Polityka

Prezydent Trump zrywa z Iranem

Grupa wzburzonych decyzją Trumpa irańskich posłów spaliła w środę amerykańską flagę
AFP
Porozumienie z Teheranem nadal działa. Paryż, Berlin i Londyn podejmują działania, aby tak pozostało.

Od wtorku USA nie są już stroną porozumienia atomowego z Iranem. Jak podkreślają amerykańskie media, decyzja prezydenta Donalda Trumpa o wycofaniu USA z porozumienia z Iranem jest wydarzeniem o nieprzewidywalnych skutkach.

Nie zmienia to faktu, że zawarte latem 2015 roku porozumienie z udziałem USA, Rosji, Chin, Wielkiej Brytanii, Francji i Niemiec, ograniczające zakres irańskiego programu atomowego, nadal obowiązuje. Decyzja Trumpa jeszcze niczego nie zmienia.

– Postępowanie Trumpa jest przejawem brutalnej Realpolitik, na przekór ostrzeżeniom sojuszników Ameryki w Europie, wskazujących na niebezpieczeństwo konfrontacji, a nawet wojny – analizował „New York Times". Na razie niewiele wskazuje na taki rozwój wydarzeń.

– Od teraz jest to porozumienie pomiędzy Iranem a pięcioma krajami. Zobaczymy, jaka będzie reakcja. Jeżeli okaże się, że możliwa jest współpraca z tymi krajami, możemy utrzymać porozumienie w mocy mimo wysiłków USA i Izraela – oświadczył prezydent Iranu Hasan Rouhani po decyzji Trumpa. Nie ma więc najmniejszych wątpliwości, że Teheran nie zamierza wykorzystać obecnej sytuacji i pójść w ślady USA, wypowiadając porozumienie. Nawet jeżeli w środę w parlamencie rozlegały się okrzyki „Śmierć Ameryce" w czasie palenia amerykańskiej flagi.

Jednak najwyższy przywódca Islamskiej Republiki Iranu ajatollah Ali Chamenei mówił tym samym językiem co prezydent Rouhani.

Wypowiedzenie porozumienia oznaczałoby reaktywację programu atomowego bynajmniej nie dla celów cywilnych. – Wiązałoby się to z ogromnym ryzykiem militarnej akcji Izraela przy aprobacie USA. Iran nie ma więc wyjścia, jak wynegocjować nowe porozumienie – mówi „Rzeczpospolitej" Nadim Shehadi, ekspert bostońskiej Fletcher School of Law and Diplomacy.

Jego zdaniem porozumienie z 2015 roku wynegocjowane przez prezydenta Obamę i jego sekretarza stanu Johna Kerry'ego dawało w gruncie rzeczy Iranowi carte blanche na ekspansję w rejonie Bliskiego Wschodu – w Syrii, Jemenie, Iraku i Libanie. Zaprzestanie tych działań, które Trump nazywa sponsoringiem terroru, będzie zapewne przedmiotem nowych negocjacji.

Mimo twardej retoryki Donald Trump ich nie wyklucza, mówiąc we wtorek wieczorem: „Faktem jest, że zapragną oni (przywódcy Iranu – przyp. red.) nowego trwałego porozumienia, z którego skorzysta Iran oraz jego obywatele".

– Jest czas na negocjacje. Wszystko zależy jednak od tego, czy Iran nie zmieni swego stanowiska prezentowanego przez prezydenta Rouhaniego. Innymi słowy, czy nie przeważy w przyszłości opinia irańskich skrajnych konserwatystów dążących do konfrontacji z USA – tłumaczy „Rzeczpospolitej" Dirk Zandee, ekspert ds. bezpieczeństwa holenderskiego think tanku Clingendael. Jak twierdzi, na to się jednak obecnie nie zanosi. Również na natychmiastowe wprowadzenie przez USA sankcji wobec Iranu, a tym bardziej wobec banków i firm innych państw, w tym z UE, utrzymujących kontakty z Iranem.

Jak twierdzi cytowany przez „Guardiana" Jack Straw, były szef brytyjskiej dyplomacji, nawet gdyby Waszyngton zdecydował się na objęcie sankcjami podmioty państw Unii, Bruksela może podjąć decyzję uznającą takie działania za pozbawione mocy prawnej. Podobnie było w 1996 roku, kiedy Europa zignorowała sankcje USA wobec Libii i Iranu. Przy tym porozumienie z Iranem nie jest traktatem w rozumieniu prawa międzynarodowego, lecz porozumieniem politycznym, co może być źródłem różnic w interpretacji.

– UE odpowie na decyzje Trumpa w sprawie Iranu i handlu na szczycie w Sofii w przyszłym tygodniu – zapowiedział Donald Tusk, przewodniczący Rady Europejskiej.

Unijni partnerzy USA nie kryją irytacji. Pierwszy uczynił to Emmanuel Macron, tweetując: „Francja, Niemcy i Zjednoczone Królestwo żałują decyzji USA. Zagrożony został proces nierozpowszechniania broni jądrowej". W środę rozmawiał na ten temat telefonicznie z prezydentem Rouhanim. Kanclerz Angela Merkel potwierdziła zamiar utrzymania w mocy porozumienia. Podobnie premier Theresa May. Niezadowolenie z decyzji Trumpa wyraził Pekin, Kreml nie żałował słów krytyki. W czwartek w Moskwie na ten temat prowadzić będzie rozmowy szef niemieckiej dyplomacji Heiko Maas.

– Polska nie jest częścią porozumienia, lecz monitorujemy rozwój sytuacji, pozostając w kontakcie z naszymi partnerami. USA i UE przyświeca ten sam cel w postaci niedopuszczenia do tego, aby Iran wszedł w posiadanie broni nuklearnej. Stany Zjednoczone wybrały inny środek do jego osiągnięcia – powiedział „Rzeczpospolitej" przedstawiciel MSZ dyr. Artur Lompart.

W amerykańskich mediach trwają spekulacje na temat motywacji Trumpa. Przeważa podgląd, że prezydent wypełnił po prostu wyborczą obietnicę, nie mając żadnego zapasowego planu B. W gruncie rzeczy Trumpowi chodzi o zniszczenie spuścizny Baracka Obamy, tak jak to zrobił z porozumieniem klimatycznym oraz reformą służby zdrowia.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL