fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Reprywatyzacja w Warszawie

Warszawa: Reprywatyzacja z korupcją w tle

Wikimedia Commons
Prokuratura bada, czy za decyzjami urzędników w sprawie cennego gruntu w stolicy nie kryła się korupcja. Właśnie ruszyło śledztwo.

Chodzi o decyzje korzystne dla bezprawnie reaktywowanej spółki Nowe Dzielnice, dzięki którym mogła ona przejąć wart fortunę teren w Warszawie na Kamionku, do którego nie miała żadnych praw. Zablokowała to prokuratura – o czym w listopadzie ub. roku pisała „Rzeczpospolita".

Teraz – jak ustaliliśmy – w nowym śledztwie prokuratorzy sprawdzą, czy za zachowaniem urzędników nie kryła się wielka łapówka.

– Wszczęte 19 stycznia śledztwo dotyczy przyjęcia korzyści majątkowej znacznej wartości przez funkcjonariuszy publicznych oraz udzielenia im takiej korzyści – mówi nam Łukasz Łapczyński, rzecznik Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga.

Chodzi o 32 ha ogródków działkowych blisko Stadionu Narodowego. Przed wojną grunt należał do belgijskiej spółki Nowe Dzielnice – po wojnie zabrało go państwo.

Nieoczekiwanie w 1998 r. spółka została reaktywowana w oparciu o tzw. akcje kolekcjonerskie. Natychmiast wystąpiła o zwrot terenu, a prawa i roszczenia do niego sprzedała spółce Projekt S (dziś Projekt Saska).

Stołeczni urzędnicy mimo wątpliwości dotyczących legalności reaktywacji spółki i jej praw do gruntu nie próbowali podważyć umowy, a w 2003 r. oddali teren Projekt S.

Decyzję podjął Marek Kolarski – wtedy dyrektor biura nieruchomości ratusza. Nie poinformował o niej Lecha Kaczyńskiego, ówczesnego prezydenta stolicy. Kaczyński zwolnił Kolarskiego, decyzję zwrotową cofnął, ale sąd uznał, że procedura na to nie pozwala.

Unieważnienie umowy sprzedaży wywalczyła dopiero pod koniec 2016 r. prokuratura. Doprowadziła również do uchylenia decyzji ratusza o przyznaniu Projektowi S prawa użytkowania wieczystego gruntu i do wykreślenia reaktywowanych Nowych Dzielnic z rejestru. Śledczy ustalili, że Nowe Dzielnice wskrzeszono bezprawnie, a w dodatku polski rząd wypłacił belgijskiej spółce za zabrane jej mienie 43 mln franków belgijskich odszkodowania (na podstawie umowy indemnizacyjnej z 1963 r.).

Teraz prokuratura prześwietli, czy za przychylnością urzędników, którzy – mimo wątpliwości – oddali wskrzeszonej spółce cenny teren (według wyceny z 2003 r. był wart 142 mln zł, dziś znacznie więcej) – mogły kryć się łapówki.

Jeśli znajdą dowody na korupcję, to zarówno tym, którzy dali łapówkę, jak i tym, którzy ją przyjęli, grozi do 12 lat więzienia.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA