Najważniejsze państwo Unii Europejskiej przez najbliższe tygodnie będzie skupione samo na sobie. Scena polityczna jeszcze nie okrzepła po wstrząsie, jakim były znakomite wyniki we wschodnich landach izolowanej przez innych, skrajnie prawicowej Alternatywy dla Niemiec w wyborach we wrześniu i październiku, a teraz rozhuśtały ją jeszcze zmiany w najwyższych władzach u socjaldemokratów.
W sobotę wieczorem poznaliśmy wyniki długiego procesu wyborczego w SPD, który ciągnął się od lata. Członkowie partii w jego ostatniej rundzie wybrali na nowych szefów polityków lewego skrzydła. To ono jest najbardziej niezadowolone z roli mniejszego partnera CDU w rządzie federalnym, z katastrofalnych wyników partii w różnych tegorocznych wyborach, w tym do Parlamentu Europejskiego (15,8 proc., w poprzednich wyborach 27,3 proc.), oraz z notowań w sondażach (ostatnio 14–15 proc., co sytuuje SPD wśród partii co najwyżej średnich, a uważała się ona za wielką, skierowaną do wszystkich klas społecznych i pokoleń o dużej rozpiętości poglądów – w Niemczech istnieje na to specjalna nazwa, Volkspartei).