fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Europa i Chiny ochronią klimat

Europejsko-chińskie zbliżenie. Szef Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker i premier ChRL Li Keqiang spotkali się w lipcu 2016 roku.
AFP
UE i ChRL chcą wspólnie walczyć ze zmianami klimatycznymi i będą w tym pomagać innym. Nawet bez USA.

Donald Trump miał w czwartek ogłosić, że Stany Zjednoczone wycofają się z porozumienia paryskiego, uzgodnionego w 2015 roku. Przewiduje ono, że kraje będą działały na rzecz ograniczenia wzrostu emisji gazów cieplarnianych nie wyższego niż 1,5 proc. w porównaniu z czasami przedprzemysłowymi. Jednak inni wielcy truciciele nie chcą wykorzystać tej okazji. Wręcz przeciwnie. Indie już zapowiedziały, że nie dołączą do USA, a Unia Europejska i Chiny w piątek na dwustronnym szczycie w Brukseli zadeklarują, że będą walczyć ze zmianą klimatyczną. I że pomogą również krajom biedniejszym w dekarbonizacji ich gospodarki.

– Postawa Trumpa jest nacechowana ideologią. Bo wyjście USA z tego porozumienia nic nie zmienia w gospodarce amerykańskiej. Dekarbonizacja i tak się tam dokonuje dzięki wielkim złożom gazu łupkowego oraz spadającym cenom energii odnawialnej. Tego nie da się odwrócić – mówi „Rzeczpospolitej" Simone Tagliapietra, ekspert think tanku Bruegel. Natomiast decyzja Trumpa mogłaby wywołać efekt domina i inne strony porozumienia też mogłyby uznać, że nie warto w nim uczestniczyć. To jednak prawdopodobnie nie nastąpi dzięki zdecydowanej postawie UE, Chin i Indii. Przede wszystkim liczy się postawa Chin, największego dziś truciciela, oraz gotowość pomocy dla innych biedniejszych krajów.

W klimacie UE i Chinom jest zdecydowanie po drodze. W Chinach w tej sprawie dokonała się gigantyczna zmiana w ostatnich latach. Jak mówi „Rz" Ian Bond, ekspert Centre for European Reform, jeszcze niedawno Pekin oskarżał Zachód o hipokryzję. Oto świat uprzemysłowiony zatruł planetę, żeby rozwinąć swoje gospodarki, a teraz, gdy kraje biedniejsze chcą się rozwijać, to stosuje się argument zmiany klimatycznej.

Jednak ten argument już nie działa w samych Chinach. Zanieczyszczenie powietrza skraca życie setkom tysięcy ludzi i gdyby Pekin nie zareagował, mogłoby dojść do rewolucji społecznej. Poza tym, jak zauważa Bond: „Przywódcy komunistyczni też muszą czymś oddychać".

Zbliżenie UE i Chin to częściowo zasługa Trumpa, który zmienia amerykański kurs nie tylko w sprawie zmiany klimatycznej, ale również handlu międzynarodowego.

– Od 30 lat neguje porządek międzynarodowy oparty na wolnym handlu. Unia i Chiny mają wspólny interes, żeby ten porządek utrzymać – mówi Ian Bond. Jednak w handlu przeszkód jest więcej. Europejskim firmom trudno robić interesy w Chinach, bo są tam dyskryminowane w porównaniu z lokalnym biznesem. Ich inwestycje nie są odpowiednio chronione, w co wchodzi też własność intelektualna. O tym też będzie mowa na szczycie UE–Chiny.

Poza tym Chiny stosują dumping i zalewają Unię dotowaną stalą, której produkują u siebie zbyt dużo. A nie mogą przestać, bo będą miały problem ze znalezieniem innego zajęcia dla pracowników. Stąd zresztą pomysł Nowego Jedwabnego Szlaku, czyli inicjatywa „Jeden pas, jedna droga". Przewiduje on rozbudowę infrastruktury (dróg, połączeń kolejowych, portów, rurociągów) łączącej Chiny z krajami Azji Środkowej, Afryki, Bliskiego Wschodu i Europy. Ma on połączyć oddzielone od siebie rynki, ale byłby też okazją do wytworzenia popytu na chińskie surowce i zaoferowania kontraktów chińskim firmom. Pekin zaprasza do udziału Europę i część krajów jest zainteresowana. Jednak na poziomie unijnym pojawiają się pytania o równe warunki konkurencji i o ułatwienia dla europejskich inwestorów. Eksperci podkreślają natomiast, że sam projekt jest w interesie Europy.

– W Azji Środkowej nie ma infrastruktury transportowej. Jeśli powstanie, to te rynki zintegrują się z resztą świata i będzie to z korzyścią dla wszystkich – uważa Ian Bond.

Przy okazji szczytu UE–Chiny pojawia się pytanie o geopolityczne skutki nowego amerykańskiego kursu wobec Europy i Chin. Balazs Ujvari, ekspert instytutu Egmont w Brukseli, zauważa, że z pewnością Amerykanie będą blokowali jakiekolwiek propozycje zwiększenia wagi Chin czy innych krajów z grupy BRICS (Brazylia, Rosja, Indie, Chiny, Afryka Południowa) w międzynarodowych organizacjach, które ustalają światowy porządek polityczny i gospodarczy. Zdaniem eksperta Egmont może to doprowadzić do powstania nowych wielostronnych porozumień. – Unia będzie musiała wtedy poważnie się zastanowić, jak ma zareagować na ten nowy wielostronny system, który w głównym stopniu będzie uwzględniał ambicje Chin – mówi Ujvari. I nie będzie już w tej sprawie mogła liczyć na sojusz z Amerykanami.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA