Reklama

Hakerzy w skrzynkach posłów. Niektórzy dopiero się dowiadują

„Wysokie prawdopodobieństwo, że osoby trzecie mogły uzyskać dane logowania do twojej skrzynki” – pisma tej treści dostało już 150 osób publicznych.

Aktualizacja: 22.06.2021 06:04 Publikacja: 21.06.2021 18:48

Michał Dworczyk, szef KPRM, od którego zaczęła się „afera e-mailowa" zdradził że „zostały przejęte s

Michał Dworczyk, szef KPRM, od którego zaczęła się „afera e-mailowa" zdradził że „zostały przejęte skrzynki i media społecznościowe kilku osób".

Foto: Fotorzepa/ Jerzy Dudek

Afera e-mailowa zrobiła spore wrażenie na opinii publicznej. Według najnowszego sondażu IBRiS 62 proc. badanych wie o tym wydarzeniu i prawidłowo wskazuje, na czym polegało. W grupie tej oceny skutków wycieku e-maili są surowe: 36,2 proc. uważa, że ta sprawa zagraża bezpieczeństwu państwa, 26,3 proc. twierdzi, że obnaża to niekompetencję służb specjalnych, a 15,5, że „odsłania wstydliwe kulisy pracy rządu".

Tylko 10,2 proc. uważa, że to „mało znaczący incydent". Jak można się było spodziewać, nieco inaczej wyglądają opinie wśród wyborców PiS/ZP. 37 proc. uważa, że afera e-mailowa zagraża bezpieczeństwu, 26 proc. uznaje ją za mało istotny incydent, 13 proc. twierdzi, że obnaża niekompetencję służb, a tylko 3 proc. wskazuje na wstydliwe kulisy pracy rządu.

Foto: Rzeczpospolita

Policja wręcza pisma

A afera e-mailowa zatacza coraz szersze kręgi. ABW i SKW ustaliły, że ofiarą ataku cybernetycznego w ostatnim czasie mogło paść co najmniej 150 osób publicznych – to urzędnicy, ministrowie, posłowie i senatorowie wszystkich opcji politycznych. Wielu z nich nie miało o tym pojęcia, dowiadują się dopiero teraz z pisma, które wręcza im policja w miejscu zamieszkania.

W piśmie firmowanym przez CERT NASK (zespół reagowania na incydenty w sieci), które osoby z listy dostają poprzez policję, jest informacja o „wysokim prawdopodobieństwie", że „osoby trzecie mogły uzyskać dane do twojej skrzynki".

Reklama
Reklama

– Jest podana również nazwa konta oraz podpięty dwustronicowy instruktaż, w jaki sposób należy zabezpieczyć swoją skrzynkę e-mailową, czyli wprowadzić uwierzytelnienie dwuetapowe – mówi nam jeden z polityków mający konto na WP.pl, który otrzymał takie pismo. Podobnie jak posłanka KO, która także tym sposobem dowiedziała się, że jej konto mogło zostać zaatakowane, a dane z poczty wykradzione. W piśmie dostarczanym przez policjantów są również wskazówki, na jaki numer infolinii i adres e-mailowy należy zgłaszać potencjalne incydenty. W CERT utworzono specjalną skrzynkę z nazwą „vip" do zgłaszania problemów z pocztą.

Włamania nie było

Portal WP.pl zapewnia nas, że nie było żadnego włamania na serwery poczty WP. „Insynuacje, jakoby kiedykolwiek w historii miało dojść do jakichkolwiek włamań do systemów pocztowych WP, są całkowicie nieprawdziwe. Kategorycznie sprzeciwiamy się kolejnej próbie przerzucenia odpowiedzialności za niefrasobliwość polityków na operatorów systemów poczty elektronicznej" – napisał do nas Michał Siegieda, rzecznik WP. To prawda, bo jak udało nam się ustalić, na liście ok. 150 osób mają być nie tylko użytkownicy tej poczty, ale również innych w popularnych serwisach informacyjnych. Jeden z ekspertów z rządowej instytucji od cyberbezpieczeństwa podkreśla: – Skrzynki w darmowych serwisach są na tyle bezpieczne, na ile bezpieczeństwo zapewniają ich właściciele. Chodziło raczej o jakość zabezpieczeń, a nie o to, kto, gdzie miał swoją pocztę – zaznacza.

Wątpliwa wina Rosji

Michał Dworczyk, szef KPRM, od którego zaczęła się afera e-mailowa w poniedziałkowym wywiadzie we „Wprost" zdradził, że „kilka dni temu zostały przejęte – choć może stało się to wcześniej, tylko o tym nie wiedzieliśmy – skrzynki i media społecznościowe kilku osób".

W tym gronie jest Rafał Dzięciołowski, prezes Fundacji Solidarności Międzynarodowej (wspiera niezależne media na Białorusi) oraz poseł Ewa Szymańska z PiS.

Są jednak wątpliwości, czy na pewno afera e-mailowa ministra Dworczyka wiąże się z atakami na konta innych polityków oraz osób publicznych – jak wskazują wicepremier i koordynator ds. bezpieczeństwa Jarosław Kaczyński i polskie służby. A także, czy na pewno jest to sprawka Rosji (jak w poniedziałek informowała „Rz", Telegram do tego stopnia chce chronić swoich użytkowników, że nie trzyma ich danych w bazie). Takie wątpliwości mają nawet politycy PiS, nie tylko eksperci.

– Oczekiwałbym, aby najpierw przedstawiono fakty, a potem je interpretowano. Na razie mamy tylko interpretacje – mówił wczoraj w TVN24 płk Grzegorz Małecki, były szef Agencji Wywiadu, który wskazywał, że przyjęta narracja sprzyja kryzysowi obozu rządzącego – opinia publiczna dostała informację o ataku z Rosji, co przykryło kwestię przesyłania przez Dworczyka wrażliwych materiałów ze służbowej skrzynki na prywatną i łamania elementarnych zasad bezpieczeństwa.

Reklama
Reklama

Czy warszawska prokuratura połączy śledztwo w sprawie ataku na Michała Dworczyka z podobnymi atakami na inne osoby publiczne?

– Na obecnym etapie prokuratura nie udziela żadnych informacji o sprawie – ucina pytania o to prok. Aleksandra Skrzyniarz, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Warszawie.

Policja
Nietykalna sierżant „Doris”. Drugie życie tajnej policjantki
Polityka
Były wiceminister z PiS szokuje: „Polska finansuje terroryzm”
Polityka
Polska 2050 wybiera przewodniczącego. Ryszard Petru ujawnił wyniki
Polityka
Donald Tusk odpowiada na deklarację Jarosława Kaczyńskiego. „Bez Brauna? Nie ma szans”
Polityka
Czy Donald Trump weźmie Grenlandię siłą? Były wiceszef MSZ ma wątpliwości
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama