fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Przestępczość

Śledczy szukają ofiar księdza pedofila

Pierwsze kary na ks. L. kuria płocka nałożyła w 2010 roku
shutterstock
Ksiądz podejrzany o molestowanie ma być usunięty z kapłaństwa. Prokuratura poprosiła szkoły, w których uczył, o listy uczniów.

Władze diecezji płockiej podjęły zdecydowane kroki wobec ks. Krzysztofa L., który siedzi w areszcie pod zarzutem wykorzystania seksualnego 16-latka. Choć już w 2011 r. Watykan skazał go za podobne czyny, to przez lata kapłan był przesuwany między różnymi instytucjami kościelnymi – nie mógł sprawować posługi, ale nosił sutannę i pracował w środowisku. Teraz, gdy jest nowa ofiara, kuria chce się go pozbyć.

– Dokumentację sprawy przesłano Kongregacji Nauki Wiary z wnioskiem o usunięcie duchownego ze stanu kapłańskiego – poinformował ks. dr Marek Jarosz, delegat biskupa płockiego ds. ochrony dzieci i młodzieży.

Wyrok Kongregacji

We wtorek „Rz" ujawniła dramatyczną historię 16-latka, ministranta z płockiej parafii. Ksiądz L. zaprzyjaźnił się z nim, zdobył zaufanie, aż w sylwestra 2016 r. odurzył i nieprzytomnego miał wykorzystać. Sprawa wyszła na jaw jesienią ubiegłego roku.

Okazuje się, że władze kościelne wiedziały o skłonnościach kapłana, jednak przez lata nie ukróciły skutecznie jego aktywności.

Pierwsze – potwierdzone wyrokiem kościelnym – nadużycia księdza L. miały miejsce w 2010 r. W lutym do kurii płockiej wpłynęła skarga o możliwości popełnienia przez niego nadużyć seksualnych wobec nieletnich. – Biskup płocki niezwłocznie, zgodnie z wytycznymi Episkopatu Polski, wszczął postępowanie kanoniczne, w którym uczestniczył przedstawiciel szkoły, do której uczęszczały osoby pokrzywdzone – wskazuje ks. dr Marek Jarosz. W efekcie duchowny został zawieszony w obowiązkach duszpasterskich i „niezwłocznie usunięty z parafii". Prokuratury nie zawiadomiono, bo – jak twierdzi ks. Jarosz – „informację o możliwości popełnienia czynów karalnych wobec małoletnich wcześniej posiadła szkoła" – strona kościelna poinformowała ją, by podjęła działania zgodne z prawem.

Biskup zgłosił też sprawę watykańskiej Kongregacji Nauki Wiary. Ksiądz 18 października 2011 r. dostał wyrok: pięć lat zakazu pracy duszpasterskiej z dziećmi i młodzieżą i dziesięcioletni zakaz wjazdu do parafii, gdzie doszło do przestępstwa. Nakazano mu także przejść terapię.

Na wyrok od 2010 r. kapłan czekał w parafii, którą kierował jego wuj (mieszkał tam na plebanii).

"W związku z tym, że duchowny w 2010 r. otrzymał nakaz natychmiastowego opuszczenia parafii, zamieszkał w jednej z plebanii, a dokładnie u swojego wuja – księdza, który zaoferował taką pomoc" - czytamy w komunikacie diecezji.

Delegat biskupa wyjaśnia, że w piśmie do zawieszonego księdza wyraźnie zaznaczono, „że przebywanie u wuja na plebanii nie jest w żadnym razie „nominacją wikariuszowską ani nominacją na rezydenta". Biskup zakazał też L. publicznego sprawowania sakramentów.

Ks. Jarosz podkreśla, że duchowny „od 2010 r. nigdy nie otrzymał nominacji do pracy w jakiejkolwiek parafii, a zakaz kontaktów z osobami małoletnimi był przedłużany aż do jego zatrzymania" (w styczniu).

Z informacji diecezji wynika jeszcze, że ksiądz L. od 2010 r. pracował: w wydawnictwie diecezjalnym na stanowisku technicznym, a w 2015 r. przez miesiąc – w domu pomocy społecznej, skąd został odwołany „za naruszenie regulaminu placówki". Co zrobił, że go zwolniono? Kuria nie zdradza, a dyrektor DPS odsyła nas do starosty. Od kilku lat ks. L, mieszkał w domu księży emerytów.

Śledczy chcą spisu

Wszystkie te ograniczenia okazały się nieskuteczne. W 2015 r. do kurii wpłynęły informacje, że ksiądz L. łamie zakaz kontaktu z małoletnimi, więc sprawę znowu zgłoszono do Kongregacji Nauki Wiary.

Aż w 2016 r. ks. Krzysztof L. miał wykorzystać 16-letniego ministranta (to diecezja już zgłosiła prokuraturze, bo teraz za niezgłoszenie grożą 3 lata więzienia).

Jak ustaliła „Rzeczpospolita" ks. Krzysztof L. uczył religii m.in. w gimnazjum w Proboszczewicach.

– Krótko, co było nietypowe, ale powodów nie znamy ani ja, ani pani dyrektor – mówi Sławomir Wawrzyński, wójt gminy Stara Biała. Ksiądz przyszedł z parafii z Bieżunia w listopadzie 2009 r. i odszedł w marcu 2010 r. – Wtedy nie docierały do nas o nim żadne niepokojące informacje. Nie zgłaszaliśmy sprawy prokuraturze, bo nie mieliśmy podstaw – dodaje wójt.

Płocka prokuratura zażądała już od wszystkich dyrekcji szkół, gdzie uczył ks. L. listy jego uczniów. – Przygotowujemy spis. To dziś dorośli ludzie – dodaje wójt Wawrzyński.

Zapytaliśmy ks. Jarosza m.in. dlaczego sama diecezja, dysponując w 2010 r. najlepszą wiedzą, nie zgłosiła sprawy prokuraturze i skoro „żadna z opinii nie wskazywała na pedofilne tendencje", to dlaczego nakazano ks. L. terapię? Dlaczego też pozwolono mu mieszkać na parafii wuja, gdzie są ministranci?

„Uprzejmie proszę, by w związku ze sprawą ks. K.L. kontaktować się z prokuraturą" – odpisał nam ks. dr Marek Jarosz.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA