fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Pracownicze Plany Kapitałowe

Nasza emerytura z wielu źródeł

Aby uniknąć znacznego obniżenia świadczeń, rozczarowania stopą zastąpienia lub dla odciążenia finansowego przyszłych pokoleń warto jeszcze w wieku produkcyjnym pomyśleć o alternatywach dla oszczędzania na przyszłość. Poza ZUS i OFE każdy z nas może oszczędzać na własną rękę
shutterstock
Jak działa polski system emerytalny? Prześwietlamy jego funkcjonowanie i wskazujemy, jak zabezpieczyć się na starość.

Przed 1999 rokiem każdy pracownik zatrudniony na etat czy osoba prowadząca działalność gospodarczą płacili jedną składkę ubezpieczeniową przekazywaną do Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. Reforma z 1999 roku to zmieniła. Zamiast jednego zusowskiego worka powstał Fundusz Ubezpieczeń Społecznych z czterema rodzajami funduszy. Jedną składkę podzielono na: emerytalną, rentową, chorobową i wypadkową.

Od tego momentu w Polsce istnieje emerytalny system zdefiniowanej składki. Wielkość przyszłej emerytury zależy od wysokości wszystkich wpłaconych składek oraz dalszego oczekiwanego trwania życia. Im dłużej pracujemy i wpłacamy więcej składek, a zarazem im krócej będziemy otrzymywali emeryturę, tym wyższe będzie to świadczenie.

Będąc ubezpieczonym w ZUS, odprowadzamy między innymi składki na ubezpieczenie emerytalne w wysokości 19,52 proc. (niemal jedną piątą naszej pensji), przy czym istnieje górny limit jej wysokości. Nie może być ona wyższa niż 30-krotność prognozowanego przeciętnego wynagrodzenia miesięcznego w gospodarce narodowej na dany rok kalendarzowy. W tym roku granicą wynagrodzenia, do której odprowadza się składki emerytalną i rentową, jest 142 950 zł.

Obietnica z ZUS

W ZUS nasze pieniądze są odpowiednio rozdzielane. Największa część, a dokładnie 12,22 proc., wynagrodzenia trafia na indywidualne konto w ZUS. Jeśli zdecydowaliśmy się wcześniej na członkostwo w otwartym funduszu emerytalnym, wówczas 2,92 proc. pensji trafia do wybranego OFE, który następnie powierzone pieniądze inwestuje na rynku kapitałowym. Natomiast 4,38 proc. wynagrodzenia ewidencjonowane jest na wydzielonym subkoncie w ZUS.

Subkonto istnieje od 2011 roku, kiedy to dokonano pierwszego cięcia składki do funduszy emerytalnych. Część składki, która wcześniej płynęła do OFE, zaczęto przekazywać do ZUS na bieżące wydatki emerytalne. Jej wysokość zapisywana jest właśnie na owym subkoncie. Brak członkostwa w OFE skutkuje brakiem przesyłania 2,92 proc. pensji do funduszu – wówczas na subkoncie w ZUS będzie księgowane 7,3 proc. naszej pensji.

Warto zaznaczyć, że wszystkie nasze składki, które trafiają do ZUS, figurują na naszym koncie oraz subkoncie jedynie w formie zapisu księgowego. Mimo że realnie te pieniądze są natychmiast wydawane na pokrycie wydatków na obecne emerytury, to nasze składki i tak nie wystarczają na wypłaty bieżących świadczeń.

Co roku Fundusz Ubezpieczeń Społecznych musi się ratować dotacją z budżetu państwa. Tak więc zapis w ZUS jest wyłącznie obietnicą, że kiedyś w przyszłości społeczeństwo wypłaci obecnie pracującym emerytury w zadeklarowanej wysokości.

Demograficzny problem

Dziura w Funduszu Ubezpieczeń Społecznych wynika między innymi z niekorzystnego – z punktu widzenia jego zbilansowania – trendu demograficznego.

Nie jest tajemnicą, że Polacy zaliczają się do tzw. grupy społeczeństw starzejących się. Coraz niższa dzietność, wydłużająca się oczekiwana długość życia oraz coraz bezpieczniejsze warunki pracy sprawiają, że krajowa piramida demograficzna staje na głowie.

Dzieci wyżu demograficznego z lat 50. stają się emerytami, podczas gdy echo tego wyżu z lat 80. jeszcze jest w trakcie okresu reprodukcyjnego. Niestety, dynamika na piramidzie demograficznej zdaje się zmniejszać.

W związku z tym rośnie i wciąż będzie rosnąć liczba osób w wieku poprodukcyjnym, podczas gdy liczba osób pracujących i odprowadzających składki na utrzymanie coraz większej populacji emerytów będzie się obniżać.

Oczywiście sytuację tę może złagodzić szybko rosnąca wydajność pracy wynikająca m.in. z jej automatyzacji i robotyzacji. Jeśli jednak wzrost wydajności pracy nie nadąży za wzrostem zobowiązań wobec emerytów, dla młodych ludzi ta sytuacja oznacza w przyszłości bardzo wysokie obciążenia, w tym o charakterze podatkowym, będące rezultatem konieczności utrzymania osób starszych.

Trudną sytuację demograficzną Polski może poprawić napływ pracowników z zagranicy, który pracując nad Wisłą legalnie i w związku z tym opłacając składki do ZUS, przyczyniają się do pomniejszania deficytu w Funduszu Ubezpieczeń Społecznych. Jest to jednak także czynnik niepewny, dlatego trzeba się uzbroić w dodatkowe rozwiązania.

Warto pomyśleć o przyszłości

Aby uniknąć znacznego obniżenia świadczeń, rozczarowania stopą zastąpienia lub dla odciążenia finansowego przyszłych pokoleń, warto jeszcze w wieku produkcyjnym pomyśleć o alternatywach oszczędzania na przyszłość. Poza ZUS i OFE każdy z nas może oszczędzać na własną rękę.

Najlepiej w tym celu skorzystać z gotowych rozwiązań przygotowanych przez państwo, które są elementem tzw. III filara emerytalnego (pierwszy filar to ZUS, a drugi filar to OFE). Mowa o IKE (indywidualne konto emerytalne) oraz IKZE (indywidualne konto zabezpieczenia emerytalnego).

W normalnych warunkach pomnożone przez nas na rynku kapitałowym (na przykład na giełdzie czy na lokacie bankowej) środki podlegają opodatkowaniu. Prawie jedną piątą takiego zysku (19 proc.) musimy oddać fiskusowi. Zarówno IKE, jak i IKZE ten przykry obowiązek z nas zdejmuje – w długim terminie ma to bardzo duży wpływ na ostateczny wynik inwestycji.

Warunek? Nie możemy naszych pieniędzy wypłacić zbyt wcześnie – ma to sens, w końcu mają być to oszczędności emerytalne. Z jednej strony państwo daje nam zatem zachętę w postaci zwolnienia fiskalnego, ale równocześnie nakłania nas do konsekwencji: jeśli poczekamy z wyciągnięciem środków z IKE do 60. roku życia, wówczas podatek nam nie grozi. W przypadku IKZE ten warunek został ustawiony na 65 lat.

Różnorodność w trzecim filarze

Pamiętajmy, że zarówno IKE, jak i IKZE nie jest osobnym produktem finansowym, jedynie konstrukcją prawną, w którą dostępne na rynku rozwiązania są niejako „opakowane". Konta obejmują bardzo różne formy indywidualnego, dobrowolnego oszczędzania na emeryturę.

Można je zakładać w towarzystwach funduszy inwestycyjnych (TFI); wtedy pieniądze wpłacamy do oferowanych w ramach IKE i IKZE funduszy inwestycyjnych.

Jeśli wybierzemy IKE czy IKZE w towarzystwie ubezpieczeniowym, będziemy mieli polisę na życie z funduszem kapitałowym (składki będą inwestowane poprzez ten fundusz).

Istnieją też emerytalne konta w formie dobrowolnego funduszu emerytalnego (DFE). Fundusze takie są prowadzone przez powszechne towarzystwa emerytalne (PTE), czyli te same firmy, które zarządzają funduszami emerytalnymi (OFE). Osoby ceniące pewny zysk (choć niewielki), mogą założyć emerytalne konto w banku (w formie lokaty). Można również kupować obligacje oszczędnościowe. Kto czuje się na siłach, może samodzielnie inwestować na giełdzie poprzez IKE lub IKZE w formie rachunku maklerskiego.

Zarówno na IKE, jak i IKZE możemy wpłacić w ciągu danego roku określoną kwotę. W 2019 r. na IKE można wpłacić w sumie 14 295 zł, a na IKZE – 5718 zł. Limit ten ustalany jest na każdy rok i niewykorzystanie go (niewpłacenie pełnej możliwej kwoty) sprawia, że już nie możemy go później wykorzystać. Jeśli więc mamy taką możliwość, warto wpłacić maksymalną dostępną kwotę, bowiem im więcej środków na kontach posiadamy, tym wyraźniejsze będą nasze przyszłe korzyści.

Czym zatem różni się IKE od IKZE? Ten drugi produkt daje nam możliwość bieżącej ulgi podatkowej.

Wpłaty na IKZE odejmujemy od podstawy naszego corocznego opodatkowania. Państwo daje nam tutaj kolejną zachętę: wpłacaj regularnie co rok, im więcej, tym mniejszy podatek zapłacisz.

Żeby jednak nie było aż tak kolorowo, to część tych pieniędzy trzeba będzie oddać podczas wypłaty środków (po 65. roku życia) – wtedy zapłacimy 10-proc. podatek ryczałtowy od wyciąganej z IKZE kwoty. Pamiętajmy jednak, że w międzyczasie przez wiele lat pieniądze te, zamiast trafiać do fiskusa, będą pracowały na naszą dodatkową emeryturę.

Grupowe oszczędzanie ze wsparciem

Poza IKE i IKZE istnieje jeszcze jeden element III filara – pracownicze programy emerytalne (PPE). Wprowadzono je w Polsce dwie dekady temu, ale wciąż są stosunkowo mało popularnym narzędziem oszczędzania na starość.

Funkcjonowanie programów polega na tym, że pracodawcy wpłacają środki, niezależnie od składek do ZUS i OFE, na prywatną emeryturę dla swoich pracowników. Istotną zaletą PPE jest zwolnienie wpłacanych składek przez pracodawcę ze składki do ZUS oraz zwolnienie wypłacanych środków z 19-proc. podatku od zysków kapitałowych.

Pracownicze programy emerytalne są korzystnym rozwiązaniem nie tylko dla pracowników, ale również dla pracodawców. Pracownicy mogą gromadzić dodatkowe, prywatne środki na emeryturę, a pracodawcy zyskują możliwość zaliczenia wydatków, które poniosą w ramach programu, do kosztów uzyskania przychodu.

Dodatkowo składki w ramach PPE są o wiele mniej kosztowne niż na przykład podwyżki pensji pracowników, gdyż nie są obciążone składkami na ubezpieczenie społeczne. To od pracodawcy, który ponosi główny ciężar finansowania programu, zależy, czy PPE zostanie utworzone. Warto go do tego namawiać.

Ważnym argumentem może być możliwość przyciągnięcia do firmy cennych pracowników i utrwalenie wizerunku dobrego pracodawcy.

Nie ma jednej generalnej zasady ani co do wielkości firmy, ani co do branży. PPE tworzą zarówno duże korporacje, jak i małe i średnie przedsiębiorstwa z różnych branż – od górniczej przez hutniczą, energetyczną, motoryzacyjną, finansową, aż po uczelnie wyższe oraz małe rodzinne przedsiębiorstwa.

Wśród pracodawców tworzących PPE są zarówno kilkuosobowe firmy, jak i duże przedsiębiorstwa, zatrudniające po kilka tysięcy pracowników. Pracodawca tworzący PPE może zaoferować przystąpienie do niego każdemu pracownikowi zatrudnionemu na podstawie umowy o pracę nie krócej niż trzy miesiące, który nie ukończył 70. roku życia. Pracodawca co miesiąc wpłaca takiemu pracownikowi składkę w wysokości nie większej niż 7 proc. wynagrodzenia.

Składki te są zarządzane przez instytucję finansową. Może to być towarzystwo funduszy inwestycyjnych, towarzystwo ubezpieczeń, pracowniczy fundusz emerytalny lub zarządzający zagraniczny.

Pracownik, jeżeli chce, może też odkładać dodatkowe środki w PPE – tzw. składkę dodatkową. Jej limit jest całkiem pokaźny i na ten rok wynosi dokładnie 21 442,50 zł. Pracownik może wypłacić te środki, gdy osiągnie 60 lat lub gdy ukończy 55 lat i jednocześnie będzie miał prawo do wcześniejszej emerytury.

Jeśli firma prowadzi pracowniczy program emerytalny oraz nalicza i odprowadza składki podstawowe do PPE w wysokości co najmniej 3,5 proc. dla min. 25 proc. osób zatrudnionych, to nie będzie musiała zakładać pracowniczego planu kapitałowego, który już niebawem będzie obowiązkowy dla wszystkich pracodawców.

Nowy system oszczędzania

Od lipca zaczną być stopniowo wdrażane pracownicze plany kapitałowe, które mają wesprzeć prywatne długoterminowe oszczędzanie na emeryturę. System będzie współfinansowany przez pracowników, podmioty zatrudniające oraz w części przez państwo.

Zakładanie PPK będzie obowiązkiem pracodawców. Gromadzenie oszczędności w PPK jest dobrowolne.

Jeżeli sami oszczędzamy, to mamy tyle, ile odłożyliśmy z naszego wynagrodzenia. Korzystniej jest w PPK. W uproszczeniu: do każdej złotówki odłożonej przez pracownika drugą co miesiąc dokłada pracodawca, a państwo dodaje dopłatę roczną. W ten sposób pracownik odkładający kapitał na swoim koncie PPK gromadzi dwukrotnie wyższą kwotę, która na bieżąco jest profesjonalnie inwestowana. Z udziału w PPK pracownik może zrezygnować zarówno na etapie tworzenia programu w miejscu pracy, jak i w każdym dowolnym momencie w przyszłości – konto pracownika w PPK jest w pełni prywatne, a zgromadzone środki podlegają dziedziczeniu.

Wpłaty na konto PPK będą pochodzić z trzech źródeł: od pracodawcy, pracownika i państwa. Zarówno w przypadku wpłat pracownika, jak i pracodawcy ich wysokość będzie naliczana procentowo od wysokości wynagrodzenia stanowiącego podstawę wymiaru składek na ubezpieczenie emerytalne i rentowe. Pracownik, który zdecyduje się na oszczędzanie w PPK, będzie odkładał co najmniej 2 proc. wynagrodzenia, a pracodawca dopłacał 1,5 proc. Jeżeli pracownik zdecyduje się pozostać w programie, proporcjonalnie do jego składki pracodawca i rząd dołożą swoją część. Dopłaty ze strony państwa będą następujące: jednorazowa składka powitalna wyniesie 250 zł, a coroczna wpłata 240 zł. Możliwe będzie podniesienie wpłat – ze strony pracownika do maksymalnie 4 proc., a ze strony pracodawcy o 2,5 proc. Łączna minimalna odprowadzana składka może zatem wynieść 3,5 proc. (2 proc. pracownik + 1,5 proc. pracodawca), a maksymalna 8 proc.

Pierwsze PPK zostaną uruchomione w największych firmach, które zatrudniają co najmniej 250 osób. To niemal 3,5 tys. podmiotów zatrudniających ponad 3 mln osób. W kolejnych krokach do PPK stopniowo będą włączane coraz mniejsze firmy i instytucje: od 1 stycznia 2020 r. podmioty zatrudniające co najmniej 50 osób, od 1 lipca 2020 r. podmioty zatrudniające co najmniej 20 osób, od 1 stycznia 2021 r. pozostałe podmioty oraz osoby zatrudnione w jednostkach sektora finansów publicznych.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA