fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Marian Banaś kontra ABW

Fotorzepa/ Jerzy Dudek
Mogłem być sprawdzany przez Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego jako kandydat na prezesa NIK. Teraz nie macie prawa zabierać mi poświadczenia bezpieczeństwa - takie jest oficjalne stanowisko prezesa Mariana Banasia dotyczące wszczęcia przez ABW wobec niego kontrolnego postępowania sprawdzającego.

O tym, że ABW, po ponad dwóch miesiącach od reportaży Superwizjera „Pancerny Marian i pokoje na godziny” zdecydował się wszcząć kontrolne postępowanie sprawdzające wobec Mariana Banasia, który nieprzerwanie od 2001 r. posiada poświadczenie do wszystkich klauzul tajności jako pierwszy napisał portal rp.pl. Jak poinformował nas Stanisław Żaryn, rzecznik ministra Mariusza Kamińskiego, postępowanie wszczęto na podstawie informacji ABW i doniesień GIIF oraz CBA do prokuratury. Stało się to 2 grudnia.

Tyle, że prezes Najwyższej Izby Kontroli nie zgadza się z tą decyzją. W opinii prawnej jaka postała w NIK, czytamy, że „zgodnie z art. 34 ust. 10 pkt 7 ustawy o ochronie informacji niejawnych wobec Prezesa Najwyższej Izby Kontroli nie przeprowadza się postępowania sprawdzającego”. Tu prezes Banaś ma rację - o czym również wielokrotnie pisała „Rzeczpospolita” wskazując na fatalny dla PiS błąd - Marszałek Sejmu (Marek Kuchciński a potem Elżbieta Witek) nie złożyli wniosku do szefa ABW o sprawdzeniu dwóch kandydatów na fotel szefa NIK - Mariana Banasia i Borysa Budkę. ABW ma na to 14 dni. 

Z opinii NIK broniącej nowego prezesa przed zabraniem mu certyfikatu wynika, że „dostęp do informacji niejawnych osób piastujących najwyższe stanowiska w Państwie, czyli Prezydenta RP, Marszałka Sejmu i Senatu, Prezesa Rady Ministrów oraz Prezesa NIK  wynika z mocy prawa a nie na podstawie uzyskanego poświadczenia bezpieczeństwa, które jest wynikiem postępowania sprawdzającego. Tym samym ustawodawca zagwarantował ustrojową niezależność najwyższych osób w Państwie w zakresie dostępu do informacji niejawnych, poprzez uniezależnienie ich od czynności prowadzonych przez krajową władzę bezpieczeństwa, czyli ABW” - czytamy w opinii.

Tyle że opinia NIK nie podnosi najważniejszego argumentu - sprawdzenia kandydata na stanowisko prezesa NIK, NBP czy Rzecznika Praw Obywatelskich. 

Opinia NIK podkreśla także, że „Poprzedni Prezesi NIK korzystali z dostępu do informacji niejawnych, w tym do klauzuli ściśle tajne, nawet po wygaśnięciu ważności poświadczeń bezpieczeństwa, uzyskanych przed pełnieniem funkcji Prezesa NIK z mocy przysługującego im prawa”.

Poprzedni prezes NIK Krzysztof Kwiatkowski zaraz po tym, jak został wybrany przez Sejm sam złożył wniosek do ABW aby go sprawdziła. Musiał wypełnić bardzo szczegółowy, liczący kilkadziesiąt, stron formularz zawierający pytania dotyczące praktycznie wszystkich kwestii życiowych - poczynając od rodziny, przez zarobki i stan majątkowy, utrzymywane obecnie i w przeszłości znajomości, a na pytaniach o nałogi kończąc.

Ostatni certyfikat Marian Banaś, wówczas wiceminister finansów otrzymał z centrali ABW w 2016 r. a więc już w czasach nowego rządu PiS. Od dwóch lat łączyła go kontrowersyjna umowa z Dawidem O., pasierbem Janusza K. związanego z krakowskim półświatkiem. Szef ABW nie ma sobie jednak nic do zarzucenia, twierdząc, że działa w granicach prawa Ustawy o ochronie informacji niejawnych.

Prezes NIK ma prawo zaskarżyć decyzję szefa ABW o wszczęciu postępowania sprawdzającego do premiera. Czy to zrobił - nie udało nam się dziś ustalić.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA