fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Prawnicy

Nowoczesne technologie w świecie prawników - debata w "Rzeczpospolitej"

Uczestnicy debaty (od lewej): Marcin Zręda, Paweł Rochowicz, Błażej Kuźniacki, Tobiasz Adam Kowalczyk. Marcin Maruta debatował za pomocą innowacyjnej technologii wideokonferencji
Fotorzepa, Robert Gardziński Robert Gardziński
Nowoczesne technologie wkrótce odmienią świat prawników. Ale barierą rozwoju tych narzędzi może być... język polski.

W redakcji „Rzeczpospolitej" odbyła się debata o zastosowaniu nowoczesnych technologii w świecie prawników. To coraz istotniejsze zagadnienie w prawniczym biznesie, bo prawnicy zaczynają doceniać, że unowocześnianie kancelarii przekłada się wzrost ich wydajności i wyższe przychody. Debatę prowadził Paweł Rochowicz, dziennikarz „Rzeczpospolitej".

Czytaj też:

Punktem wyjścia do debaty były wyniki badania „Future Ready Lawyer" (ang. prawnik gotowy na przyszłość), które na zlecenie firmy Wolters Kluwer wykonano wśród ponad 700 prawników w USA i w Europie. Ponad połowa (53 proc.) ankietowanych prawników uważa, że inwestycje w prawnicze rozwiązania technologiczne wzrosną w ciągu najbliższych trzech lat. Jednak tylko 24 proc. respondentów uważa, że takie technologie dobrze rozumie. Ci, którzy rozumieją, wskazują, że jest to sposób na wyższą rentowność.

Jakie znaczenie mają dziś nowoczesne technologie w pracy prawników?

Marcin Zręda, dyrektor strategiczny rynku usług prawnych i przedsiębiorstw w Wolters Kluwer: Prawnicy pracują z coraz większą ilością przepisów i rozmaitych dokumentów. To z kolei sprawia, że by być na bieżąco, do ich analizy trzeba używać narzędzi pozwalających na masowy ich przegląd. Raport „Future Ready Lawyer" wśród najważniejszych wyzwań prawników wymienia właśnie radzenie sobie ze zwiększoną ilością i złożonością informacji, to problem stawiany na pierwszym miejscu, zarówno w Europie, jak i w USA.

Marcin Maruta, radca prawny, wspólnik w kancelarii Maruta Wachta: Dla kancelarii prawnych, zwłaszcza tych większych, bardzo cennym narzędziem jest oprogramowanie do zarządzania kancelarią pod względem czasu pracy czy finansów. Takie produkty są dostępne w standardowej ofercie producentów oprogramowania i to stosunkowo niedrogo. Jednak wiele kancelarii albo w ogóle z nich nie korzysta, albo wykorzystuje możliwości tych narzędzi w nieznacznym stopniu. Tymczasem znacząco poprawiają one efektywność pracy kancelarii.

Co do rozwiązań stosujących tzw. sztuczną inteligencję, to uważam, że na razie ich zastosowanie będzie w Polsce znikome. Wynika to przede wszystkim z bariery językowej. Aby stworzyć sprawne narzędzia analizujące np. umowy w języku polskim, trzeba by je najpierw nakarmić ogromną ilością danych w języku polskim. Dopiero wtedy maszyny działające w systemie „deep learning" mogą się nauczyć pewnych fraz i zależności między nimi. Takie oprogramowania w języku angielskim już dawno stworzono i rzeczywiście ich rezultaty są imponujące. Dlatego nie przewiduję, by w ciągu kilku kolejnych lat na polskim rynku powstały podobne programy. Z tego co wiem, to największe kancelarie podejmują próby skonstruowania takich narzędzi, ale są dopiero we wstępnej fazie.

Marcin Zręda: Rzeczywiście, takie próby są podejmowane ale głównie w największych kancelariach i dotyczą dość wąskich obszarów możliwych zastosowań. Chodzi np. o przeanalizowanie dużego pakietu umów tylko pod kątem danych osobowych. Co zaś do kwestii języka, to jest kwestia potencjału rynku z nim związanego. Może się okazać, że prędzej powstaną podobne narzędzia np. dla języka rosyjskiego, którym posługuje się kilkaset milionów ludzi, a nie – jak polskim – kilkadziesiąt milionów.

Tobiasz Adam Kowalczyk, szef działu prawnego w Volkswagen Poznań: Nowoczesne rozwiązania, takie jak sztuczna inteligencja, byłyby przydatne nie tylko kancelariom prawniczym, ale też działom prawnym przedsiębiorstw. Niestety, na razie niewielu szefów działów prawnych dysponuje budżetem pozwalającym na zakup i wykorzystanie takich narzędzi. Duża firma produkcyjna, współpracująca z setkami kooperantów, zawiera z nimi umowy, wypowiada je albo zmienia. W praktyce czasem okazuje się, że jednej z tysięcy takich umów nie można wypowiedzieć, bo zaginął któryś z załączników zmieniający pierwotne zasady. W takich przypadkach program do masowego archiwizowania umów może w odpowiednim czasie ostrzegać np., że kończy się okres obowiązywania danej umowy i na jakich warunkach można ją przedłużyć albo wypowiedzieć. Niestety, nader często do zarządzania bazą umów służy dziś zwykły Excel, a to nie jest doskonałe narzędzie. Na rynku są oczywiście programy do zarządzania, ale częściej są przeznaczone dla kancelarii prawniczych niż dla firm produkcyjnych czy handlowych. Koszt narzędzi szytych na miarę jest oczywiście wyższy niż produktów seryjnych.

Błażej Kuźniacki, radca prawny, badacz naukowy w Amsterdamskim Centrum Podatkowym na Uniwersytecie w Amsterdamie: To, co dziś nazywamy sztuczną inteligencją, służącą weryfikacji działania zgodnie z prawem, ma swoje korzenie jeszcze w latach 70. ubiegłego wieku. Wówczas w USA opracowano program Taxman, sprawdzający poprawność rozliczeń podatku dochodowego od osób prawnych przy reorganizacji spółek. Później, w latach 70. i 80., naukowcy od sztucznej inteligencji i prawa z różnych państw przeprowadzali badania nad stworzeniem programów, które miałyby służyć „zastąpieniu prawnika". W latach 90. okazało się jednak, że zastąpienie prawnika przez sztuczną inteligencję nie jest możliwe. Zmieniono więc paradygmat na dążenie do stworzenia oprogramowania, które pomagałoby prawnikowi wykonywać proste czynności związane z jego zadaniami.

Stworzenie mechanizmu prawniczej sztucznej inteligencji dla języka polskiego może być całkiem realne, o ile dojdzie do współpracy prawników i informatyków zajmujących się tym zagadnieniem. Język polski nie musi być wielka przeszkodą. Ważniejsze wydaje się znalezienie porozumienia między prawnikami a informatykami.

Marcin Zręda: Takie narzędzia działające po polsku mogłyby dziś powstać, ale raczej dla wycinkowych gałęzi prawa, np. podatków. Opracowanie bazy danych wszystkich wyroków wydanych przez polskie sądy, która dawałaby prawnikowi narzędzie do działania we wszystkich sferach prawa, wymagałoby gigantycznego nakładu pracy i kosztów. Mam obawy, czy polski rynek, choć niemały, ma taki potencjał, by się o tym przekonać, trzeba zacząć od małych kroków. Co do współpracy prawników i informatyków, to już się dzieje na imprezach typu Global Legal Hackaton, okazuje się, że te dwie profesje znakomicie potrafią ze sobą współpracować i tworzyć wspólnie różne znakomite aplikacje.

Błażej Kuźniacki: Pod koniec lat 90. jeden z brazylijskich sędziów Sądu Najwyższego podjął współpracę z informatykami i wraz z nimi stworzył oprogramowanie zwane „Sędzia na kołach", które pomagało sędziom w wydawaniu wyroków w sprawach wypadków drogowych. W praktyce 68 proc. wszystkich spraw dotyczących wypadków drogowych było rozstrzyganych przez sędziów w brazylijskim stanie Espirito Santo właśnie z użyciem tego programu. Być może podobnie należy działać także w Polsce. Trzeba wybrać albo poszczególne dziedziny prawa i najistotniejsze wyroki w tym zakresie i zbudować oprogramowanie dedykowane sprawą z tych dziedzin. Wówczas liczba danych, na których oprze się system sztucznej inteligencji, będzie mniejsza, dane będą bardziej precyzyjne, a system łatwiej będzie stworzyć.

Tworzenie inteligentnych programów dla prawników jest w praktyce bardzo kosztowne. Kto powinien w to zainwestować: kancelarie prawne, firmy informatyczne czy może szerzej rozumiany biznes?

Marcin Maruta: Sądzę, że biznes ma tu znacznie większe możliwości niż kancelarie, nawet te największe. Wydaje się, że w praktyce może się sprawdzić model współpracy trójstronnej: kancelarii, ich biznesowych partnerów i informatyków. Dziś klienci często zamawiają u nas opracowanie wzorców umów, by na ich podstawie masowo konstruować konkretne kontrakty. My im sugerujemy, by od razu zaopatrywali się w oprogramowanie do zarządzania tymi umowami. Być może to jest klucz do sukcesu?

Tobiasz Adam Kowalczyk: Pierwsze działania zmierzające do wypracowania polskiej prawniczej sztucznej inteligencji powinny podjąć największe firmy – być może spółki giełdowe – we współpracy z największymi kancelariami. Zresztą można to zrobić według mądrej polityki kosztów. W Wielkiej Brytanii największe kancelarie prawne za darmo oddawały swoją przestrzeń biurową startupom, gdzie pracowali zdolni informatycy, tworzący dla nich oprogramowanie. Zresztą wspólna praca prawników i informatyków będzie z czasem koniecznością. Już dziś zalecam młodym prawnikom, by oprócz studiów prawniczych skończyli też jakiś kurs informatyczny. Po to, aby móc zarządzać systemami prawniczej sztucznej inteligencji i skutecznie komunikować się ze światem IT.

Marcin Zręda: Może w celu wypracowania takich programów powinny się tworzyć specjalne trójki partnerów: po pierwsze – firma informatyczna, po drugie – kancelaria prawna, po trzecie – firmy takie jak Wolters Kluwer, które mogą dostarczyć ekspercką wiedzę i treści prawne.

Gdzie kończy się pole do popisu sztucznej inteligencji, a zaczyna wyłączna sfera ludzkich decyzji?

Marcin Zręda: Stajemy przed dylematem: czy sztuczna inteligencja ma wspierać ludzkie decyzje, czy decydować. Jest oczywiste, że taki program może sugerować rozwiązania tylko na podstawie danych do niego wprowadzonych. Jeśli zdarzą się nietypowe sytuacje, wtedy trzeba polegać na decyzjach człowieka. Ale co się stanie, jeśli system podpowie, na przykład sędziemu, jakieś rozwiązanie, a ktoś zapyta o uzasadnienie? Tu dotykamy kwestii przejrzystości działania sztucznej inteligencji. Wyzwaniem dla jej twórców jest potencjalna konieczność wyjaśniania jej użytkownikom, jakimi algorytmami posługuje się oprogramowanie podpowiadające konkretne rozwiązania. Niedawno zdarzyło się, że komputer wygrał w chińską grę go z graczami klasy mistrzowskiej, przy czym nikt, nawet sami twórcy programu, nie mógł zrozumieć, jaki był tok „myślenia" maszyny w tej grze. Jeśli podobnie niejasny będzie sposób działania algorytmu podpowiadającego decyzje, np. sędziemu wydającemu wyroki – możemy dojść do niezamierzonych efektów, w tym ograniczonego zaufania do nowych rozwiązań.

Błażej Kuźniacki: Co ciekawe, w przypadku gry w go komputer AlphaGo wykonał intuicyjny ruch, wyśmiany początkowo przez graczy. Potem okazało się, że to posunięcie zapewniło mu zwycięstwo. Intuicja maszyny okazała się sprawniejsza niż człowieka.

Marcin Maruta: W USA w stanie Wisconsin już zdarzył się przypadek skazania człowieka na sześć lat więzienia tylko dlatego, że taki wyrok podpowiedział sędziemu komputer, a sędzia to zaakceptował. W apelacji podnoszono argument nieprzejrzystości „rozumowania" komputera, ale twórcy programu odmówili podania danych o tym, jak komputer doszedł do takiej sugestii. To to dość niepokojące fakty. W pracy stosujemy systemy oceny ryzyka co do stosowania rozwiązań chmurowych. Sprawdzają się i oszczędzają sporo czasu. Na razie jednak traktujemy podobne rozwiązania jak narzędzia pracy, a decyzje podejmujemy sami. Trzeba jednak wziąć pod uwagę ryzyko, że w przyszłości sędziowie – czy inni prawnicy – mogą bezrefleksyjnie podejmować decyzje na podstawie sugestii komputera. W takich przypadkach zawsze trzeba zapewnić odwołanie do ludzkiej instancji.

Kto powinien ponosić odpowiedzialność za błędy w oprogramowaniu dla prawników?

Marcin Zręda: To złożona kwestia, szczególnie jeśli takie oprogramowanie jest wpierane przez sztuczną inteligencję. To jednak użytkownik finalnie podejmuje decyzję, jak interpretować wyniki działania programów, które mają wspierać jego pracę. Czy wynik jest już dla niego wystarczający, czy musi może poświęcić więcej czasu na analizę? Dzisiaj, w natłoku informacji, to bardzo ważny aspekt.

Tobiasz Adam Kowalczyk: Jeśli ja, jako szef działu prawnego, przekażę zarządowi błędne informacje na podstawie wadliwego oprogramowania, to tak czy inaczej przed zarządem będę odpowiadał osobiście. Mogę mieć regres w stosunku do producenta oprogramowania, ale to już osobna sprawa. Tak czy inaczej trzeba na różne sposoby weryfikować to, co podpowiada prawnikowi komputer.

Marcin Maruta: Być może powinniśmy wrócić do starej reguły z prawa rzymskiego – dotyczącej niewolników. Właściciel niewolnika mógł z nim zrobić, co chciał, ale odpowiadał za szkody na mieniu osób trzecich przez niego wyrządzone. Swoją drogą, są już pierwsze próby legislacji, np. w zakresie zbliżonym do odpowiedzialności za produkt niebezpieczny, czyli w kierunki odpowiedzialności na zasadzie ryzyka.

Błażej Kuźniacki: Chcę na koniec powiedzieć jeszcze słowo o przyszłości. Rozwiązania informatyczne nieuchronnie upowszechnią się w świecie prawniczym. Wskazane jest zatem zacieśnianie współpracy na uczelniach pomiędzy wydziałami prawa a wydziałami informatyki. Jeśli już od początku studiów młodzi ludzie będą się uczyli programowania na potrzeby narzędzi wspomagających kancelarie prawne, to może dojść do rewolucji na rynku pracy dla młodych prawników. Jeśli student trzeciego roku będzie znał się na programowaniu czy obsłudze smart contracts, to wiele kancelarii chętnie zatrudni go od razu, chętniej nawet niż aplikanta po studiach, który na sprawach informatycznych się nie zna.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA