fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Przestępczość

Są pierwsze zarzuty w sprawie zabójstwa Adamowicza

gdansk.pl/Grzegorz Mehring
Były zaniedbania policji oraz ochrony koncertu – pierwsze zarzuty w sprawie zabójstwa Pawła Adamowicza.

Informacje, jakoby Stefan W., zabójca prezydenta Gdańska, wszedł na scenę Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, bo miał identyfikator z napisem „media", okazały się nieprawdziwe. Ta wersja lansowana przez Dariusza S. – szefa ochrony koncertu – miała ukryć zaniedbania w ochronie wynajętej przez organizatora.

W poniedziałek Dariusz S. usłyszał w Prokuraturze Okręgowej w Gdańsku zarzuty składania fałszywych zeznań oraz podżegania swojego podwładnego do takiego czynu. To on przekazał policji rzekomo należącą do zabójcy plakietkę „media". Śledczy ustalili, że S. mijał się z prawdą. – Na identyfikatorze nie było śladów DNA należących do Stefana W. Również analiza monitoringu z koncertu i liczne nagrania są dowodem, że W. nigdy nie posiadał plakietki z napisem „media" – mówi nam Grażyna Wawryniuk, rzeczniczka gdańskiej prokuratury.

Jak więc zabójca wszedł za kulisy i na scenę? – Z uwagi na dobro śledztwa na tym etapie nie możemy o tym informować – zastrzega prokurator Wawryniuk.

Z kolei MSWiA po przeprowadzeniu kontroli w agencji Tajfun wszczęło w poniedziałek procedurę cofnięcia jej koncesji. Powód? Wykryto szereg nieprawidłowości, m.in. właściciel agencji nie weryfikował karalności pracowników ochrony, wśród nich znalazły się osoby niewpisane na listę kwalifikowanych pracowników ochrony fizycznej oraz nastolatki, które nie ukończyły 18. roku życia. Ochroniarze Tajfuna – jak ustaliło MSWiA – wykorzystywali także prywatne środki przymusu bezpośredniego, czego im nie wolno.

Czarne chmury zawisły także nad gdańską policją. „Super Express" napisał, że Stefan W. po wyjściu z więzienia nachodził kolegę – Tobiasza Ł., z którym dokonał ostatniego napadu na bank. Stefan W. rzucał w jego okna cegłami i kamieniami, ponieważ miał pretensje, że Ł. przyznał się do napadu.

Tobiasz Ł. trzykrotnie prosił gdańskich policjantów o pomoc. Ostatnie zawiadomienie na komisariacie złożył 1 stycznia, czyli niecałe dwa tygodnie przed zabójstwem Pawła Adamowicza. Z jego relacji wynika, że policja raz pojawiła się pod adresem zamieszkania Stefana W., ale nikt nie otworzył drzwi. Gdyby policja podjęła wobec W. interwencję, być może udaremniłaby wykonanie zbrodniczego planu.

– Jeżeli pokrzywdzony złożył zawiadomienie, to policja powinna wszcząć postępowanie i sprawę szybko zbadać. Zwłaszcza że pokrzywdzony odbierał groźby czy działania, które mają mu zaszkodzić jako realne – uważa dr Cezary Tatarczuk, ekspert ds. bezpieczeństwa.

Wszystkie działania policji dotyczące Stefana W. bada obecnie Biuro Kontroli KGP, którego funkcjonariusze są już w Gdańsku. Szef MSWiA Joachim Brudziński już na pierwszej odprawie po ataku na prezydenta Adamowicza polecił komendantowi głównemu Jarosławowi Szymczykowi dokonanie szczegółowej kontroli działań gdańskiej policji. Kontrolerzy zbadają, jak miejscowi policjanci zareagowali na zgłoszenia Tobiasza Ł. i na alarmujące sygnały matki Stefana W., która ostrzegała, że jej syn może być niebezpieczny.

Z informacji „Rzeczpospolitej" wynika, że jeżeli kontrola wykaże zaniedbania, to gdańscy policjanci mogą zostać odsunięci od śledztwa dotyczącego zabójstwa prezydenta.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA