fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Szczerski: Wybór Tuska to porażka Europy

Krzysztof Szczerski, sekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta RP
Fotorzepa, Jerzy Dudek
W dyskusji między MON i prezydentem nic zaskakującego nie ma – mówi prezydencki minister.

Rzeczpospolita: Kiedy rozmawialiśmy w grudniu, mówił pan, że „Tusk już wie, że zostanie zwolniony". Tymczasem przytłaczającą liczbą głosów ponownie został wybrany na szefa Rady Europejskiej.

Krzysztof Szczerski, sekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta: Tak, ale od tej pory zmieniła się sytuacja polityczna w Europie i zaostrzyła się rywalizacja między chadekami a socjalistami. Wtedy niewiele wskazywało na to, że Europejska Partia Ludowa zdecyduje się na objęcie trzech głównych stanowisk w UE – przewodniczącego Parlamentu, szefa Komisji Europejskiej i przewodniczącego Rady Europejskiej. A jednak tak się stało. Jak mówił Winston Churchill, polityk to ten, kto potrafi przewidzieć przyszłość, a potem potrafi elegancko wytłumaczyć, dlaczego zdarzyło się inaczej, niż przewidywał.

Dlaczego Tusk nie został zwolniony?

Motywacje poszczególnych krajów były różne, ale dosyć czytelne. Dzisiaj politycy rządzący w państwach UE mają dużą niechęć do zmian, bo zmiana może również dotyczyć ich samych. Część uznała, że wybór Tuska nie jest istotny, i zagłosowała zgodnie z utartą zasadą, odnawiając mandat automatycznie. Część też uznała, że alternatywy będą gorsze. A inne państwa nie chciały się przeciwstawiać głównym europejskim stolicom, bo nie był to dla nich temat, o który warto walczyć z głównym nurtem.

Polska dyplomacja tego nie wiedziała? Po co była ta szarża rządu PiS?

Polska dyplomacja stanęła wobec trudnego zadania wynikającego z faktu, że jedynym krajem, o którego poparcie przewodniczący Tusk nie zabiegał, i jedynym, wobec którego zachował się w sposób niedopuszczalny, ingerując w sprawy wewnętrzne, była właśnie Polska. Tusk wystąpił przeciwko rządowi własnego kraju.

Może nie zabiegał o poparcie polskiego rządu, bo po wielu negatywnych wypowiedziach prezesa PiS, szefa MSZ, czy marszałka Senatu, wiedział że nie może na nie liczyć?

Sygnały do przewodniczącego Tuska wysyłane były już wcześniej w sposób miękki. Wysłano sygnał mówiący, że jego wybór nie będzie łatwy i należy coś z tym zrobić.

Państwa UE zignorowały polski sygnał.

Żałuję, jako zwolennik unijnej jedności, że w tej sprawie wybrano taktykę izolowania Polski. Głosu polskiego, zachęcającego do dyskusji, nie wysłuchano, tylko uznano, że można ten głos wyodrębnić, a później pominąć.

Kancelaria Prezydenta włączyła się w promowanie kandydatury Jacka Saryusz-Wolskiego?

Wyrażaliśmy naszą negatywną ocenę nieuprawnionych prób ingerencji Donalda Tuska w sprawy polskie. Ale na początku kadencji doszło do jasnego podziału obowiązków – pan prezydent zgodził się, że na posiedzeniach Rady Europejskiej Polskę reprezentuje pani premier. Lobbingiem za Jackiem Saryusz-Wolskim zajmował się więc polski rząd. Kancelaria Prezydenta nie uczestniczyła bezpośrednio w tych działaniach.

Dyplomatycznie mówi pan, że porażka kandydatury Jacka Saryusz-Wolskiego jest porażką rządu PiS, a nie Kancelarii Prezydenta.

Wybór Tuska w takich okolicznościach jest porażką Europy. Prezydent nie dokonuje ewaluacji skuteczności podjętych działań, ponieważ nie on je realizował. Oceny muszą dokonać ci, którzy byli za nie odpowiedzialni.

Co wynik 27:1 mówi o polskiej dyplomacji?

Ten wynik przede wszystkim mówi dużo złego o procesie decyzyjnym w UE.

Złamano procedury? Według ministra spraw zagranicznych ten wybór można zakwestionować.

Uznajemy wybór Tuska i sprawę tę uważamy za zamkniętą, niezależnie od politycznych okoliczności.

Polska dyplomacja faktycznie dysponuje ekspertyzami mówiącymi, że doszło do fałszerstwa przy wyborze Tuska?

Nie widziałem takich ekspertyz. Ale sam wybór Tuska jest naprawdę sprawą trzeciorzędną.

Głosowanie na Tuska nic nie znaczy w relacjach Polski z innymi państwami UE?

Nie. To był epizod. Istotniejsze jest, co z wyboru Tuska wynika na przyszłość dla UE. A wynika potrzeba odbudowy lojalności i zaufania pomiędzy państwami członkowskimi i w tym jest duża rola Polski. Dlatego prezydent Duda oczekuje od polskiego rządu pozytywnej polityki europejskiej i twórczego włączenia się Polski w proces naprawy Unii Europejskiej. To oznacza, by stanowisko polskie było czytelne, a nie tylko odrębne. To, co się potem wydarzyło, czyli proces negocjowania deklaracji rzymskiej, było właśnie realizacją takich oczekiwań prezydenta Dudy wobec rządu.

Negocjacje deklaracji rzymskiej były czystą formalnością.

Wręcz przeciwnie! Pierwotny tekst przedstawiony szerpom znacznie różnił się od podpisanego. Nie tylko Polska miała wiele uwag do tekstu, ale również inne państwa Grupy Wyszehradzkiej czy kraje Południa. Deklaracja była współkształtowana przez polską dyplomację, co pokazało, że jesteśmy w stanie przeprowadzić z sukcesem negocjacje nad dokumentem, który jest dużo ważniejszy niż wybór przewodniczącego Rady Europejskiej, który i tak po 2,5 roku skończy swój mandat. Trzeciej kadencji Tuska nie będzie. Rzym był sukcesem polskiej dyplomacji. Mieliśmy wpływ na wizję przyszłej Europy.

Dlaczego po wypowiedzi Witolda Waszczykowskiego o sfałszowaniu wyboru Tuska Kancelaria Prezydenta odcięła się od słów szefa MSZ, co nie miało precedensu.

Kancelaria Prezydenta ma jasne stanowisko w tej sprawie, które przedstawiłem. Uważamy, że przy wszystkich zastrzeżeniach dotyczących tego wyboru polski rząd nie powinien do tej sprawy wracać na drodze formalnej.

Zmieni pan Witolda Waszczykowskiego w fotelu szefa MSZ?

Nie ma takiego tematu. Jestem dumny ze służby u boku prezydenta Dudy i dopóki prezydent będzie sobie tego życzył niech tak zostanie.

Jakiej Unii Europejskiej chce prezydent?

Prezydent jasno sformułował cztery warunki brzegowe dla dyskusji nad przyszłością Europy. Przyszłość UE musi być kształtowana przy zachowaniu czterech jedności europejskich: jedności prawa, instytucji, budżetu i rynku. W praktyce oznacza to, że nie powinien powstać osobny budżet dla strefy euro, odrębne prawo dla mniejszych grup państw, czy bariery na jednolitym rynku, np. dla usługodawców i pracowników z naszej części Europy. Oprócz czterech jedności Unia musi mieć prawo do czterech wolności: swobody przepływu osób, towarów, usług i kapitału. Zdaniem prezydenta w UE obecnie zagrożone są te cztery wolności i jedności, dlatego naszym zadaniem powinna być ich obrona. Coraz częściej bowiem w Europie działa niewidzialna ręka protekcjonizmu. Kraje UE próbują ominąć wolności wspólnego rynku. Prezydent współtworzy też wspólną koncepcję rozwoju naszej części Europy w postaci projektu Trójmorza, który jest naszym wkładem w jedność europejską.

Jakie są relacje prezydenta z ministrem obrony narodowej?

Stałe.

Może pan rozwinąć myśl?

Na poziomie BBN–MON relacje są stałe i ciągłe.

Szorstkie?

Relacje instytucjonalne są trwałe, a personalne są zmienne. Prezydent zachowuje chłodny realizm.

Przyjacielem ministra Macierewicza nie jest?

Polityka to nie domena uczuć i emocji. Mamy prawo do oceny działań rządu. Prezydent jest współodpowiedzialny za bezpieczeństwo Polski i politykę zagraniczną. Niejednokrotnie dochodziło do dyskusji między mną a ministrem Waszczykowskim w sprawach zagranicznych, tak jak dochodzi do dyskusji między strukturami MON a BBN. I nie widzę w tym nic zaskakującego.

Zmiany w armii są uzgadnianie z prezydentem?

Wszystko, co wymaga zgody prezydenta, jest jego decyzją. Ale nie każda zmiana w wojsku wymaga zgody prezydenta. Zwracam jednocześnie uwagę, że obecna skala zmian kadrowych nie jest wyjątkowa w ciągu ostatnich lat. Były czasy, gdy armię opuszczało znacznie więcej oficerów. Dla prezydenta najważniejsza jest jakość kadr oficerskich polskiego wojska, a nie ich liczebność.

Wycofywanie oficerów z Eurokorpusu było uzgadniane z głową państwa?

Gdyby nie obecna atmosfera w Polsce i kampania opozycji pod absurdalnym hasłem „rząd wyprowadza Polskę z Europy", to nikt nie zwróciłby uwagi na tę kwestię. Odnoszę wrażenie, że mało kto nawet wie, że Eurokorpus to nie jest struktura Unii Europejskiej. Zadziałał automatyzm skojarzenia z przedrostkiem „euro". Tymczasem jest to jednostka marginalna z punktu widzenia bezpieczeństwa naszej części Europy. Tu dużo ważniejszy jest chociażby korpus w Szczecinie. Najważniejsze, że pozostajemy państwem wspierającym Eurokorpus i tym samym mamy prawo do dyskusji o jego zadaniach. Zależnie od ewolucji tych zadań zawsze będziemy mogli zwiększyć nasze zaangażowanie. Z Eurokorpusu się nie wycofujemy, odwrotnie, niż zrobiły to kiedyś Austria, Finlandia czy Kanada, gdzie nikt nie robił awantury o rzekomą samomarginalizację tych państw.

Prezydenta niepokoi coś w zmianach w armii?

Sprawy, które skupiają uwagę prezydenta, są poruszane w pierwszej kolejności w rozmowach z szefem MON i te tematy będą wkrótce poruszane na odprawie dorocznej kierownictwa MON.

Jakie tematy?

Tematy modernizacji armii, stanu liczebności wojsk, systemu dowodzenia, przyszłości jednostek natowskich i amerykańskich w Polsce oraz budowy strategii polskich sił zbrojnych. To są sprawy najistotniejsze.

Żołnierze chcą, żeby prezydent zabrał głos na temat zmian w wojsku. Politycy opozycji chcą, żeby zwołał RBN.

Prezydent konsekwentnie realizuje swoje prerogatywy i obowiązki wynikające z odpowiedzialności za polskie bezpieczeństwo i sam dobiera do tego środki, które uznaje za skuteczne i stosowne. Spotkania i rozmowy w tych sprawach są dużo liczniejsze, niż to sugeruje ich medialny obraz.

Kiedy nastąpi spotkanie Prezydenta z Donaldem Trumpem?

Pracujemy nad kalendarzem spotkań prezydenta. Ale jednocześnie trzeba pamiętać, że kształtowanie personalne obecnej administracji w Waszyngtonie trwa w tym przypadku szczególnie długo.

Niepokojąco długo?

Nie mnie to oceniać. Ważne jest to, że chcemy, aby rozmowy prezydentów Polski i USA miały swoją wagę i treść merytoryczną. Dlatego śledzimy wypracowywanie założeń obecnej polityki zagranicznej USA i składu personalnego organów za nią odpowiedzialnych. Do tego dostosowujemy nasze plany. Natomiast kontakty z politykami amerykańskimi prowadzone są nieustannie. W najbliższym czasie spodziewamy się szeregu wizyt wpływowych kongresmenów amerykańskich, a ministrowie obrony i spraw zagranicznych są także ze sobą w kontakcie.

Co atak na konsulat w Łucku mówi o relacjach polsko-ukraińskich?

Tego typu ataki na placówki dyplomatyczne są niedopuszczalne. Liczymy na sprawne śledztwo strony ukraińskiej, złapanie i ukaranie sprawców. Oczekujemy od Ukrainy podniesienia poziomu bezpieczeństwa polskich placówek dyplomatycznych. Mówiąc jednak o relacjach polsko-ukraińskich, trzeba mieć na względzie, że są one wielowymiarowe. Historia naszych narodów jest w pewnym sensie zapleciona jak warkocz, którego nie należy obcinać ani rozplątywać. Nie dzielmy społeczeństw jeszcze bardziej. Przed nami budowa dobrych relacji, które będą trwałe na lata.

Czy przed Pałacem Prezydenckim powinno dochodzić do kontrmanifestacji smoleńskich?

Przede wszystkim takie zachowania jak blokowanie Wawelu, gdy Jarosław Kaczyński przyjeżdża odwiedzić grób swojego brata, nigdy nie powinny mieć miejsca. Osobom poszkodowanym, których bliscy zgięli w katastrofie smoleńskiej, należy się szacunek. Blokowanie Wawelu jest świadectwem szalejącego barbarzyństwa.

Czy w rocznicę katastrofy smoleńskiej powinien przed Pałacem Prezydenckim stanąć pomnik Lecha Kaczyńskiego?

To, że w wielu krajach europejskich są pomniki i ulice imienia Lecha Kaczyńskiego, a nie ma takich w mieście, którego był on prezydentem, i stolicy państwa, którego był głową, powinno dać Polakom do myślenia. Czas najwyższy, żeby państwo polskie uczciło Prezydenta Lecha Kaczyńskiego, również w stolicy.

rozmawiał Jacek Nizinkiewicz

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA