fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Prawo karne

Zakaz edukacji seksualnej: co nam grozi po uchwaleniu nowelizacji kodeksu karnego

Adobe Stock
Autorzy noweli kodeksu karnego, która wprowadza więzienie za edukację seksualną małoletnich, nie przewidzieli zagrożeń, jakie niosą przepisy. To absurd – oceniają prawnicy.

Trwa gorąca dyskusja nad obywatelskim projektem zmian w kodeksie karnym.

– Chodzi o zapewnienie prawnej ochrony dzieci i młodzieży przed deprawacją seksualną i demoralizacją – tłumaczą autorzy, inicjatywa „Stop pedofilii".

– To bubel – oceniają prawnicy. I wykazują szereg absurdalnych, a nawet groźnych rozwiązań.

Czytaj także: Seksualny absurd prawny

Propagowanie lub pochwalanie

Zmiana dotyczy art. 200b kodeksu karnego. Przewiduje on karę do trzech lat więzienia (PiS zgłosiło poprawkę, by było to pięć lat) dla tych, którzy propagują lub pochwalają podejmowanie przez małoletniego obcowania płciowego lub innej czynności seksualnej.

– To chory pomysł – mówi „Rz" jeden z prokuratorów. I wyjaśnia. – W nowelizacji posługujemy się definicją małoletniego. Kodeks cywilny w art. 10 stanowi wyraźnie, że to osoba poniżej 18. roku życia. Jeśli więc ktoś będzie zachęcał do współżycia osoby poniżej 18. roku życia, to będzie podlegać karze. Tymczasem w Polsce współżycie jest legalne powyżej 15 lat. Co więcej, kobieta, która kończy 16 lat, za zgodą sądu może wyjść za mąż.

Inny przykład. Kiedy dojrzały mężczyzna będzie współżył z 16-latką, nie zostanie ukarany (bo nie jest to osoba poniżej 15. roku życia). Ale jeśli jego 20-letnia koleżanka pochwali jego działanie, to narazi się na surową odpowiedzialność karną.

Odpowiedzialnością karną zagrożona byłaby też np. nauczycielka biologii, która wyjaśniłaby uczniom liceum, na czym polega rozmnażanie płciowe i jak się zabezpieczyć przed niechcianą ciążą.

Z karą więzienia będzie się musiał liczyć także ginekolog, który zapisze 17-latce środki antykoncepcyjne, ponieważ takie działanie podpada pod „pochwalanie podejmowania przez osoby małoletnie obcowania płciowego" i dochodzi do niego „w związku z wykonywaniem zawodu".

Przepisy jak młot

– Ta ustawa jest młotem, który ma zniszczyć jakąkolwiek edukację seksualną, i straszakiem dla wszystkich edukatorów, którzy robią świetną robotę. Nie dość, że sam pomysł jest chory, to jeszcze jego implementacja niebezpieczna i szkodliwa dla wszystkich, szczególnie dla dzieci – uważają politycy opozycji.

– Taka nowela nie jest zupełnie potrzebna. Może przysporzyć jedynie wielu trudności interpretacyjnych i wywoływać niepotrzebne emocje – dodaje sędzia Barbara Piwnik. Zwraca też uwagę na słabe uzasadnienie propozycji.

– Nie znalazłam w nim żadnego poparcia w badaniach naukowych – zauważa.

Zwraca też uwagę, że autorzy napisali, iż wprowadzenie w życie ich propozycji nie wywoła skutków finansowych.

– To albo ktoś zakłada, że ustawa w ogóle nie zadziała, albo nie ma pojęcia, ile kosztuje prowadzenie postępowań – podsumowuje sędzia Piwnik.

Podczas dyskusji w Sejmie głos zabrała także Anna Dałkowska, wiceminister sprawiedliwości. Wyraziła aprobatę dla kierunku nowelizacji. Wskazała jednocześnie, że wymaga ona szczegółowej i gruntownej analizy z punktu widzenia zgodności z obecną regulacją prawną. Minister wyraziła nadzieję, że projekt będzie dalej procedowany.

Projekt „Stop pedofilii" trafił do Sejmu w lipcu, bieg nadano mu na początku sierpnia. Ponieważ jest projektem obywatelskim, nie obowiązuje go zasada dyskontynuacji. Będzie się więc mogło odbyć głosowanie nad nim również w nowej kadencji Sejmu.

Etap legislacyjny: nowelizacja skierowana do dalszych prac w komisji

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA