fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rolnictwo

To firma z holdingu premiera Babiša sprowadziła do Czech wołowinę z salmonellą

Bloomberg
Wołowinę z Polski zakażoną salmonellą sprowadziła firma Animalco z holdingu Agrofert, należąca do premiera Czech Babisa.

Za dostawę partii wołowiny z Polski, w której znaleziono bakterie salmonelli, odpowiada firma Animalco, która należy holdingu Agrofert premiera

- Jesteśmy oczywiście w roli ofiary, a nie sprawcy - powiedział Karel Hanzelka, rzecznik Agrofert, cytowany przez czeski dziennik Denik N, który ujawnił tę informację.

Agrofert będzie prawdopodobnie chciał rekompensaty od polskiego dostawcy, a firma przejdzie kontrolę weterynaryjną. - Czekamy na wyniki badań tej partii (mięsa – red.). Według moich informacji ogromna większość wadliwego mięsa będzie mogła zostać wycofana z rynku – powiedział Hanzelka. Dodał, że import mięsa z Polski jest marginalny, a ten polski dostawca zawsze był „jednym z kłopotliwych”.

Robert Svědík, prezes Frost Logistics, magazynów, w których przechowywano mięso, potwierdził, że to nie FL jest właścicielem mięsa, a Animalco. Frost Logistics świadczy jedynie usługi logistyczne, czyli transport i magazynowanie.

Mirosław Toman, czeski minister rolnictwa, poinformował o nowych wynikach badań kolejnej partii polskiego mięsa. – Testy wołowiny, która została dostarczona do magazynu w Dolni Jircan 13 lutego, wykazały obecność salmonelli enteritidis - powiedział dziś Toman, jego wypowiedź cytują "Ceskie Noviny".

W związku z tym, Czechy wprowadzą kontrolę całej wołowiny importowanej z Polski przed jej wprowadzeniem na rynek. Po tym, jak przycichł kryzys wywołany przez polską ubojnię z Kalinowa, która wyeksportowała mięso z nielegalnego rozbioru chorych krów, wypłynął kolejny problem. W próbkach pobranych w ubiegłym tygodniu weterynarze właśnie wykryli pałeczki salmonelli, które znajdowały się w ok. 700 kg polskiej wołowiny przechowywanej w magazynie Frost Logistics – informuje dziennik "Ceskie Noviny". Trwa analiza, czy mięso zostało sprzedane klientom końcowym. W związku z tym, minister Tolman ogłosił nadzwyczajną odprawę.

- Działania wprowadzone w związku z kwestią problematycznej polskiej rzeźni okazały się uzasadnione - powiedział Toman, który przy okazji podziękował czeskiej Państwowej Administracji Weterynaryjnej (JSB) i Państwowej Inspekcji Rolnej i Żywności (CAFIA), „dzięki której jesteśmy w stanie chronić czeskich konsumentów".

Mięso trafiło do kilku nabywców, w których SVS bada, czy zostało ono skonsumowane. Według Tomana policja przeprowadzi kontrole w całym kraju.

Toman nie odniósł się już do swoich słów, które zrobiły furorę na początku lutego. Przy okazji dyskusji na temat importu podejrzanej polskiej wołowiny sam minister ujawnił wtedy, że czeskie restauracje skupowały polską wołowinę i sprzedawały ją jako argentyńską za wielkie pieniądze. - Chcę was zapewnić, że mięso nie trafiło do żadnej taniej restauracji, była to luksusowa restauracja, szczególnie w Pradze, i to była restauracja, która podawała polskie mięso za argentyńskie, by sprzedawać za 1000 koron – powiedział Toman posłom Izby Gmin.

Tymczasem Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju WsI promuje polską, bezpieczną wołowninę:

W tym samym czasie w Warszawie odbywało się spotkanie inauguracyjne Porozumienia Rolniczego, pod patronatem honorowym Andrzeja Dudy. W czasie, gdy czeski minister Toman zapowiadał kontrole wszystkich partii polskiego mięsa, polskie ministerstwo rolnictwa wysłało tweet ze zdjęciem polskich polityków, ministra Ardanowskiego i prezydenta Dudy, którzy częstują się daniami z polskiej wołowiny, podanej na poczęstunek po części oficjalnej spotkania.

- Dzięki temu Polska trwa, że rolnik nie pozwolił komunistom zabrać sobie ziemi i nie pozwolił sobie religii – mówił prezydent Duda podczas spotkania, który podkreślał wagę organizacji rynku rolnego. Przy okazji wskazywał, że sytuacja polskiego rolnictwa nie zależy jedynie od rynku wewnętrznego. -  Konkurujemy także z zagranicą. Ale jesteśmy dziś potentatem, a to oznacza, że zależymy też od sytuacji poza naszymi granicami. Czy sytuacja w krajach za granicą będzie na tyle dobra, by ten transport naszej żywności szedł – mówił prezydent.

I prezydent i minister Ardanowski podkreślali znaczenie rozmów przy rozwiązywaniu problemów. - Bo mamy demokracje, czasem trzeba wyjść na ulice i wykrzyczeć swoje. Ale prawdziwa wola współpracy pojawia się, gdy trzeba rozwiązać problem – mówił Andrzej Duda. Była to aluzja do niedawnej demonstracji rolników pod pałacem prezydenckim. Prezydent Andrzej Duda nie wyszedł wtedy jednak do rolników ani nie podał żadnego powodu, a jego rzecznik Błażej Spychalski wsławił się wtedy wypowiedzią, że nie wie, gdzie jest prezydent. - Może odpoczywa, człowiek czasem potrzebuje odpoczynku”, powiedział rzecznik prezydenta.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA