln baryłek dziennie gatunku Arabian Extra Light i Arabian Light (o 1,3 mln mniej baryłek niż wynosił jej limit), czyli trzy czwarte tego, co dzisiaj wydobywają Saudyjczycy. I głównie tę właśnie ropę eksportują.

Dzięki budowie, a potem kolejnym modernizacjom Abqaiq stała się jedną z najbardziej wydajnych i najnowocześniejszych rafinerii na świecie. Rurociągi, do których była podłączona, prowadziły do odległego o ponad 600 kilometrów eksportowego terminala Yanbu zmodernizowanego niespełna rok temu. Tłoczony jest tą drogą również gaz skroplony. Surowiec płynął do rafinerii z pola naftowego Ghawar.

Ochrona nie pomogła

Międzynarodowa grupa dziennikarzy piszących o rynkach naftowych, w której znalazła się także „Rzeczpospolita", miała szansę zwiedzić Abqaiq podczas konferencji OPEC. Nie wolno nam było wówczas korzystać nie tylko z aparatów, kamer, telefonów komórkowych, ale nawet zegarków. Kontrolowani byliśmy wielokrotnie, zanim wpuszczono nas na teren rafinerii. Robiła wielkie wrażenie, nie samymi instalacjami, ale rozmiarami, gigantyczną powierzchnią, która ciągnie się na pustyni niemal bez końca. Ogromne są tam zbiorniki na ropę i paliwa, niewyobrażalnie wielkich sześć generatorów energii napędzanych jest oczywiście gazem.

Pytania o ochronę obiektu zbywano wyjaśnieniami, że „żaden niepożądany gość" nie ma szans się tutaj znaleźć. I że jest bezpiecznie. Kilkakrotnie też usłyszeliśmy zapewnienia, że branża naftowa jest chroniona tak szczelnie, że przetrwa bez jakiegokolwiek uszczerbku ewentualny konflikt z Iranem.

Dziesięć lat temu, w lipcu 2009 r., Aramco przy wsparciu Integration Objects, firmy wyspecjalizowanej w konstruowaniu systemów ochronnych dla przemysłu naftowego, chemicznego, pracującej m.in. dla amerykańskiego ExxonMobil i szwajcarskiego Solvaya, zdecydowało się zainwestować więcej w systemy bezpieczeństwa.

Chronione jest miasteczko Abqaiq, gdzie mieszkają pracownicy Aramco. Nie można go było obejrzeć z bliska. Dowiedzieliśmy się jedynie, że żyje się tam wspaniale, bo pensje w Aramco są wysokie, a całe miasteczko ciepłą wodę dostaje z rafinerii.

Z innych źródeł wiadomo było, że zakłady Abqaiq są chronione przez bateriami rakiet ziemia–powietrze. Te dodatkowe środki ochrony wprowadzono po ataku Al-Kaidy w 2006 r. I wydawało się, że są wystarczające, bo po tamtym ataku nastąpiła przerwa .

Jednak 14 maja 2019 r. terroryści zaatakowali rurociągi na zachodzie Arabii Saudyjskiej. Na kilka dni został wówczas wstrzymany transport ropy. Incydent miał miejsce w dzień po uszkodzeniu dwóch saudyjskich tankowców z ropą i dwóch innych statków tuż przy wybrzeżu Fudżajry, jednego ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich. To strategiczne miejsce w Zatoce, bo tam najczęściej statki handlowe i tankowce pobierają wodę i kupują żywność na dalszą podróż.

Drony górą

Ben Cahill z firmy doradczej Energy Intelligence przypomina, że wszystkie saudyjskie instalacje zostały niemal przykryte siecią, która miała wykrywać wszystkie zagrożenia. Radary działały podobnie jak wieże kontroli lotów wykrywające każdy nieznany obiekt. Szokuje więc to, że drony z łatwością doleciały i spełniły swoją misję po wystrzeleniu z odległego o ponad 800 km Jemenu.

– Dzisiaj technologie pędzą do przodu. A drony z powodzeniem mogą zostać wystrzelone z odległości 1,5 tys. kilometrów (np. z motorówki) i spełnić swoją misję. To dlatego okazało się, że saudyjski system obrony, mimo że w założeniu szczelny, szybko okazał się przestarzały. Już uszkodzenie tankowców powinno dać wiele do myślenia – mówił „New York Timesowi" Ricardo Fabiani, geopolityczny analityk w Energy Aspects.

Teraz wiadomo, że obrona przed dronami jest niemożliwa, a Saudyjczycy stali się praktycznie bezbronni w obliczu ogromnego zagrożenia dla ich instalacji naftowych, a nawet pól, z których wydobywany jest surowiec.

Wiadomo np., że Iran mocno zainwestował w rozwój IT i ma wyjątkowo uzdolnionych hakerów, którzy są lepiej wynagradzani niż ci, którzy pracują w Google'u czy innych podobnych firmach w Dolinie Krzemowej. Z kolei nadzór bezpieczeństwa instalacji naftowych w Arabii Saudyjskiej kontrolowany jest z oddali, przede wszystkim z centrali Aramco w Dhahranie na wschodnim wybrzeżu kraju, co zdaniem analityków branży również ułatwia przygotowanie ataku.

W Arabii Saudyjskiej mówi się, że coś „trwa bez przerwy na modlitwę". To znaczy, że bez przerwy na cokolwiek. I tak było dotychczas w przypadku ochrony instalacji naftowych. Teraz już wiadomo, że brak „przerwy ma modlitwę" nie wystarcza w sytuacji, kiedy drony okazują się bronią nie do pobicia. I to niezależnie, czy na lotnisku Gatwick, czy na polu naftowym.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA