fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Lockdown na wieki

W Niemczech, wśród ludzi mediów i kultury rośnie strach przed publicznym wyrażaniem wątpliwości wobec antycovidowej polityki rządu w Berlinie. Wielu ludzi jednak nie ma oporów i wychodzi na ulice protestować. Na zdjęciu jedna z takich demonstracji z 28 marca 2021 r.
AFP
Czy przypadkiem pani Merkel i jej otoczenie nie tracą kontaktu z rzeczywistością, uciekając w coraz bardziej restrykcyjne regulacje covidowe – zastanawia się publicysta i podróżnik.
Pandemia nauczyła mnie, że nie wystarczy zachować dystans wobec innych, trzeba mieć też dystans do siebie" – powiedziała niemiecka aktorka Gianna-Valentina Bauer w jednym ze spotów satyrycznych, które w czwartek 22 kwietnia ukazały się w internecie opatrzone hasztagiem #lockdownfürimmer (lockdown na zawsze): „Kiedy czuję, że znów zachodzę sobie za skórę, nabieram dystansu. Wychodzę z pomieszczenia i jednocześnie w nim zostaję. W ten sposób nie stanowię dla siebie zagrożenia. Jeśli natomiast w pomieszczeniu są już dwie inne osoby, proszę, aby wyszły trzy. Wtedy w środku mamy minus jedną osobę i jeśli wejdę ja, to pokój nadal pozostanie pusty (...). Dzięki temu jestem bezpieczna. Dbajcie o zdrowie i wspierajcie ograniczenia antycovidowe".

Co jest na rzeczy?

Głośna kampania, w której wzięło udział kilkudziesięciu znanych i lubianych aktorów niemieckojęzycznych, zbiegła się w czasie z uchwaleniem kolejnej nowelizacji ustawy covidowej przez parlament w Berlinie. Wprowadzone w trybie pilnym i obowiązujące od soboty regulacje na poziomie federalnym przewidują między innymi rodzaj obowiązkowej godziny policyjnej na tych obszarach kraju, w których zachorowalność na Covid-19 przekroczy 100, licząc na 100 tys. mieszkańców.

Choć nowelizację przyjęto większością głosów wielkiej koalicji rządu kanclerz Merkel (chadecja i socjaldemokracja), przepisy wzbudzają ogromne kontrowersje nie tylko w wymiarze satyrycznym. Niemal równocześnie z uprawomocnieniem się nowych przepisów do Trybunału Konstytucyjnego wpłynęły wnioski o zbadanie jego zasadności oraz zgodności z konstytucją.

Wątpliwości jest mnóstwo. Nie chodzi tylko o fatalne skojarzenia historyczne godziny policyjnej. W Portugalii, która podobnie lub być może nawet lepiej niż Niemcy radzi sobie z kryzysem Covid-19, porównywalne ograniczenia wprowadza się stopniowo przy zapadalności od 240 do 960 (!) przypadków na 100 tys. mieszkańców. Niemieckie dane dotyczące np. szpitalnych łóżek intensywnej terapii są na tyle nieprecyzyjne, że nikt nie potrafi powiedzieć, jak ma się ich aktualne obłożenie do obłożenia z okresu przed kryzysem. Wartość informacji o ryzyku przeciążenia służby zdrowia jest tym samym mocno ograniczona.

Lęki i niepokoje

Burmistrz Berlina, jeden z bardziej rozpoznawalnych polityków SPD, stwierdził w czasie debaty w Bundesracie: „Dobrze byłoby, gdyby doświadczenia i porady ekspertów, które zebraliśmy w ostatnich miesiącach, w większym stopniu wpłynęły na kształt nowych przepisów. Wyniki badań naukowych są jednoznaczne: przebywanie w pomieszczeniach zamkniętych wielokrotnie zwiększa zaraźliwość w porównaniu z przebywaniem na świeżym powietrzu.

Uchwalone przepisy nie uwzględniają całego spektrum ich społecznych konsekwencji. Dotyczy to w szczególności mieszkańców dużych miast, w tym jednoosobowych gospodarstw domowych, a także sytuacji na gęsto zaludnionych osiedlach".

Niezależnie od debat parlamentarnych w moim bezpośrednim otoczeniu zawodowym obserwuję niepokojące zjawiska. Rośnie liczba osób, które zdają sobie pytanie, co dzieje się w niemieckiej polityce. Skoro politycy partii współrządzącej tak radykalnie krytykują ustawę, to dlaczego głosują za jej uchwaleniem? Czy przypadkiem pani Merkel i jej najbliższe otoczenie nie tracą kontaktu z rzeczywistością? Uciekając w coraz bardziej restrykcyjne regulacje, podsycają fałszywe oczekiwania i kładą podwaliny niepokojów społecznych w nadchodzących latach.

Bezpieczeństwo jest najważniejsze

Jednocześnie rośnie strach przed publicznym wyrażaniem wątpliwości wobec antycovidowej polityki rządu w Berlinie. Jedni obawiają się utraty możliwości pozyskiwania grantów i zleceń w mediach publicznych. Inny wolą wyjechać na przysłowiową wieś i przeczekać, milcząc. Jeszcze inni publikują swoje krytyczne uwagi pod płaszczykiem cytatów osób trzecich, od których się dystansują.

Tego rodzaju sygnały od ludzi mediów i kultury bardzo mnie martwią. Słabo zarządzany i komunikowany kryzys Covid-19 jawi się jako zarzewie nowego paradygmatu w sercu europejskich demokracji: kultury podwójnych standardów przypominających funkcjonowanie propagandy, cenzury wewnętrznej i de facto pierwszego oraz drugiego obiegu dziennikarstwa.

„Bezpieczeństwo jest teraz najważniejsze", twierdzi Ken Duken w innym spocie #lockdownnazawsze: „Dlatego dopóki nie będziemy mieli pewności, że pandemia się skończyła, z całą mocą popieram ograniczenia antycovidowe (...). Zastanawiam się tylko, kiedy będziemy mieli pewność, że pandemia się skończyła. Czy zagrożenie kiedykolwiek minie? Nie ma nic na pewno. Nie ma bezpieczeństwa na pewno. Koniec pandemii też nigdy nie będzie na pewno. Pozostaje nam tylko jedno: musimy stale podnosić poziom bezpieczeństwa". Czy Duken będzie miał rację?

Autor jest pisarzem, podróżnikiem i menedżerem kultury. Bada pamięć i mobilność, poszukuje EU-topii i wierzy w siłę uważności. Ma w dorobku książki „Opętanie. Liban" i „Handlarz wspomnień". Mieszka na przemian w Berlinie, Warszawie i wybranych miastach śródziemnomorskich

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA