Polityka

Goście z eskortą posłów: Marszałek zamyka Sejm przed światem

Fotorzepa, Jerzy Dudek
Wizyty ekspertów w Sejmie zgłaszane z wyprzedzeniem. A posłowie będą musieli eskortować gości – są nowe zasady poruszania się przy Wiejskiej.

Projekt, do którego dotarła „Rzeczpospolita”, dotyczy zmian w tzw. zarządzeniu wstępowym, ustalającym zasady poruszania się po Sejmie i Senacie. Teoretycznie powstaje w porozumieniu marszałków obu izb, jednak w praktyce przygotowują go służby podległe marszałkowi Markowi Kuchcińskiemu. Projekt zmian, do którego dotarliśmy, liczy aż 20 stron i wynika z niego, że nastąpi rewolucja w poruszaniu się gości po Sejmie.

Czytaj także:

Tajemnice szabel Straży Marszałkowskiej

Przykłady? Obecnie eksperci uczestniczący w obradach komisji, a także delegacje zagraniczne oraz goście klubów i kół poselskich wchodzą do Sejmu na podstawie list imiennych. Wtedy wystarczy tylko pokazać przy wejściu dokument ze zdjęciem.

Obecnie w zarządzeniu nie ma terminu na złożenie listy w straży marszałkowskiej, jednak pojawi się on w zmianach i to wyjątkowo długi, bo 48-godzinny. Będzie można go skrócić tylko w uzasadnionych przypadkach. Co więcej, osoby wchodzące do Sejmu będą musiały wpisać na listę nie tylko podstawowe dane, jak obecnie, ale też adres zamieszkania i pobytu. A i tak, „w uzasadnionych przypadkach”, komendant straży marszałkowskiej będzie mógł odmówić wstępu poprawnie zgłoszonej osobie.

Kolejna rewolucja dotyczy jednorazowych kart wstępu, którymi często posługują się goście posłów. Po zmianach poseł będzie musiał… eskortować taką osobę, poruszającą się po Sejmie („od wejścia do budynku do wskazanego w przepustce miejsca w budynku”). Do takiej asysty będzie można upoważnić pracownika klubu parlamentarnego.

A dla osób niestosujących się do nowych przepisów przewidziano surowe sankcje. Poseł lub senator będzie mógł dostać czasowy zakaz zapraszania gości, jeśli zachowali się oni niewłaściwie, np. naruszyli spokój i porządek, powagę Sejmu albo dobre obyczaje.

Po co te zmiany? Zdaniem służb marszałka Sejmu winne jest… RODO. W uzasadnieniu do projektu piszą bowiem, że „został opracowany z powodów formalnych”: unijnego rozporządzenia w sprawie danych osobowych oraz ustawy o straży marszałkowskiej.

Wicemarszałek Senatu Bogdan Borusewicz (PO) mówi, że uzasadnienie jest absurdalne, bo zmiany nie mają charakteru formalnego. – Idą w bardzo złą stronę. Ograniczają prawo senatorów i posłów do kontaktowania się z wyborcami. Zasada 48-godzinnego zgłoszenia uniemożliwia z kolei wprowadzanie do parlamentu specjalistów w przypadku ustaw uchwalanych w szybkim trybie. Zdarzało się bowiem, że o godz. 9 rano dowiadywaliśmy się o nowych punktach, rozpatrywanych kilka godzin później – dodaje.

Zdaniem Borusewicza prawdziwym celem jest utrudnienie pracy opozycji i odcięcie parlamentu od osób sprzeciwiających się najbardziej kontrowersyjnym ustawom. Szczególnie, że to nie pierwszy raz, gdy Kuchciński utrudnia wstęp do Sejmu. Do czasów rządów PiS każdy mógł wejść na sejmowe uliczki, bez jakiejkolwiek przepustki. W 2016 roku marszałek Kuchciński zamknął Sejm przed osobami postronnymi, a w czasie protestu niepełnosprawnych mogli wejść do niego tylko nieliczni.

Bogdan Borusewicz zwraca uwagę na fakt, że tym razem przepisy uderzą nie tylko w gości, ale też samych polityków. Kuchciński chce bowiem zakazać wstępu senatorów na salę obrad Sejmu, chyba że muszą być na mównicy, by przedstawić projekt senacki. – W praktyce senatorowie nie będą mogli też przebywać w kuluarach, bo przecież straż marszałkowska stoi przy wejściu do kuluarów, a nie przy bezpośrednich drzwiach na salę. To traktowanie senatorów „per noga”. Mam nadzieję, że nie zgodzi się na to marszałek Senatu – dodaje Borusewicz.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL