fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Rosja: Kreml na wojnie z internetem

Grafitti z portretem Pawła Durowa na jednym z moskiewskich podwórek
By DENAMAX [CC BY-SA 4.0 (https://creativecommons.org/licenses/by-sa/4.0)], from Wikimedia Commons
Od dwóch dni rosyjskie władze bezskutecznie próbują zablokować popularny komunikator.

- Rosyjskie władze prowadzą walkę z postępem – stwierdził właściciel Telegramu Paweł Durow.

13 kwietnia sąd w Moskwie nakazał zablokowanie Telegramu. Przyczyną posłużyła odmowa jego właściciela wydania rosyjskiemu kontrwywiadowi tzw. kluczy deszyfrujących, pozwalających rozkodowywać dowolną korespondencję w mesendżerze. Durow jest znanym obrońcą wolności internetu i kategorycznie odmówił podporządkowania się żądaniom FSB.

Wcześniej, z tego samego powodu Telegram został zablokowany m.in. w Chinach, Pakistanie, Iranie i Omanie. Również władze Indonezji próbowały zamknąć dostęp do niego, ale w końcu ustąpiły i messenger działa tam na poprzednich warunkach.

Od poniedziałku „Roskomnadzor" (specjalny, rosyjski urząd zajmujący się nadzorem nad mediami oraz internetem) rozpoczął blokowanie Telegramu w Rosji. Do tej pory nie udało mu się to, choć zablokował już dostęp do około 16 milionów IP-adresów Google i Amazon, których messenger używa do obchodzenia blokady. Jak się okazało Durow był przewidujący i Telegram ma wbudowane metody omijania blokad.

„Roskomnadzor" zaczął więc blokować podstacje obsługujące blokowane IP-adresy, a to doprowadziło do katastrofy. Przede wszystkim uderzyło to w innych użytkowników Google i Amazon. W ciągu dwóch dni Telegram na terenie Rosji działał bez przeszkód za to przerwał działanie inny messenger służący m.in. do rozmów telefonicznych Viber oraz nieznana jeszcze liczba firm kurierskich i sklepów internetowych. A także kas w wielu sklepach rosyjskich „sieciówek" (m.in. „Piatieroczka"), a nawet w rosyjskim „Burger Kingu" w którym nagle, we wtorek nie można było płacić kartami kredytowymi.

– Nie liczą się zupełnie ze stratami, jakie powodują u innych użytkowników – podsumował Durow.

Po dwóch dniach zajadłej walki szef „Roskomnadzoru" Aleksandr Żarow poinformował, że „obecnie degradacja Telegramu wynosi 30 proc." – co prawdopodobnie oznacza, że według niego 1/3 dotychczasowych klientów nie ma dostępu do komunikatora.

34-letni twórca Telegramu wcześniej stworzył najpopularniejszą, rosyjską sieć społecznościową „VKontakte". Ale pod naciskiem FSB musiał ustąpić z jej zarządu i oddać akcje. Wyjechał wtedy z Rosji i przyjął obywatelstwo karaibskiego państwa St.Kitts i Navis.

Za granicą skupił się na realizacji swego kolejnego pomysłu, czyli komunikatora Telegram (który początkowo miał siedzibę w Berlinie). „VKontakte" od początku był przeznaczony tylko dla Rosji (choć zyskał popularność również w sąsiednich krajach, w tym na Ukrainie), „Telegram" nie miał ograniczeń państwowych.

Według Durowa w Rosji jest około 15 milionów użytkowników jego komunikatora, nie jest to najważniejszy rynek na którym on działa, ale „ważny emocjonalnie".

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA