fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Amber Gold

Amber Gold. Dowodów na zaniedbania ze strony polityków PO nie znaleziono

Na aferze Amber Gold straciło oszczędności 19 tys. osób, wyprowadzonych zostało 850 mln zł należących do klientów
Fotorzepa, Piotr Wittman
22 osoby z zarzutami w jednej z największych afer III RP – Amber Gold. Dowodów na zaniedbania ze strony polityków Platformy Obywatelskiej nie znaleziono.

Sejmowa Komisja śledcza ds. Amber Gold skierowała (w latach 2016–2019) do organów ścigania zawiadomienia o możliwości popełnienia przestępstwa wobec 29 osób, a także dodatkowo pracowników banku BGŻ. „Była to największa, rekordowa liczba zawiadomień spośród wszystkich komisji śledczych od 1999 r." – zaznaczają posłanka Małgorzata Wassermann, była przewodnicząca komisji, oraz jej wiceszef poseł Jarosław Krajewski. I pytają w interpelacji o efekty tych doniesień.

Jak się okazuje, dotąd 22 osobom prokuratury w kraju postawiły zarzuty, a niektóre zostały już skazane. Najgłośniejszy wyrok na Marcina P., byłego prezesa spółki, na 15 lat więzienia za wielkiego rozmiaru oszustwo został zaskarżony w apelacji – prokuratura żąda dla niego 25 lat. A dla jego żony Katarzyny (skazanej na 12,5 roku) domaga się 15 lat.

Ta jedna z największych afer gospodarczych wybuchła w 2014 r. Działająca na zasadzie piramidy finansowej Amber Gold na tzw. lokaty w złoto naciągnęła 19 tys. klientów – stracili 850 mln zł. Sprawa obciąża rząd PO–PSL, jednak tego, czy i kto z polityków roztaczał nad Marcinem P. parasol ochronny, przez co mimo ciążących na nim wyroków, założył i rozwinął Amber Gold – ani sejmowa komisja śledcza, ani prokuratura nie ustaliły.

Kto jest w gronie 22 osób z zarzutami?

Między innymi Maciej W., były naczelnik wydziału do walki z przestępczością gospodarczą Komendy Wojewódzkiej Policji w Gdańsku, oraz specjalistka z tego wydziału.

Ponadto sześć osób, w tym były prezes, wiceprezes i była dyrektor Urzędu Lotnictwa Cywilnego, oraz trzej pracownicy gdańskiej skarbówki, m.in. za zaniedbania podatkowe wobec spółki Marcina P.

Zarzuty prania brudnych pieniędzy usłyszał z kolei adwokat Łukasz D. oraz Danuta J.-P – teściowa prezesa Amber Gold. Do sądu został skierowany akt oskarżenia przeciwko prokurator Barbarze K. z gdańskiej prokuratury rejonowej, która jako pierwsza – wyjątkowo nieudolnie i opieszale – prowadziła śledztwo w sprawie Amber Gold, które ostatecznie umorzyła, czym rażąco zaniedbała swoje obowiązki. „W ciągu prawie trzech lat, gdy Barbara K. prowadziła i nadzorowała śledztwo w sprawie Amber Gold, spółka zawarła około 50 tysięcy transakcji dotyczących tzw. lokat w złoto o wartości ponad 800 milionów złotych – podawała Prokuratura Krajowa. Marcin P. był wcześniej wielokrotnie skazywany za nadużycia finansowe.

Prokurator zlekceważyła ostrzeżenie KNF, że Marcin P. bez zezwolenia gromadzi środki klientów, i że Amber Gold może być oszustwem. Jej proces ma poprowadzić sąd w Elblągu.

Zarzuty karne postawiono też osobom ze spółek grupy OLT: m.in. z zarządu OLT Express oraz OLT Express Regional (np. Jackowi Ł. – prezesowi zarządu OLT Express Regional – i Andrzejowi D. z zarządu tej spółki).

„Wskutek m.in. agresywnej ekspansji linii lotniczych OLT Express i nieuczciwej konkurencji Polskie Linie Lotnicze LOT zostały doprowadzone niemal na skraj upadłości. W tym czasie rząd premiera Donalda Tuska, zamiast ratować narodowego przewoźnika, bardzo poważnie przygotowywał prywatyzację LOT-u. W ocenie komisji śledczej powstanie i ekspansja Grupy Amber Gold były wynikiem słabości państwa, dysfunkcjonalności organów stojących na straży praworządności i wymiaru sprawiedliwości, systemowych luk prawnych, bierności i pobłażliwości aparatu urzędniczego, a także braku stosowania przepisów prawa przez organy władzy publicznej" – piszą Wassermann i Krajewski w interpelacji.

Z precyzyjnie opisanego scenariusza wyprowadzenia 850 mln zł należących do klientów AG wyłania się – jak podawała „Rz", opisując raport komisji śledczej – degrengolada państwa i jego służb, które przymykały oko na działania wielokrotnego oszusta, dopuszczając do strat oszczędności 19 tys. osób. Jednak PiS nie znalazł bomby, która miała wysadzić Donalda Tuska. Nie udało się także dopaść syna byłego premiera, który pracował dla jednej ze spółek Marcina P.

Prokuratura i Komisja nie ustaliły, czy ktoś kierował Marcinem P., skąd miał środki na założenie AG. Od sierpnia 2012 r. przebywa w areszcie. Gdyby sąd utrzymał wyrok 15 lat więzienia mógłby starać o przedterminowe wyjście na wolność.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA