fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Prezydent USA

Impeachment. Senat obronił Donalda Trumpa

Nancy Pelosi, liderka demokratycznej większości i spikerka w Izbie Reprezentantów podarła kopię mowy o stanie państwa prezydenta Donalda Trumpa (u dołu ekranu) po jej wygłoszeniu. Na zdjęciu w towarzystwie wiceprezydenta Mike’a Pence’a
AFP
Proces Donalda Trumpa w amerykańskim Senacie w ramach procedury impeachmentu dobiegł końca. Senat uniewinnił prezydenta USA.

Aby usunąć prezydenta z urzędu, w Senacie potrzebna była większość dwóch trzecich, czyli 67 głosów. Już przed głosowaniem było niemal pewne, że Trump zostanie uniewinniony, ponieważ przewagę w izbie mają Republikanie.

Pierwszy artykuł impeachmentu mówił o wykorzystaniu sprawowanego przez Trumpa urzędu do osiągania prywatnych celów. Za uniewinnieniem prezydenta było 52 senatorów, przeciw 48. Stosunkiem głosów 53 do 47 uniewinniono Trumpa od drugiego zarzutu -  utrudniania pracy Kongresu.

Gdy we wtorek wieczorem czasu polskiego Donald Trump wchodził do tej samej sali Kongresu, w której została podjęta niekorzystna dla niego procedura, w głowie miał zapewne 49 procent Amerykanów, którzy według najnowszego sondażu Gallupa wyrażają zaufanie do jego rządów. To najwyższy wskaźnik, od kiedy Trump wprowadził się do Białego Domu. I być może sygnał, że strategia grania przede wszystkim na twardy elektorat przynosi dobre rezultaty.

Podarta kopia przemówienia

Amerykański przywódca nie tylko słowem, ale i gestem chciał w każdym razie pokazać, że w tym kierunku zamierza skierować nabierającą rumieńców kampanię przed wyborami w listopadzie tego roku. Gdy przed rozpoczęciem dorocznego przemówienia przekazał jego kopię siedzącym za jego plecami wiceprezydentowi Mike'owi Pence'owi i przewodniczącej Izby Reprezentantów (zarazem pełniącej najwyższą funkcję w państwie demokratce) Nancy Pelosi, ta wyciągnęła rękę do prezydenta, który jednak w tym momencie odwrócił się do niej plecami. W rewanżu Pelosi nie użyła tradycyjnej formuły mówiącej, że ma „zaszczyt" wprowadzić mowę prezydenta.

A w czasie 78 minut przemówienia wpadła na pomysł jeszcze bardziej spektakularnej zemsty: gdy republikanie rozpoczynali owację na zakończenie wystąpienia, na oczach całej Ameryki Pelosi teatralnie przedarła kartki przemówienia i rzuciła je ze wzgardą na stół.

– W ciągu zaledwie trzech krótkich lat odrzuciliśmy mentalność porażki, pogrążania amerykańskiego losu – rozpoczął prezydent. – Przestępczość idzie w dół, bezrobocie załamuje się, wzrost szybuje w górę – kontynuował. Wychodząc naprzeciw oczekiwaniom swoich najbardziej wiernych wyborców, zapowiedział raz jeszcze, że zbuduje „niezwykle potężny mur" na granicy z Meksykiem i nie pozwoli, aby „socjalizm" zniszczył system ubezpieczeń zdrowotnych. Obiecał także utrzymanie liberalnych zasad dostępu do broni (w tym momencie wyprowadzono z sali głośno protestującego ojca zabitego w 2018 r. w strzelaninie w Parkland na Florydzie ucznia). I niespodziewanie odznaczył radykalnego prawicowego dziennikarza radiowego chorego na raka płuc Rusha Limbaugha Medalem Wolności.

Odrodzenie przemysłu

Trump zapowiedział także nadejście „wielkiego odrodzenia przemysłu Ameryki", chwaląc się, że dzięki niemu powstało 12 tys. nowych fabryk. Jego zdaniem taki jest efekt renegocjacji umów handlowych, w szczególności NAFTA. Prawda, przynajmniej na razie, jest jednak o wiele bardziej dwuznaczna, skoro w 2019 r. w USA powstało 50 tys. nowych miejsc pracy, co jest drugim najgorszym wynikiem od ostatniej recesji jeszcze za pierwszej kadencji Baracka Obamy. Ze wzrostem PKB 2 proc. w ubiegłym roku, Ameryka rozwija się też dwa razy wolniej niż Polska.

Zdaniem Gallupa 94 proc. zdeklarowanych zwolenników republikanów popiera Trumpa, ale tylko 7 proc. tych, którzy głosują na demokratów. Tak wielka różnica (87 pkt proc.) jest rzeczą niespotykaną we współczesnej historii politycznej kraju.

– W takim układzie wygra ten, kto zdoła przeciągnąć na swoją stronę polityczne centrum – mówi „Rzeczpospolitej" Karlyn Bowman, ekspertka konserwatywnego waszyngtońskiego American Enterprise Institute (AEI), zwracając uwagę, że na razie Trump cieszy się skromnym, 42-procentowym poparciem wśród wyborców niezależnych.

Afroamerykanie

Być może kierując się podobną radą, amerykański przywódca wykonał mimo wszystko w czasie przemówienia o stanie państwa kilka gestów pod adresem elektoratu swoich oponentów. Wezwał Kongres do uruchomienia programu rozwoju i modernizacji infrastruktury drogowej (Pelosi w tym momencie klaskała, bo to jedna z nielicznych inicjatyw Białego Domu, które mają poparcie demokratów).

Zapowiedział także obniżenie cen leków na receptę oraz pomoc dla dzieci z mniej zamożnych rodzin w dostępie do najlepszych szkół. Jedno z takich stypendiów otrzymała zaproszona do Kongresu Janiyah Davis, czarnoskóra uczennica szkoły podstawowej. Inne – również czarnoskóry, 13-letni Charles McGee, którego marzeniem jest służba w powstających właśnie kosmicznych siłach zbrojnych. Z kolei bohaterem opowieści prezydenta stał się Afroamerykanin Tony Rankins, weteran wojenny, który siłą woli zdołał przezwyciężyć uzależnienie od narkotyków.

Dla prezydenta, który jeszcze niedawno mówił o imigrantach z „gównianych krajów afrykańskich", to był niezwykły zwrot. Ale w kraju, w którym biali niewywodzący się z krajów latynoskich stanowią już tylko 62 proc. ludności, wygranie wyborów w jawnej opozycji do mniejszości etnicznych staje się coraz bardziej problematyczne.

Sprawom zagranicznym Trump nie poświęcił natomiast zbyt dużo miejsca. Chwalił się doprowadzeniem do zabicia irańskiego generała Kasema Sulejmaniego. Zaprosił także do wysłuchania przemówienia lidera wenezuelskiej opozycji Juana Guaido. I raz jeszcze zapowiedział, że chce wycofać wszystkie wojska USA z Afganistanu.

Buttigieg na fali

Odpowiedzią na radykalny program Trumpa jest też radykalizacja nastrojów w obozie demokratów, przynajmniej na razie. W Iowa, gdzie rozpoczął się wielomiesięczny proces desygnowania kandydata partii, po problemach z przeliczeniem głosów podano w środę po południu częściowe wyniki uwzględniające 71 proc. okręgów. Niespodziewanie największe poparcie (26,8 proc.) uzyskał w nich jawnie deklarujący swoje homoseksualne preferencje burmistrz mało znanej miejscowości w Indianie South Bend Pete Buttigieg. Minimalnie wyprzedził radykalnego na płaszczyźnie socjalnej Berniego Sandersa (25,4 proc.). Umiarkowany Joe Biden, uważany do tej pory za faworyta tych wyborów, spadł na odległe, piąte miejsce.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA