fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Sejmowa komisja ds. deregulacji nie zbiera się od miesięcy

Szefem Komisji Nadzwyczajnej ds. deregulacji jest Wojciech Murdzek, poseł Klubu PiS, związany z Porozumieniem Jarosława Gowina.
Fotorzepa/ Bartosz Jankowski
Organ mający usuwać zawiłości prawne nie zebrał się od siedmiu miesięcy. Zdaniem opozycji powstał, by omijać procedury w Sejmie.

– To mnożenie bytów i marnotrawienie pieniędzy – mówi poseł Paweł Kobyliński z PO–KO. W ten sposób komentuje wstrzymanie prac komisji, którą powołano w celu ułatwienia życia przedsiębiorcom.

Chodzi o komisję nadzwyczajną do spraw deregulacji, która powstała z przytupem w czerwcu 2016 roku. – Zakres działań będzie bardzo pojemny, choć oczywiście główne akcenty położymy na gospodarkę – zapowiadał szef komisji Wojciech Murdzek, poseł Klubu PiS, związany z Porozumieniem Jarosława Gowina.

Nie ukrywał, że inicjatorem komisji był właśnie Gowin, który za rządów PO jako minister sprawiedliwości rozpoczął prace nad ułatwieniem dostępu do zawodów. W mediach zaczęły pojawiać się porównania do innej komisji: „Przyjazne państwo", z kadencji w latach 2007–2011, na której czele stał Janusz Palikot.

Nowo powołane gremium już w lipcu 2016 roku wzięło się do pracy i odbyło w sumie 37 posiedzeń. Pracowało m.in. nad konstytucją dla biznesu, pakietem pięciu ustaw, będących oczkiem w głowie premiera Mateusza Morawieckiego. Ostatnie posiedzenie odbyło się 5 grudnia i dotyczyło zaopiniowania zmian w ustawie o ograniczeniu handlu w niedzielę.

Od tamtego czasu komisja się nie zebrała i nie zaplanowano kolejnych posiedzeń. Powód? Wojciech Murdzek zapewnia, że komisja jest gotowa do prac, po prostu projektów nie kieruje do niej Prezydium Sejmu. – Niestety, nie mamy wpływu na decyzje prezydium – zaznacza.

Inaczej powody zastoju widzi opozycja. – Ustawy, którymi zajmowała się dotąd komisja, mogły trafić do Komisji Gospodarki i Rozwoju. Problem w tym, że szefem tej komisji jest poseł opozycji Jerzy Meysztowicz. Wygląda na to, że komisja powstała tylko po to, by móc obchodzić komisję Meysztowicza – mówi Paweł Kobyliński.

Jego zdaniem dotyczyło to już pierwszego projektu, którym się zajmowała, czyli słynnej ustawy „Apteka dla aptekarza". Kontrowersyjna propozycja wprowadziła ograniczenia geograficzno-demograficzne dotyczące aptek i zasadę, że będą mogli zakładać je wyłącznie farmaceuci. – To była ustawa typowo regulacyjna, więc skierowanie jej do komisji zajmującej się deregulacją to absurd – dodaje Kobyliński.

Zastojem w pracy komisji zaniepokojona jest też jej była członkini Joanna Mihułka z koła Teraz! (do niedawna używająca nazwiska Schmidt). – Na początku zakładałam dobrą wolę rządzących. Komisja szybko okazała się jednak PR-owską przykrywką dla pozornych działań PiS – mówi.

Zauważa, że słowo „deregulacja" często pojawia się w retoryce polityków PiS. Jednak jej zdaniem rzeczywistych działań jest niewiele. – Komisja po prostu nie ma czym się zajmować – podkreśla.

Z tezą, że usuwanie barier dla przedsiębiorców nie jest głównym priorytetem rządu, zgadza się Cezary Kaźmierczak, prezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców. Jednak jego zdaniem nie to jest powodem zastoju w pracach komisji do spraw deregulacji. – Po pierwsze, obszar usuwania barier dla biznesu zawłaszczyła minister przedsiębiorczości Jadwiga Emilewicz. Po drugie, komisja, wbrew temu, co mówi opozycja, mocno broniła rynku przed ustawą „Apteka dla aptekarza". Być może dlatego przestano kierować do niej kolejne projekty – dodaje Kaźmierczak.

Nasi rozmówcy zauważają, że Wojciech Murdzek w połowie 2018 roku wszedł w skład komisji śledczej ds. VAT, co mogło obniżyć jego aktywność jako szefa komisji do spraw deregulacji. On sam twierdzi, że to ostatnie gremium może jednak jeszcze odżyć. – Do komisji może trafić rządowa nowelizacja prawa zamówień publicznych. Jeśli tak się stanie, czeka nas kolosalna praca – zapowiada.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA