fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Uczciwość rynku się opłaca

Rynek, zarówno teraz, jak i 250 lat temu, ma skuteczne mechanizmy autokontroli i samooczyszczania się – twierdzi ekspert Centrum im. Adama Smitha

Adam Smith pisał o niewidzialnej ręce rynku – ukrytym mechanizmie, który sprawia, że indywidualne działania mające na celu własny zysk pozwalają zaspokoić nie tylko potrzeby poszczególnych ludzi, ale i ogółu. Ta niewidzialna ręka działa także wtedy, kiedy uczestnicy rynku całkowicie świadomie poświęcają się celom niezwiązanym z własnym interesem. Jak to możliwe?

Od kilkunastu lat rynkowi przypisuje się jak najgorsze cechy, w tym szeroko rozumiany egoizm – nieczułość na potrzeby niekomercyjne, ślepą żądzę zysku czy wreszcie przedkładanie nad wszystko własnej korzyści.

Niewątpliwie rynek pozwala realizować przede wszystkim własne cele, a cele innych uwzględniać wyłącznie wtedy, kiedy pomaga to w osiągnięciu naszych zamiarów. Problem jednak leży gdzie indziej – powszechnie bowiem uznaje się, że tylko kontrola rządu jest w stanie powstrzymać ludzką chciwość i niejako ochronić rynek przed nim samym. W takim rozumieniu interwencję rządu traktuje się nie tylko jako mniejsze zło, ale jako zbawienie dla tych wszystkich wartości, które zginęłyby w obliczu nieposkromionej siły egoizmu rynkowego.

Za każdym razem, kiedy zwolennicy wolnego rynku próbują oponować przeciwko takiemu podejściu, odmawia im się racji niejako „dla zasady", bo rynek to przecież miejsce okrutne i całkowicie zdehumanizowane. Pomimo że nawet nauki przyrodnicze dostarczają dowodów, że altruizm wśród ludzi i zwierząt nie jest paradoksem, lecz sposobem na osiągnięcie odsuniętych w czasie własnych celów, dominuje sposób myślenia o rynku jako o zagrożeniu dla mniej popularnych wartości.

Szkodliwe praktyki

Tymczasem interesowność rynku wręcz wymusza, aby jego uczestnicy równoważyli chęć zysku i dbałość o realizację własnych celów z potrzebami pozornie zupełnie obojętnymi. Co więcej, uczestnicy rynku często samoistnie podejmują działania, które mają wyeliminować uczestników nieuczciwych oraz szkodliwe praktyki. Nie potrzebują ustawy, polecenia sądu czy konsultacji społecznych – wystarczy chęć oczyszczenia rynku wynikająca z... dbałości o własny interes.

Aby nie być gołosłownym, odwołam się do przykładu. Niestety, muszę uczynić zastrzeżenie – nie mogę podawać nazw ani branży. Obecnie biorę udział w procesie cywilnym jako pełnomocnik jednej ze stron, więc w żaden sposób nie mogę podzielić się wiedzą ani przekonaniami co do przebiegu postępowania i spodziewanego wyniku.

W dużym skrócie – pewien przedsiębiorca po zetknięciu się z działalnością pewnej firmy uznał, że zachowuje się ona nieuczciwie. Z własnej woli i na własny koszt zorganizował kampanię przeciwko praktykom tej firmy po to, aby ustrzec przed jej działaniami innych uczestników rynku. Zdaniem tej firmy naruszyło to jej dobre imię, w związku z czym pozwała tego przedsiębiorcę.

Na tym wziętym z życia przykładzie można zaobserwować dwa ważne mechanizmy, które zapewniają sprawne funkcjonowanie rynku bez konieczności ingerencji rządu. Pierwszy to opisany powyżej altruizm rynkowy, drugi zaś to wolność słowa.

Proste motywy

Przedsiębiorca, który zainicjował ową negatywną kampanię, miał wybór. Mógł nie robić nic, a doświadczenie z firmą, którą oskarża o nieuczciwość, potraktować wyłącznie jako naukę na przyszłość. Mógł też rozpocząć działania mające na celu poinformowanie innych o naruszeniu zasad etyki i uczciwości rynkowej.

Pozornie to drugie działanie jest bez sensu, ponieważ  kłóci się z podstawowymi zasadami interesowności rynku. Przecież największą osobistą korzyścią dla tego przedsiębiorcy jest wiedza, żeby unikać określonej firmy i dzięki temu nie narażać się na koszty wynikające z jej nieuczciwego działania. Po co pchać się w kłopoty, marnować czas i pieniądze oraz narażać się na odpowiedzialność prawną, skoro nic się nie zyska?

Motywacja, która kierowała tym przedsiębiorcą, a którą znam z bezpośredniej z nim rozmowy, była prosta – nie chcę, aby na rynku działała nieuczciwa firma, bo to psuje rynek, przeszkadza uczciwie prowadzić interesy oraz podnosi koszty z powodu dodatkowego ryzyka. To kwintesencja tego mechanizmu. Pomijając potrzebę elementarnej uczciwości, przedsiębiorca ten formułuje bardzo wyraźny komunikat – uczciwość innych firm po prostu się opłaca! Im więcej nieuczciwości, tym wyższe koszty trzeba ponosić, by uniknąć ryzyka. Nieuczciwość powoduje, że zamiast skupić się na własnym biznesie i na optymalnym wyborze kontrahentów, firmy poświęcają czas i pieniądze na sprawdzanie, czy zawierają umowy z firmami uczciwymi. Ten czas po prostu kosztuje, a za ten koszt ostatecznie płacimy my – konsumenci.

Prawo do ochrony

Druga zasada to wolność słowa. I nie chodzi mi o prawo tego przedsiębiorcy do głoszenia oskarżeń tamtej firmy o nieuczciwości, ale o prawo tejże firmy do obrony. Bez względu na to, jak pozytywnie postrzegalibyśmy taką oddolną inicjatywę, może się okazać, że treść i przebieg takiej kampanii narusza dobre imię firmy. Przecież pogląd, że jej działania są nieuczciwe, jest tylko poglądem tego przedsiębiorcy – może się okazać błędny i krzywdzący, wskutek czego ucierpi firma jak najbardziej uczciwa. Zatem ta sama wolność słowa, która pozwala głosić dowolne poglądy, nie pozwala na to, aby poglądy te głosić w oderwaniu od faktów.

Natomiast ochrona sądowa tym się różni od interwencji rządu, że po pierwsze realizowana jest w odpowiedzi na skargę zainteresowanego, a po drugie opiera się na uniwersalnych regułach – wspólnych dla obu uczestników sporu.

Rynek, tak teraz, jak i 250 lat temu, w czasach Adama Smitha, zawiera w sobie skuteczne mechanizmy autokontroli i samooczyszczania się. Zaś problemy pojawiają się wraz z obecnością rządu na rynku.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA