fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Rosja: Budowanie żelaznej kurtyny

Bezpieczny jak Putin. Prezydent Rosji w swojej podmoskiewskiej rezydencji w Nowo-Ogariowie
AFP
Rosyjski prezydent ma już zapewnioną przyszłość. Po odejściu na emeryturę będzie dożywotnio senatorem i otrzyma pełny immunitet. Teraz parlament debatuje nad sześcioma ustawami, które przykręcą śrubę całemu społeczeństwu.

– Nigdy mi do głowy nie przyszło, że słynną frazę gribojedowskiego pułkownika Skałozuba (z utworu „Mądremu biada" – red.) „Kaprala dam wam za Woltera" będzie można tak dokładnie zrealizować, jak zamierzają to obecnie nasi parlamentarzyści – stwierdził zaskoczony rosyjski ekonomista Dmitrij Trawin.

Zgodnie z projektami ustaw przyjmowanymi obecnie w Dumie za „agenta zagranicznego" będzie można uznać każdą osobę, która otrzymuje pieniądze zza granicy. Ustawodawcy przezornie wyłączyli z tej kategorii dyplomatów pracujących w Rosji i korespondentów zagranicznych, ale już nie menedżerów czy pracowników korporacji. W sumie nawet studenci, którzy uczyli się za zagraniczne granty, zostaną obecnie „agentami".

– Pracownik Google'a czy student, który dostał zagraniczne stypendium, mogą być uznani za „zagranicznych agentów" jeśli podejmą się publicznej działalności społecznej czy politycznej – tłumaczy zawiłości nowych ustaw obrońca praw człowieka Lew Ponomariow. A obywatele uznani za agentów będą mieli ograniczone bierne prawo wyborcze czy obowiązek co pół roku składania sprawozdań finansowych w Ministerstwie Sprawiedliwości.

Prawdopodobnie parlament będzie musiał coś z tym jeszcze zrobić, bowiem znaczną część dzieci własnej elity władzy ograniczy w ten sposób w prawach obywatelskich (każdy urzędnik wyższego szczebla stara się bowiem swoje potomstwo wysłać na studia za granicą, na przykład rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow).

Jednocześnie wprowadzono inne ograniczenia. Na przykład kolejkę, w której często ustawiali się na ulicy aktywiści w Moskwie, by odbyć dozwoloną przez prawo „pojedynczą pikietę", również uznano za demonstrację.

– Władze nie mają innych sposobów zwalczania narastających nastrojów sprzeciwu, jak tylko ogłosić wszystkich niezadowolonych „zagranicznymi agentami" – sądzi rosyjski politolog Abbas Galiamow.

Parlamentarzyści dobrali się też kolejny raz do internetu. Za „ograniczanie konstytucyjnego prawa obywateli Rosji do wolności słowa" grożą zablokowaniem Youtube'a, Twittera i Facebooka. Rosyjscy politycy oskarżyli ich o wprowadzenie cenzury, gdyż propagandowa telewizja Russia Today, ale też telewizyjny propagandysta Władimir Sołowiow zbierają na nich zbyt małą – ich zdaniem – widownię. Sołowiow przegrywa w popularności z opozycjonistą Aleksiejem Nawalnym i jego nagraniami, co Kreml złości niepomiernie.

– Popatrzyłem sobie, ile razy do tej pory Youtube był wpisany przez władze do rejestru zakazanych stron internetowych i naliczyłem 920 notatek – zauważył ironicznie szef rosyjskiego Stowarzyszenia Obrony Internetu Michaił Klimariow.

– Obecnie blokada Youtube'a grozi tym, że niezadowolonych będzie nie 15 proc. ludności (Rosji), ale równo połowa. Zamkną im ich podstawowe źródło informacji, ale też mamy pandemię, wielu pracuje zdalnie. A Youtube to jedno z poważnych źródeł zarobków: nie tylko blogerów, ale i sieci sklepów czy szkół wyższych. Nie sądzę, by pozbawienie ich pieniędzy komuś wyszło na dobre – tłumaczył, dlaczego władze nie ruszą internetu.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA