fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Przemysł Obronny

Pancerny „Wilk" przeciw starym tankom

Fotorzepa/Jerzy Dudek
Wojskowi i eksperci są w tej kwestii wyjątkowo jednomyślni: Polska powinna szybko wymienić przynajmniej połowę z około tysiąca czołgów , które wciąż (przynajmniej statystycznie) służą armii. Te z rodziny T-72 nie spełniają już wymogów współczesnego pola walki.

Wieloletni plan modernizacji Sił Zbrojnych ogłoszony przez MON w tym roku przewiduje wprowadzenie do Wojsk Lądowych czołgów nowej generacji w ramach programu o kryptonimie „Wilk" - projektowanych i budowanych siłami rodzimej zbrojeniówki.

- Konstruowanie własnego pancerza to słuszna koncepcja, bo pilnie musimy mieć w Polsce broń, która w razie potrzeby powinna skutecznie stawić czoła zmodernizowanym rosyjskim tankom wyprzedzającym nas technologicznie, o co najmniej półtorej dekady. Tyle, że w świetle obecnych założeń polski plan jest nierealny: krajowy przemysł nie jest w stanie w rozsądnym czasie podołać takiemu wyzwaniu - uważają autorzy raportu „Nowy polski czołg – rekomendacje dla Polski" z Instytutu Sobieskiego – stołecznego think tanku zajmującego się strategicznymi problemami ekonomicznymi i bezpieczeństwa.

Czytaj także: Mariusz Błaszczak: Chcemy rozwijać zdolności polskich sił zbrojnych

Wojsko wie, czego chce

- Wojsko już dokładnie wie, jaki sprzęt pancerny jest armii potrzebny. Wymagania dla przyszłego czołgu podstawowego Sił Zbrojnych RP są gotowe, sztaby wykonały swoje zadanie – zapewnia płk Mariusz Łosik ze Sztabu Generalnego WP. Płk Andrzej Jaśko p.o. szefa Zarządu Wojsk Pancernych i Zmechanizowanych w Dowództwie Generalnym Rodzajów Sił Zbrojnych dodaje, iż, opinie o schyłku epoki czołgów, głoszone jeszcze kilka lat temu w publicystycznych kręgach okazały się przedwczesne. Broń pancerna w oczach polskich armijnych strategów pozostaje ważna - taki jest wniosek z bojowych doświadczeń i ostatnich kampanii w Iraku, na Ukrainie czy w Syrii. Przyszły polski czołg kryjący się pod nazwą Wilk ma równać do najnowszych współczesnych konstrukcji. - Musimy mieć, czym odpowiedzieć zwłaszcza na zagrożenie ze strony rosyjskiej a Moskwa już projektuje przecież czołgi IV. generacji - mówi płk Jośko.

O oczekiwanych przewagach przyszłego polskiego pancerza sztabowcy wypowiadają się wstrzemięźliwie: „Wilk" ma mieć zdolność do walki w zakresie 360 st. i zniszczenia przeciwnika pierwszym strzałem, solidne pasywne i aktywne systemy ochrony, nowe systemy kierowania ogniem i obserwacji - do tego armatę zwiększonego kalibru wytrzymującą ogromne ciśnienia i dostosowaną do różnych rodzajów przyszłej doskonale penetrującej amunicji także programowalnej.

Przemysłowe wyzwania

Autor opracowania Instytutu Sobieskiego analityk Wojciech Pawłuszko dołożył starań, aby przeanalizować światowe doświadczenia przy konstruowaniu współczesnej broni pancernej. To długi proces. Nawet w państwach modernizujących broń w stanie wyższej konieczności - pod wpływem najpoważniejszych zagrożeń i zbrojnych konfliktów takich jak Korea Południowa, Izrael czy Turcja czołgi nowej generacji tworzono po kilkanaście lat (co najmniej dekadę) wspomagając się zewnętrznymi technologiami i wydając na badania, projektowanie i testy pojazdów równowartość setek milionów dolarów.

- W polskich warunkach, jeśli udałoby się inwestycjami wzmocnić kompetencje ośrodków badawczych i firm, a także nadzwyczajnie zmobilizować przemysł i zagwarantować finansowanie – droga do nowoczesnego pancerza nie będzie krótsza - ocenia Pawłuszko. Według eksperta koszty budowy „Wilka" na pewno trzeba będzie liczyć w miliardach złotych.

Kilka koniecznych rekomendacji

Analitycy Instytutu Sobieskiego w swoim raporcie podpowiadają rozwiązania wynikające z międzynarodowych doświadczeń. Radzą np., aby polski projekt ograniczyć i skupić na tworzeniu jednego typu czołgu podstawowego. To pozwoliłoby nie tylko zmniejszyć koszty projektowania, ale też potem zracjonalizować wydatki na długie dekady eksploatacji sprzętu w odnowionej flocie pancernej.

Jednym z rekomendowanych sposobów, aby realnie przyspieszyć wymianę starych pancerzy jest zakupienie licencji na czołgi i technologie, które szybko będzie można dopasować do naszych wymagań i poddać głębokiej adaptacji, czyli polonizacji. Chętnych do partnerskiej współpracy z Warszawą na pewno nie zabraknie – twierdzi Pawłuszko. Polska ze swoimi potrzebami (co najmniej kilkaset czołgów) jest dziś największym rynkiem w Europie i łakomym kąskiem dla każdego producenta broni pancernej.

Podstawową jest zaangażowanie wszystkich najważniejszych - państwowych i prywatnych rodzimych firm w rozwój czołgowego projektu. To jedyny zresztą sposób na długofalowe wzmocnienie krajowego przemysłu obronnego. - Bez efektywnego zaangażowania w budowę „Wilka" polska pancerna zbrojeniówka szybko zostanie zmarginalizowana i odcięta od dochodów – zwłaszcza z eksportu – ostrzega Wojciech Pawłuszko.

Potrzebna zadaniowa wspólnota

Zdaniem autorów czołgowego raportu operacja „Wilk" się nie powiedzie bez rzeczywistej współpracy wielu instytucji od MON, przez wojskowe sztaby po Narodowe Centrum Badań i Rozwoju - głównego operatora finansowania prac badawczych, projektowych i wdrożeniowych dla wojska.

W Izraelu za konstruowanie najnowszej wersji czołgu Merkava i prostowanie wyboistej drogi innowacyjnego projektu inżynierom i konstruktorom - odpowiadała specjalnie stworzona zintegrowana komórka administracji rządowej – przypomina Pawłuszko.

Filip Seredyński członek zarządu Instytutu Sobieskiego i specjalista w dziedzinie obsługi prawnej transakcji militarnych apeluje, aby zanim finansiści z MON i konstruktorzy zabiorą się za budowę nowego czołgu i zechcą przy „Wilku" skorzystać z zagranicznych technologii - w pierwszej kolejności i pilnym trybie zmienić kuriozalne zapisy w obowiązujące w prawie autorskim. – Na własne życzenie zafundowaliśmy sobie szkodliwe i niezgodne z racją stanu regulacje w myśl, których każda pozyskana licencja po 5 latach może w Polsce wygasnąć – mówi mec. Seredyński.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA