fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Partie zadają sobie pytania, by przejąć polityczną inicjatywę

PO i PSL pytały PiS, PiS - PO, teraz partia Razem zadaje pytania Ryszardowi Petru.
PAP, Leszek Szymański
Po sukcesie akcji PiS „4 pytania" partie polityczne zadają kolejne. I to w bardzo różnych sprawach.

„Dziś chcemy dowiedzieć się jeszcze jednego: czy partia Petru w ogóle jest postępowa? Chcielibyśmy zadać Ryszardowi Petru cztery proste pytania" – tak zaczyna się opublikowany w internecie w dniu konwencji Nowoczesnej list partii Razem do Ryszarda Petru. Później padają cztery światopoglądowe pytania: o aborcję, pełną równość małżeństw, religię w szkole, wypowiedzenie konkordatu i równość wyznań. Do tekstu dołączono infografikę. To miało być wyprzedzające uderzenie w partię Petru, która zapowiadała, że na konwencji wróci do swoich liberalnych postulatów.

Komunikat do Nowoczesnej wpisuje się w nowy trend: partie zadają sobie niewygodne pytania, co ma spychać przeciwników do defensywy. To stało się najpowszechniej w ostatnich tygodniach stosowanym narzędziem politycznym.

Pytania Razem do Nowoczesnej nie były jedyne w ostatnich tygodniach. Wcześniej pytania do PiS zadało PSL, m.in. o podwójne dopłaty dla rolników, emerytury, zasadę „złotówka za złotówkę" w programie 500+. – Naszym celem było obnażenie hipokryzji PiS wobec polskiej wsi, która tym obietnicom zaufała – mówi nam Piotr Zgorzelski. Ludowcy zapowiadają, że będą pytać PiS o kolejne sprawy. – To będą sprawy społeczne, edukacja, obronność, służba zdrowia – mówi nam rzecznik PSL Jakub Stefaniak.

Okazuje się, że zadawanie pytań może też być wykorzystane jako przejście do politycznej kontrofensywy. Tego spróbowała Platforma, zadając PiS pytania, tym razem tylko trzy. W piątek 12 maja PO zapytała PiS o to, kiedy będzie list gończy za Wacławem Berczyńskim, ile milionów z budżetu dostaje ojciec Rydzyk i dlaczego rolnicy nie otrzymują dopłat. To wszystko były wtedy najważniejsze bieżące tematy dyskusji politycznej. – Nie zrezygnujemy z zadawania pytań dlatego, że zgodnie z polską konstytucją opozycja rozlicza rząd, a nie rząd rozlicza opozycję – mówił wtedy rzecznik PO Jan Grabiec.

Inicjatywa Platformy była próbą zmiany tematu na niekorzystny dla PiS. I podobny zamiar stał za jej pierwowzorem – akcją „4 pytania", które PiS zadał Platformie na dzień przed Marszem Wolności, który odbył się 6 maja.

W PiS panuje przekonanie, że jej rezultat przeszedł najśmielsze oczekiwania. Platforma przez wiele dni nie potrafiła znaleźć odpowiedzi na cztery proste pytania – o uchodźców, 500+, wiek emerytalny i likwidację CBA/IPN. Ostatecznie udało się partii rządzącej doprowadzić do sytuacji, w której PO w oczach komentatorów straciła dużo ze swojej wiarygodności, próbując modyfikować ton w sprawie uchodźców.

W tym przypadku odpowiedzi Platformy były równie ważne jak sam fakt zadawania pytań.

– Jeśli traktować politykę jako grę, to takie zadawanie pytań jest metodą wpisywania współgraczy we własny polityczny scenariusz. Partie próbują w ten sposób szachować się wzajemnie, wprowadzając do obiegu medialnego niekorzystne dla konkurencji sprawy i domagając się odpowiedzi – podsumowuje polityk PO.

Po sukcesie akcji PiS szybko znaleźli się naśladowcy. I wszystko wskazuje na to, że zadawanie pytań na stałe wpisze się w polityczny krajobraz.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA