fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Mikołaj Drozdowicz: Dajmy władzy jeszcze jeden rok

Fotorzepa,Jakub Czermiński
Czekają nas głębokie zmiany cywilizacyjne. Kampania prezydencka powinna tych zmian dotyczyć, dlatego potrzeba czasu, by uspokoić sytuację i ocenić skalę rewolucji – pisze prawnik i publicysta Mikołaj Drozdowicz.

W cieniu epidemii toczy się spór, czy wybory prezydenckie powinny się odbyć w konstytucyjnym terminie 10 maja 2020 r. Pomimo ekstremalnych warunków obóz władzy uparcie opowiada się za ich przeprowadzeniem. Stanowisko to można uznać za nadużycie władzy i złamanie zasad demokracji. Obecnie jedynie urzędujący prezydent może efektywnie prowadzić kampanię. Nie chodzi o to, aby prezydenta izolować i zabronić mu wystąpień. Rzecz w tym, że żaden z pozostałych kandydatów nie może w tym czasie prowadzić kampanii. Zasada równości jest zatem złamana.

Jeżeli jednak PiS zdecyduje się na przeprowadzenie wyborów 10 maja, będzie to dowód demoralizacji obozu władzy, a skutki mogą być zabójcze.

Nie wiem, jakie jest realne zagrożenie epidemią, nie znam się na wirusach. Być może większość ludzi nie zdaje sobie sprawy ze skali zagrożenia, a być może jesteśmy świadkiem nieuzasadnionej paniki. Wiem jednak, że statystyki włoskie wskazują, iż średnia wieku osób zmarłych to ok. 80 lat, przy czym są to osoby dodatkowo obciążone licznymi chorobami. Średnia wieku osób, u których wykrywa się wirusa, to ok. 60 lat. Czy to oznacza, że młodsi nie są podatni na zakażenie? Nie, oznacza to, że ogromna część przypadków zakażenia nie jest raportowana.

Z tych statystyk można wnioskować, że ludzie młodsi też się zakażają, tyle że przechodzą infekcję w sposób łagodny czy wręcz niezauważony. Nie zgłaszają się do szpitala, nie robi się im testów, a w konsekwencji statystyki wskazują, iż choroba dotyka głównie ludzi starszych. To właśnie seniorzy powinni być izolowani i to na nich powinny skupić się wysiłki rządu, aby zapewnić im przetrwanie, dopóki epidemia nie wygaśnie lub też ludzkość nie znajdzie remedium farmakologicznego.

Stan wyjątkowy faktów

Od dłuższego czasu PiS przygotowuje się do wyborów, mobilizując głównie ludzi starszych. To do nich jest przecież adresowany program wypłaty dodatkowej emerytury. To oczywista zachęta do udania się tej grupy społecznej na wybory. Wielu seniorów w poczuciu wdzięczności dla władzy i w duchu odpowiedzialności za państwo uda się zapewne głosować i zarazi się, podczas gdy Andrzej Duda wygra w I turze.

Stanowisko opozycji jest jasne: obecnie wybory nie powinny się odbyć. Tyle że opozycja domaga się wprowadzenia stanu wyjątkowego, albowiem zgodnie konstytucją w czasie stanu nadzwyczajnego oraz w ciągu 90 dni po jego zakończeniu nie mogą być przeprowadzane żadne wybory.

Tymczasem rząd na podstawie konstytucyjnie wątpliwych przepisów zdążył już wprowadzić w Polsce faktyczny stan wyjątkowy. Ograniczone zostały prawa i wolności obywatelskie, m.in. wolność prowadzenia działalności gospodarczej, wolność zgromadzeń, sprawowania kultu religijnego, a nawet wolność przemieszczania się. Jednocześnie niektórzy przedstawiciele obozu władzy sugerują, że decyzja o przesunięciu wyborów może zapaść w późniejszym terminie. Czyli być może konstytucyjny stan wyjątkowy będzie wprowadzony.

Problem w tym, że wprowadzenie stanu wyjątkowego nie tylko legitymizuje ograniczenia niektórych praw i wolności, ale także pozbawia państwo narzędzi obronnych. Zgodnie z konstytucją stan wyjątkowy może trwać maksymalnie 150 dni. Jeżeli kryzys się przedłuży lub powtórzy, jeżeli sytuacja się pogorszy, nie będzie już żadnych możliwości ustrojowego przeciwdziałania kataklizmowi.

Odłóżmy wybory o rok

W tej sytuacji jedynym sensownym posunięciem jest natychmiastowe zgłoszenie projektu ustawy konstytucyjnej przedłużającej obecną kadencję prezydenta. To temat do szybkiej dyskusji, uwzględniającej głosy ekspertów epidemiologów. Niewykluczone, że obóz władzy przychyliłby się do takiego rozwiązania. W końcu to Andrzej Duda, kandydat PiS, miałby ustawową gwarancję przedłużenia swojej prezydentury być może nawet o rok.

Taka ustawa nie modyfikowałaby w sposób trwały konstytucji, a jedynie zmieniałaby jednorazowo kadencję prezydenta. Termin wynikający z konstytucji można bowiem zmienić wyłącznie w trybie przewidzianym dla zmiany konstytucji. Projekt ustawy o zmianie konstytucji może przedłożyć co najmniej 1/5 ustawowej liczby posłów, Senat lub prezydent RP. Zgodnie z art. 235 ust. 3 konstytucji pierwsze czytanie projektu ustawy o zmianie konstytucji może odbyć się nie wcześniej niż 30. dnia od dnia przedłożenia Sejmowi projektu ustawy. Żeby zdążyć przed 10 maja, trzeba działać niezwłocznie.

Odpowiedzialni politycy powinni mieć w tej sytuacji na uwadze kilka wartości. Po pierwsze, bezpieczeństwo obywateli. Skoro wprowadza się rozwiązania nadzwyczajne, trzeba być konsekwentnym i nie narażać ludzi na zakażenie, organizując wybory. Po drugie, poszanowanie mechanizmów demokracji. Wybory to również proces związany z wyłanianiem kandydatów, zgłaszaniem programów i debatą. Sprowadzenie wyborów do wrzucania kart do głosowania do urn czyni ten akt fasadą demokracji. Po trzecie wreszcie, i to jest aspekt pomijany w debacie publicznej, wybory w obecnej sytuacji zyskują nowe znaczenie. Politycy i politolodzy lubią przy okazji każdych wyborów mówić, że są one najważniejsze. Pierwsi dlatego, że mobilizują w ten sposób swoje elektoraty, drudzy dlatego, że muszą coś mówić. Tymczasem w dobie paniki i szoku wielu nie zdaje sobie sprawy, jak głębokie cywilizacyjne zmiany nas czekają.

Kościół zostanie

Stary świat nie wróci, era radosnej globalizacji kończy się na naszych oczach. Epidemia będzie katalizatorem przemian życia rodzinnego, społecznego, ekonomicznego i politycznego. Z czasem dojdziemy do wniosku, że wiele instytucji, np. rozbudowany aparat biurokratyczny, jest niepotrzebnych, że naukę można pobierać zdalnie, a wiele biznesów musi szukać nowych form działania. O tym musi być najbliższa kampania.

Jako katolik mam tylko nadzieję, że Kościół pozostanie taki, jak był. Nie chodzi mi o jego słabości, ale o posłannictwo uzupełniające świat rozumu o wiarę w transcendent, który daje nadzieję.

Wbrew optymizmowi zadufanych racjonalistów okazuje się, że nie jest tak, jak pisał guru świata wegeliberalnego Yuval Noah Harari, że ludzkość pokonała głód, zarazę i wojny, i został jej krok do nieśmiertelności, którą osiągnie dzięki rozumowi. Oprócz mózgowców i technokratów świat nadal potrzebuje poetów i kaznodziejów. I że niekiedy istota naszego człowieczeństwa polega także na pogodzeniu się z tym, co ludzkie i nieuchronne. Zdrowia!

Autor jest radcą prawnym, prowadzi kancelarię w Poznaniu. Konserwatysta i wolnościowiec

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA