fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Prawo i Sprawiedliwość

Jak PiS mrozi ustawy w komisji

Fotorzepa, Jerzy Dudek
Kierowanie projektów do organu, który nie chce się nimi zajmować - to pomysł partii rządzącej na schowanie ustaw, niewygodnych zwłaszcza przed wyborami.

Zapłodnienie tylko jednej komórki jajowej, zakaz mrożenia zarodków oraz ograniczenie in vitro do małżeństw – to główne założenia projektu o zapłodnieniu pozaustrojowym, który złożył niezrzeszony poseł Jan Klawiter, związany z Prawicą Rzeczypospolitej. Zdaniem specjalistów zajmujących się in vitro uchwalenie propozycji wielokrotnie obniżyłoby skuteczność tej procedury. Zdaniem konserwatystów, pomogłoby wyeliminować związane z nią problemy etyczne. Co o tym sądzi Sejm, prawdopodobnie nie dowiemy się nigdy. Przed dwoma tygodniami marszałek Marek Kuchciński skierował projekt do Komisji Ustawodawczej, która ma zaopiniować jego zgodność z konstytucją.

Problem w tym, że komisja nie planuje w najbliższym czasie zająć się tym projektem. Zdaniem opozycji przed wyborami PiS do perfekcji opanowało regulaminowe sztuczki w celu mrożenia najbardziej niewygodnych ustaw. Propozycja Klawitera nie jest bowiem jedyną, jaką marszałek skierował do tej komisji.

Długa kolejka

Obecnie na zaopiniowanie czekają w niej niemal wszystkie projekty światopoglądowe. Przykładowo, w lutym ubiegłego roku do opinii w komisji wysłano projekt wprowadzający aborcję na życzenie, pod którym podpisali się posłowie z kilku klubów. Później do Komisji Ustawodawczej trafił projekt Nowoczesnej o związkach partnerskich.

Na zaopiniowanie w komisji czekają też inne projekty, które można uznać za niewygodne dla PiS. Chodzi przykładowo o propozycję PO, ułatwiającą zwrot nagród przez członków rządu, albo projekt Nowoczesnej zakładający, że prezesem NIK nie może być członek partii politycznej.

Zgodnie z regulaminem Sejmu komisja może uznać projekt za niedopuszczalny większością trzech piątych głosów. Wtedy marszałek może wyrzucić go do kosza. Rosnącą kolejką wydaje się nie przejmować szef komisji Marek Ast z PiS. Po raz ostatni zebrała się, by zaopiniować jakikolwiek projekt, w maju ubiegłego roku.

Od tamtego czasu odbyła kilkanaście posiedzeń, poświęconych głównie sprawom zawisłym przed Trybunałem Konstytucyjnym. – Rzeczywiście na bieżąco opiniujemy sprawy trybunalskie. Myślę, że w pewnym momencie również projekty poselskie trafią do porządku obrad, jednak trudno powiedzieć kiedy, bo żadnych decyzji nie podjęto – mówi poseł Ast.

Czy przetrzymywanie projektów w komisji to celowa strategia? – Trzeba pytać o to marszałka – mówi Ast. Podkreśla, że przykładowo projekty o liberalizacji prawa do aborcji albo związkach partnerskich rzeczywiście mogą budzić wątpliwości konstytucyjne.

Gra na przeczekanie

Jan Klawiter twierdzi, że w przypadku projektu o in vitro takich wątpliwości nie ma. – Marszałek wraz drobnymi uwagami do projektu wysłał mi opinię konstytucjonalisty. Wynika z niej, że projekt jest zgodny z konstytucją, więc mógłby już nie fatygować Komisji Ustawodawczej – mówi poseł.

Również Marek Borowski, były marszałek Sejmu, a obecnie senator niezrzeszony, twierdzi, że kierowanie ustaw do zaopiniowania w komisji nie ma większego sensu. – To wkraczanie grupy posłów w kompetencje Trybunału Konstytucyjnego – ocenia.

Jego zdaniem to, co robi PiS, jest rodzajem gry na przeczekanie, mającej opóźnić nadanie projektom numeru druku sejmowego. Wyjaśnia, że po nadaniu numeru, opozycja może złożyć wniosek o uzupełnienie porządku obrad o rozpatrzenie projektu. W przypadku sprzeciwu marszałka wniosek o uzupełnienie porządku musiałby zostać poddany pod głosowanie w ciągu czterech miesięcy.

Zdaniem Borowskiego w tej sytuacji najkorzystniejsze dla PiS jest przeciąganie nadania numeru druku pod pretekstem oczekiwania na opinię komisji. – PiS nie chce debaty o związkach partnerskich i in vitro, bo te dwie sprawy wydaje się popierać większość Polaków. Z kolei odrzucenie projektu o aborcji nasunęłoby pytania, dlaczego PiS trzyma w zamrażarce konserwatywny projekt w tej samej sprawie, wniesiony przez Kaję Godek – wywodzi.

Komisja „niszczarka”

Zauważa, że wykorzystanie Komisji Ustawodawczej w celach politycznych nie jest nowym wynalazkiem. W ubiegłej kadencji projekty światopoglądowe kierowała do niej ówczesna marszałek Sejmu Ewa Kopacz. Wówczas komisja zyskała opinię „niszczarki”, bo negatywnie zaopiniowała m.in. projekty o związkach partnerskich i rzeczniku ds. przeciwdziałania dyskryminacji, dzięki czemu marszałek mogła wyrzucić je do kosza.

Nasi rozmówcy przekonują, że wykorzystywanie komisji w celu mrożenia projektów jest jednak stosunkowo nowym zjawiskiem. – Nie jestem przekonany, że rozpatrzenie projektów światopoglądowych pogorszyłoby notowania PiS. Bycie ugrupowaniem jednoznacznym ideowo jest na dłuższą metę korzystne – podkreśla Jan Klawiter.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA