fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Prezydent USA

Republikanin z Karoliny Płd. chce rzucić wyzwanie Trumpowi

AFP
Były kongresmen Partii Republikańskiej z Karoliny Południowej, Mark Sanford, który w ubiegłym roku nie uzyskał nominacji swojej partii w wyborach po tym jak otwarcie krytykował Donalda Trumpa, rozważa start w prawyborach prezydenckich organizowanych przez Partię Republikańską. Sanford mówił o tym w rozmowie z CNN.

Na pytanie o to, dlaczego chce startować w prawyborach przeciwko urzędującemu prezydentowi, Sanford odparł, że obecnie w Waszyngtonie "nie dyskutuje się o długu, deficycie i wydatkach rządowych".

- Prezydent powiedział, że nie będziemy dotykać wielu rzeczy, które doprowadzają do wzrostu długu i wydatków. Dlatego uważam, że zbaczamy ze ścieżki i zmierzamy ku finansowej burzy - mówił Sanford.

Kongresmen podkreślił, że skoro w debacie publicznej głównym tematem są "dziwne" i "szkodliwe" wypowiedzi i wpisy Trumpa na Twitterze, on jako kandydat w prawyborach skupiłby się na długu i wydatkach rządowych.

Sanford przyznał, że o starcie w prawyborach myślał od stycznia, czyli od czasu zakończenia jego kadencji w Kongresie. Ze swoją decyzją czekał na to, czy inni, prominentni politycy Partii Republikańskiej - np. gubernator Ohio John Kasich - wystartują w prawyborach przeciw Trumpowi.

Gdyby Sanford zdecydował się na start w wyborach byłby drugim kontrkandydatem Trumpa - w kwietniu udział w prawyborach ogłosił były gubernator Massachusetts, Bill Weld.

Przewodniczący Partii Republikańskiej w Karolinie Południowej, Drew McKissick, w wydanym oświadczeniu stwierdził, że "ostatni raz, gdy Sanford miał tak głupi pomysł, zakończyło to się dla niego utratą stanowiska gubernatora".

Chodzi o wydarzenia z 2009 roku - Sanford, który był wówczas gubernatorem, nagle zniknął na kilka dni, a po powrocie ogłosił, że w czasie nieobecności wędrował po Appalachach (łańcuch górski). W rzeczywistości, jak się okazało, był w Argentynie w związku z pozamałżeńskim romansem.

Sanford w przeszłości często krytykował Trumpa - m.in. za "rozniecenie płomieni nietolerancji" w USA. Mówił też, że dla Trumpa "fakty się nie liczą".

Źródło: CNN
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA