fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Prawnicy

Konstytucja według prezesa Kaczyńskiego - komentuje Wojciech Tumidalski

Jarosław Kaczyński
Fotorzepa, Jerzy Dudek
Bez reformy wymiaru sprawiedliwości nie można przebudować polskiego państwa tak by służyło obywatelom – mówił w czwartek wieczorem w TVP prezes PiS Jarosław Kaczyński, uzasadniając tym działania, które jednak – wbrew jego twierdzeniom – nie mają oparcia w konstytucji.

I na tym polega cały problem, bo gdy się chce osiągać słuszne cele, trzeba to robić lege artis.

 

 

Machina ruszyła

Prezes zaprezentował swoją wizję interpretacji ustawy zasadniczej: sędziowie są wprawdzie nieusuwalni, ale sędziów Sądu Najwyższego – w tym pierwszą prezes Małgorzatę Gersdorf – można przenieść w stan spoczynku, skoro to ustawa określa granicę wiekową, a ponadto dokonuje się reforma ustroju sądów, właśnie zatwierdzona przez parlament i podpisana przez prezydenta Dudę. Machina może więc ruszyć.

"Nie ma zakazu, to można"

Konstytucja mówi wprost o sześcioletniej kadencji pierwszego prezesa SN, co prezes Kaczyński rozumie jako „taki maksymalny okres bycia pierwszym prezesem przez osobę wybraną w odpowiednim trybie". Czy pięcioletnia kadencja prezydenta, czteroletnia parlamentarzystów, 9-letnia sędziów Trybunału Konstytucyjnego, to też tylko "taki maksymalny okres", który można ot, po prostu skrócić jakąś ustawą?

Prezes PiS uważa, że z konstytucji nie wynika, by kadencja Pierwszej Prezes była chroniona w ten sposób, że nie stosuje się do niej wyjątków o wieku emerytalnym czy reformie sądownictwa, które uprawniają jego zdaniem skrócenie kadencji. - Gdyby twórcy konstytucji przewidywali inaczej, toby to jakoś zastrzegli. Jest wiele metod, ale tego nie zrobiono – mówił Jarosław Kaczyński.

"Prof. Gersdorf żyje i obowiązuje ją Konstytucja RP"

Nie ma co do tego mieszać sytuacji nadzwyczajnych, takich jak śmierć pierwszego prezesa - o czym też prezes Kaczyński wspomniał półżartem. Nikt poważny nie wątpi, że w takim przypadku kadencja przedwcześnie dobiega końca. Tak się stało przecież wobec śmierci urzędującego prezydenta – z czym niestety mieliśmy do czynienia przed ośmioma laty. Ale prof. Gersdorf żyje i żadna ustawa – poza zasadniczą – jej kadencji skrócić nie może. Na tym polega systemowa wykładnia prawa, do której prezes tym razem nie sięgnął, zamiast tego wykładając zapisy konstytucji przez pryzmat ustawy.

Zresztą w razie wątpliwości można zasięgnąć opinii twórców Konstytucji RP z 1997 r. Wielu jeszcze żyje. Nie potwierdzają, by ich celem było umożliwienie skracania kadencji pierwszego prezesa SN – ktokolwiek by nim był. Po to w konstytucji zapisano, że jego kadencja trwa sześć lat. To jest gwarancja nie tylko dla niego, ale też dla podsądnych – że przez okres kadencji nieusuwalny sędzia będzie wolny od nacisków. Wiedział o tym prezydent, legalnie powołując prof. Gersdorf na sześć lat, wiedziała ona sama – wyrażając zgodę na taki czas pozostawania na czele Sądu Najwyższego. Świadomi byli też inni sędziowie Sądu Najwyższego, przyjmując powołanie do służby na znane im lata do stanu spoczynku.

Reforma nie pokolei

I to jest nieprzekraczalna granica zmian, jakich można dokonywać. Nikt nie odbiera większości sejmowej prawa reformowania sądów – bo jest co w nich zmieniać. Zacząłbym jednak od niewydolnych procedur oraz kognicji, czyli bardzo szerokiego zakresu spraw, którymi sądy się zajmują. To zadanie, jeśli wykonywać je w ramach procesu legislacyjnego, w którym jest czas na namysł i fachowe ekspertyzy, na jakieś dwa lata. Tak się składa, że akurat wtedy będzie można wybrać nowego pierwszego prezesa Sądu Najwyższego.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA