fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Pekin kontra wolność

Anders Fogh Rasmussen
shutterstock
Kraje demokratyczne muszą przestać łudzić się co do działań Chin – pisze były sekretarz generalny NATO.

Od czasu rosyjskiej inwazji na Ukrainę to Polska czuwa, by kraje sojusznicze NATO i UE trzeźwo i bez złudzeń spoglądały na Putinowską Rosję. Chociaż zgadzam się z moimi przyjaciółmi z Polski, że z perspektywy geograficznej właśnie Rosja stanowi najbliższe zagrożenie, to jednak Chiny szybko doganiają ją w swoich wysiłkach na rzecz destabilizacji europejskich demokracji i osłabiania naszej wolności.

Nierówna konkurencja

Chiny od ponad dekady umacniają swoją pozycję w Europie. Za metodę działania wybrali inwestycje w strategicznych, a często także newralgicznych sektorach. Na początku były to zakupy aktywów w takich krajach, jak Grecja i Portugalia, dotkniętych przez kryzys strefy euro. Jednak wkrótce przekonaliśmy się, że Pekin inwestował nie tylko z myślą o korzyściach finansowych, ale także w celu wywierania wpływu na podejmowanie decyzji. W Grecji doprowadziło to do zawetowania przez tamtejszy rząd oświadczenia UE krytykującego łamanie praw człowieka i ekspansjonistyczną politykę Chin na Morzu Południowochińskim.

Europa odpowiedziała na to wyzwanie, usprawniając monitorowanie inwestycji zagranicznych, by podnosić alarm, gdyby mogły one spowodować strategiczne osłabienie. Większość krajów UE poszła o krok dalej i podjęła własne środki, jednak Europa wciąż dysponuje jednym z najsłabszych mechanizmów monitorowania inwestycji spośród wszystkich największych gospodarek.

W ostatnich tygodniach Komisja Europejska zaproponowała nowe sposoby kontroli subsydiów zagranicznych. Dzięki białej księdze dotyczącej tych subsydiów dotychczasowa sytuacja w Europie może się zmienić. Chińskie przedsiębiorstwa otrzymujące dotacje państwowe mogą swobodnie konkurować na europejskim otwartym rynku, wygrywać publiczne przetargi i realizować inwestycje, podczas gdy ich europejskich rywali obowiązuje zakaz pomocy ze strony państwa. W efekcie europejskie firmy tracą udziały w rynkach i kontrakty, ponieważ konkurenci z Chin przy wsparciu swojego rządu – niedozwolonym dla państw europejskich – skutecznie podcinają im skrzydła.

Nowa strategia UE ma niwelować zakłócenia spowodowane zagranicznymi subsydiami. Wchodzi ona w życie w krytycznym momencie, kiedy to postpandemiczna gospodarka Europy jest narażona na agresywne ataki ze strony chińskich przedsiębiorstw korzystających z państwowych dotacji, które masowo wykupują zagrożone aktywa i kontynuują dumping cenowy.

Taktyka dzielenia UE

Dlaczego tak bardzo się tym przejmuję? Ponieważ w XXI wieku geopolityczne aspekty inwestycji stanowią kwestię bezpieczeństwa. Polska rozumie tę zależność od wielu lat, o czym świadczy choćby jej sprzeciw wobec dążeń Rosji do budowy prowadzącego do Niemiec rurociągu gazowego Nord Stream 2. Podobnie jak nie możemy dopuścić do zależności energetycznej od państwa autorytarnego, tak i nie możemy uzależnić realizowanych inwestycji od państwa autorytarnego.

W perspektywie średnioterminowej Chiny bez wątpienia mają na oku niektóre ze strategicznych aktywów Polski. Przedsiębiorstwa chińskie zdążyły już nabyć pakiet kontrolny akcji spółki Bioton, producenta insuliny. Z kolei wspierana przez Chiny firma Sunningwell przejęła bankrutującą spółkę ISD Huta Częstochowa. W dłuższym okresie zainteresowanie chińskich oferentów budzi każdy sektor, od produkcji autobusów po odnawialne źródła energii.

Państwa Europy Środkowej i Wschodniej mogłyby zapytać: dlaczego właśnie teraz? Chiny od dawna intensywnie inwestują w obszarze Europy Zachodniej i Południowej. Ostatnimi laty jednak zainteresowanie Chin przeniosło się na nowsze kraje członkowskie UE, a tymczasem my próbujemy zacieśnić obowiązujące reguły. Mogę tylko namawiać, by nie popadać w tę samą pułapkę zadłużenia co pozostałe państwa europejskie.

Chiny stworzyły format 17+1, czyli inicjatywę mającą promować relacje handlowe w Europie Środkowej i Wschodniej. Pozornie brzmi to zachęcająco. Jednak jak dotąd zaplanowanych inwestycji jest jak na lekarstwo, a inicjatywa służy chińskim władzom do szerzenia dalszych podziałów w obrębie Unii Europejskiej poprzez zachęcanie do działań opłacalnych na krótką metę i obiecywanie korzyści w zamian za przychylność Pekinowi. To znamienna dla państwa autorytarnego taktyka, im bardziej bowiem jesteśmy podzieleni, tym stajemy się słabsi.

Wysoka stawka

W trakcie swojej kariery politycznej miałem nadzieję, że wszyscy skorzystamy na rozwoju Chin. W miarę otwierania naszej gospodarki na Państwo Środka oczekiwaliśmy, że nauczy się ono poszanowania tych samych, obowiązujących cały świat zasad i nawiązywania relacji opartych na wzajemnym zrozumieniu i życzliwości, nawet jeśli wyznajemy odmienne wartości. Niestety, stało się jasne, że ambicje Chin nie mieszczą się w globalnych normach; dzielą nas, aby Pekin mógł przekształcić oparty na zasadach świat demokratyczny w swoje lustrzane odbicie.

Stawką jest nasza wolność, dlatego kraje demokratyczne muszą przestać łudzić się co do realnego wyzwania, jakie stanowią działania Chin. Jeśli nie powstrzymamy niepohamowanego apetytu Chin na strategiczne inwestycje poprzez postawienie wyraźnych żądań co do oczekiwanych korzyści, w sposób niezauważony staniemy się gospodarczo zależni i skazani na jarzmo komunistycznej dyktatury.

Autor jest duńskim politykiem, był premierem Danii w latach 2001–2009 i sekretarzem generalnym NATO

w latach 2009–2014.

Tytuł, lead i śródtytuły pochodzą od redakcji

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA