fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Dobra zmiana dosięgnęła kolejnej hodowli koni

Fotorzepa, Krzysztof Skłodowski
Eksperci obawiają się o losy państwowej stadniny w Prudniku po zwolnieniu głównego hodowcy.

Stadnina w Prudniku w woj. opolskim działa od 1949 roku i specjalizuje się w koniach sportowych półkrwi anglo-arabskiej. Niedawno znalazła się na zakręcie. 28 lutego z pracy zwolniono głównego hodowcę Katarzynę Wiszowaty. Z naszych rozmów ze specjalistami zajmującymi się końmi wynika, że decyzja ta została odebrana z dużym niepokojem. Powód? Okres, w którym za hodowlę odpowiadała Wiszowaty, zbiegł się z dużymi sukcesami stadniny.

– Z nielicznych już państwowych stadnin miała ona najlepsze wyniki w hodowli koni sportowych – mówi Marek Szewczyk, autor bloga Hipologika.pl i były naczelny „Konia Polskiego". – Przez długie lata była prymusem, jeśli chodzi o liczbę zwierząt wystawianych w Mistrzostwach Polski Młodych Koni. Dochodziły do tego sukcesy starszych koni z Prudnika, jak Senior, El Camp oraz Jak Chef, na których jeźdźcy regularnie zdobywają medale w skokach i WKKW – wylicza.

Zwolnienie głównego hodowcy w alarmistycznym tonie opisał też portal SwiatKoni.pl. „W ciągu 21 lat pracy w Stadninie Koni Prudnik pani Katarzyna Wiszowaty, obejmując po swych poprzednikach tamtejsze stado, pokazała, jak tego spadku nie zmarnować i wnieść do niego nowe wartości" – napisał portal.

Dlaczego została zwolniona? Prezes SK Prudnik Józef Stępkowski informuje, że zarząd nie może wskazać powodów wypowiedzenia ze względu na przepisy RODO.

Stępkowski to były poseł Samoobrony, którego lokalne media kojarzą z wiceministrem sprawiedliwości Patrykiem Jakim. Prezesem stadniny został w 2016 roku, zastępując Dariusza Świderskiego, mającego dobrą renomę w środowisku hodowców koni.

Objęcie przez Stępkowskiego władzy w stadninie zbiegło się ze skandalem ujawnionym przez Radio Opole. Zdaniem rozgłośni pięć koni po niecodziennie niskich cenach sprzedano mieszkance Kluczborka, kompletnie nieznanej w środowisku hodowców.

Szewczyk mówi, że na Katarzynie Wiszowaty nie kończy się lista zwolnionych specjalistów w Prudniku. Jego zdaniem zmiany kadrowe można porównać do tych, które w 2016 roku dotknęły stadniny koni arabskich w Michałowie i Janowie Podlaskim.

Agencja Nieruchomości Rolnych zwolniła wówczas utytułowanych szefów obu stadnin Jerzego Białoboka i Marka Trelę. Efektem karuzeli kadrowej jest upadek prestiżowej aukcji koni arabskich Pride of Poland, która w 2018 roku osiągnęła najgorszy wynik w swojej historii. Obie stadniny 2018 rok skończyły ze znacznymi stratami, choć przez lata przynosiły zyski.

– Wygląda na to, że przedstawiciele dobrej zmiany zabrali się do niszczenia kolejnej hodowli, licząc na to, że ujdzie im to płazem, skoro nie jest tak znana jak Janów albo Michałów – ocenia posłanka PO Joanna Kluzik-Rostkowska.

I nie ukrywa, że jest zaskoczona sytuacją w Prudniku, bo nowy minister Jan Krzysztof Ardanowski, który w ubiegłym roku zastąpił Jurgiela, zapowiedział większą troskę o państwowe stadniny. Powołał nawet radę ds. hodowli koni.

Nadzór nad SK Prudnik sprawuje podległy ministrowi Krajowy Ośrodek Wsparcia Rolnictwa. Rzecznik KOWR Mariusz Rytel sprawy nie chce komentować. „Krajowy Ośrodek Wsparcia Rolnictwa nie jest stroną w stosunkach i zależnościach łączących pracodawcę i pracowników SK Prudnik sp. z o.o." – ucina.

Ośrodek w Prudniku oprócz koni zajmuje się też m.in. bydłem mlecznym i uprawą roślin. Prezes Stępkowski zapewnia, że hodowla koni wciąż „jest jednym z działań priorytetowych spółki i nigdy nie została zaniedbana". „Stanowisko hodowcy koni zostało uzupełnione przez osobę posiadającą wysokie kwalifikacje i doświadczenie w prowadzeniu hodowli oraz posiadającą dobrą opinię w środowisku hodowców" – podkreśla.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA