fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Front Narodowy idzie po władzę

Marine Le Pen startuje z regionu Nord-Pas-de-Calais Pikardia. Powinna bez trudu odnieść sukces
AFP
Marine Le Pen może zdobyć 4 z 13 regionów w nadchodzących wyborach. Wtedy przestanie być pariasem.

Opublikowany właśnie sondaż BVA jest po prostu przerażający. Wynika z niego, że 43 proc. wyborców w regionie Prowansja-Alpy-Lazurowe Wybrzeże chce oddać swój głos na skrajną prawicę. Wynik FN w Nord-Pas-de-Calais Pikardia na drugim końcu kraju to 44 proc. W obu przypadkach Front Narodowy jest absolutnym zwycięzcą.

Ale na tym nie koniec. W Burgundii Le Pen może liczyć na 35 proc. poparcia, tyle samo co Republikanie, czyli tradycyjna prawica. W Langwedocji-Roussillon-Pireneje Front (35 proc.) ustępuje ugrupowaniu kierowanemu przez Nicolasa Sarkozy'ego (39 proc.), ale przecież w niewielkim stopniu. Podobnie jak w Normandii, gdzie Le Pen może liczyć na 33 proc. głosów, zaledwie o 1 pkt procentowy mniej, niż otrzymają Republikanie.

Zamachy i bezrobocie

Kalendarz wyborczy dla skrajnej prawicy jest znakomity. Pierwsza tura wyborów odbędzie się w tę niedzielę, równo trzy tygodnie po zamachach terrorystycznych w Paryżu. Dla wielu Francuzów oznaczają zaś one jedno: obecna ekipa nie jest w stanie zapewnić bezpieczeństwa kraju, konieczne są radykalne kroki, takie jak proponuje Marine Le Pen.

Ale jest też powód drugi sukcesu FN: wysokie bezrobocie. W czwartek instytut statystyczny INSEE opublikował dane, z których wynika, że bez pracy jest już niemal 3 mln Francuzów, 10,6 proc. osób w wieku produkcyjnym. To najwięcej od 18 lat i aż o 300 tys. więcej niż gdy w maju 2012 roku do Pałacu Elizejskiego wprowadzał się Francois Hollande pod hasłem przełamania marazmu na rynku pracy.

– Czuję autentyczną dynamikę, prawdziwy entuzjazm. Możemy zdobyć cztery, może nawet pięć regionów – mówiła zaraz po opublikowaniu tych danych Marine Le Pen w radiu Europe 1. Choć przyznała: Są pewne elementy, których nie kontrolujemy. Wybory nigdy nie są wygrane, zanim ludzie nie oddadzą głosu.

I rzeczywiście, jedno może jeszcze zagrodzić drogę FN do władzy w regionach: sojusz Republikanów i socjalistów. Gdyby zwarli szyki i wycofali tego kandydata jednej z partii, który jest najsłabszy, mogliby odnieść sukces. Tyle że to byłaby strategia zabójcza. Marine Le Pen od lat przekonuje bowiem wyborców, że jest jedyną alternatywą dla „zgranych" partii „republikańskich". Teraz jej prognoza by się spełniła.

– Już teraz głosowanie na Front to dla milionów Francuzów jedyny sposób, aby pokazać, że mają wszystkiego dość, zaprotestować. Sondaże pokazują, że 89 proc. respondentów nie ufa żadnej z partii u władzy. Francuzi obawiają się dziś wszystkiego: utraty pracy, utraty tożsamości z powodu imigracji, konkurencji w globalnym świecie, terrorystów, nawet polskiego hydraulika. Dzięki tej atmosferze powszechnego niepokoju Front Narodowy kwitnie – mówi „Rz" Jean-Thomas Lesueur, ekspert paryskiego instytutu Thomasa More'a.

Po zeszłorocznych wyborach lokalnych Front zdobył kilkanaście gmin, w tym słynny kurort Frejus nad Morzem Śródziemnym. Ale przejęcie władzy w kilku regionach oznaczałoby fundamentalny etap w procesie legitymizacji skrajnej prawicy. W strukturach władz regionalnych Nord-Pas-de-Calais pracuje na przykład 6 tys. urzędników, którzy mają istotny wpływ na szkolnictwo, służbę zdrowia, policję. Przejęcie takiego aparatu administracyjnego okazałoby się trampoliną dla decydującej rozgrywki: o Pałac Elizejski w 2017 r.

W obszernym wywiadzie, jakiego udzieliła w kwietniu „Rz", Marine Le Pen zapowiadała rewolucyjne zmiany, jeśli dojdzie do władzy. Mówiła w szczególności o wyjściu Francji ze strefy euro, nałożeniu ceł, przywróceniu kontroli na granicy. To w praktyce oznaczałoby wyjście kraju z Unii i rozpad samej Wspólnoty.

Ale od tego czasu liderka FN wyraźnie stępiła ostrze swojego programu. W sprawach europejskich zapowiada na przykład teraz, że „pójdzie śladami Brytyjczyków" i zorganizuje referendum w sprawie członkostwa kraju w Unii. I jeśli większość Francuzów opowie się za pozostaniem we Wspólnocie (jak wskazują sondaże), podporządkuje się tej opinii. Ta zmiana programu także w ogromnym stopniu tłumaczy sukces Frontu Narodowego.

– Trudno już mówić o skrajnej prawicy, to raczej partia socjalna, etatystyczna, walcząca o narodową tożsamość – mówi Lesueur.

Walka siostrzenicy z ciotką

Nie przez przypadek mapa poparcia dla Frontu Narodowego w znacznym stopniu pokrywa się z regionami kraju, gdzie jest najwyższe bezrobocie. Wbrew unijnym regulacjom Marine Le Pen chce wprowadzić zasadę „preferencji narodowych": praca czy zamówienia publiczne byłyby w pierwszej kolejności przyznawane „rodzimym" Francuzom. Dziś równy do nich dostęp mają obywatele i firmy z całej Unii.

– O Froncie Narodowym mówi się, że to „partia zdeklasowanych białasów", Francuzów, którzy obwiniają globalizację o to, że nie mają pracy lub że mogą ją stracić – uważa ekspert Instytutu Thomasa More'a.

Ale sukces w wyborach regionalnych to także dla Marine Le Pen pułapka. Ona sama startuje na północy kraju, regionie upadłego przemysłu ciężkiego, gdzie ewolucja Frontu Narodowego z partii skrajnej prawicy ku ugrupowaniu o nastawieniu socjalnym jest przyjmowane z entuzjazmem. Ale na południu, w Prowansji, Front popierają całkiem inni ludzie: zamożni emeryci, klasa średnia, której grozi upadek. Dlatego tutaj kandyduje siostrzenica Marine, 25-letnia Marion Marechal Le Pen, której blisko do tradycyjnych haseł jej dziadka i założyciela FN Jeana-Marie Le Pena.

– Front jest nazywany we Francji „firmą". To saga rodzinna, w ramach której córka dobiła już ojca (Jean-Marie został wykluczony z partii), ale teraz siostrzenica może zabić ciotkę – przewiduje Lesueur.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA