W dniu, w którym Kongres miał zatwierdzić wyniki wyborów prezydenckich, wygranych przez Joe Bidena, tłum zwolenników Donalda Trumpa wtargnął do amerykańskiego Kongresu doprowadzając do przerwania obrad. Z budynku ewakuowano wiceprezydenta USA, Mike'a Pence'a. Na Kapitolu padły strzały - mówi się obecnie o co najmniej pięciu ofiarach śmiertelnych i 50 osobach zatrzymanych

Wydarzenia na Kapitolu komentowali na Twitterze politycy polskiej opozycji.

"Taki jest finał oligarchizacji i polityki napędzanej nienawiścią. Mam nadzieję, że Amerykanom uda się przeprowadzić pokojową zmianę władzy. Oby to był punkt zwrotny" - napisał poseł Lewicy, polityk Partii Razem, Adrian Zandberg, który dodał, że wydarzenia w USA dowodzą, iż "potrzebujemy silnej Europy".

Lider PO, Borys Budka ocenił, że to co wydarzyło się w USA to efekt "dramatycznych emocji wywołanych przez Trumpa". Jak dodał "pokazują one, do czego prowadzi nienawiść w polityce oraz niepohamowana żądza władzy".

"Trzymam kciuki za powrót rozsądku. Od tego zależy również nasze bezpieczeństwo. God bless America..." - dodał przewodniczący Platformy.

"Sytuacja polityczna w USA przypomina bardzo tę w Polsce. U nas też krótkowzroczny megaloman doprowadza do przemocy i zagrożenia życia ludzi, byle dalej robić swoje ciemne interesy. W USA już swojemu podziękowali. Teraz czas na Polskę" - napisał z kolei europoseł Robert Biedroń.

Lider Polski 2050, Szymon Hołownia ocenił, że wydarzenia w USA są "konsekwencją niszczenia demokratycznych instytucji". "Amerykańska demokracja jest silniejsza niż ten kryzys" - dodał.

Z kolei Tomasz Trela, poseł Lewicy stwierdził, że do podobnych wydarzeń może dojść w Polsce. "PiS przegra wybory, do Sejmu wpadnie Pan Rydzyk ze swoimi kumpelami i kumplami. Musimy być na to gotowi!" - napisał.

"Tweety liderów opozycji nie są pisowską prowokacją. Oni tak sami z siebie piszą" - napisał z kolei wiceszef MSWiA, Paweł Szefernaker.