fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Plus Minus

Piłsudskiego flirt z inteligencją

Obiad wydany przez Polskie Towarzystwo Literackie w 1927 roku z okazji jubileuszu pracy pisarskiej Wacława Sieroszewskiego w salach hotelu Polonia z udziałem m.in.: Wacława Sieroszewskiego, ministra Jędrzeja Moraczewskiego, pułkownika Józefa Kordiana Zamorskiego, generała Gustawa Orlicz-Dreszera, Andrzeja Struga, Juliusza Kaden-Bandrowskiego, Juliana Tuwima i Jana Lechonia, z udziałem Marszałka
NAC
Relacje Piłsudskiego z reprezentantami ówczesnej inteligencji nakierowane były na osobowości zdolne wesprzeć niepodległościowy czyn. W tym gronie znajdowali się Stanisław Wyspiański, Stanisław Witkiewicz i Stefan Żeromski.

Józef Klemens Piłsudski gdy w zułowskim dworze przyszedł na świat, miał przed sobą perspektywę spędzenia życia w zasobnej, ziemiańskiej rodzinie. Ten najwybitniejszy reprezentant pokolenia „niepokornych" wchodził jednak w dorosłość w realiach charakterystycznych dla zdeklasowanej szlachty, w naturalny sposób zasilającej formującą się wówczas inteligencję. Wprawdzie wyłącznie w obrębie historii alternatywnej sytuuje się domniemanie, czy po ukończeniu studiów medycznych prowadziłby praktykę lekarską na Kresach, a może w samym Wilnie, a konspiracyjna droga zawiodła go w szeregi „ludzi podziemnych". Tam zaś, przewodząc socjalistycznej, a zarazem niepodległościowej partii, parał się również typowo inteligenckim zajęciem – redagował pismo. Od zwykłego dziennikarza różnił się jednak tym, że samo pismo – a mowa o „Robotniku" – było nielegalne, a realnym wynagrodzeniem za wykonywaną pracę byłoby wieloletnie zesłanie.

Fundamenty intelektualnej formacji przyszłego Naczelnika Państwa stworzył rodzinny dom, z trudną do przecenienia rolą matki Marii z Billewiczów. To w nim zapoznawano dzieci z „utworami naszych wieszczów, ze specjalnym uwzględnieniem utworów zakazanych, uczono historii Polski" (Pisma zbiorowe, t. II, s. 45) – dodajmy, że w skrajnej opozycji do przekazu, niesionego przez rosyjską szkołę. Wyposażeniem, wykorzystywanym i po latach, była wielka poezja romantyczna: Mickiewicz, preferowany przez matkę Krasiński, zachwycający od dzieciństwa Piłsudskiego Słowacki. Równie ważne były jednak Niemcewiczowskie „Śpiewy historyczne", strofy Lenartowicza, wreszcie – rozbudzająca młodzieńczą wyobraźnię – sienkiewiczowska proza, z bohaterami Trylogii na czele. To swoiste wyposażenie było wykorzystywane właśnie w nielegalnej dziennikarskiej robocie, poczynając od 1897 roku, kiedy to w artykule zamieszczonym w „Robotniku", w 11. rocznicę stracenia proletariatczyków, przywołuje fragment z „Przedświtu" Krasińskiego. Drobna, ale widoczna niedokładność dowodzi, że strofy te cytował z pamięci...

Odwołanie do twórczości Krasińskiego okazało się jednak w podziemnej redaktorskiej pracy Piłsudskiego wyjątkiem. Wydawca „Robotnika" sięgał do Mickiewicza i przede wszystkim Słowackiego, aczkolwiek nieco później, na łamach „Walki" w roku 1902 pojawia się przykładowo fragment „Chorału" Kornela Ujejskiego. Nie ulega przy tym wątpliwości, że twórczość wieszczów służyła do ilustrowania oraz wzmacniania wywodów, odnoszących się do współczesności. Można to dostrzec w przypadku negowania narzuconych odgórnie obchodów puszkinowskich (1899), gdzie posłużył się strofami mickiewiczowskiego „Do przyjaciół Moskali", czy w wypowiedzi demaskującej płytki i fałszywy patriotyzm klas posiadających, ilustrowany przez fragment „Odpowiedzi na psalmy przyszłości" Spyrydiona Prawdzickiego (pseudonim Krasińskiego). I żadna, najdoskonalsza nawet analiza tego, czym jest Rosja i kim są Moskale, nie byłaby równie nośna, a zarazem dobitna, jak przywołanie fragmentów „Dziadów" i przejmujących obrazów z wiersza „Do matki Polki"... Do Beniowskiego zaś sięgał i w trakcie prac redaktorskich, i w czysto prywatnej korespondencji. Dopowiedzmy, że okazjonalnie Piłsudski wykorzystywał twórczość współtowarzyszy – w ten sposób, odnosząc się w „Robotniku" do pierwszomajowych manifestacji w roku 1899, obraz „otuchy i odwagi" wzmocnił fragmentem głośnego w tym czasie wiersza Wacława Sieroszewskiego „Czego chcą?".

Wujaszek Stanisław

Znajomość poezji, nie tylko zresztą romantycznej, była swoistym wyznacznikiem środowiskowego statusu, niemającego przy tym znaczącego przełożenia na pozycję określaną materialnymi zasobami. Trudno nie dostrzec, że grono, w jakim w czasach podziemnej działalności przyszło się Piłsudskiemu obracać, było typowo inteligenckie. Byli to ludzie sprawnie posługujący się piórem, o szerokich horyzontach, względnie swobodnie poruszający się po świecie i świat ten znający – tyle że zaangażowani w nielegalną działalność. W zestawie tym, bez uwzględnienia samego Piłsudskiego, znajdowali się przecież dwaj przyszli prezydenci II Rzeczypospolitej, premierzy, ministrowie, dyplomaci, pisarze, profesorowie, wreszcie generałowie, by tylko na tym poprzestać. Jednym słowem przyszła elita odrodzonej Polski. Elita, dodajmy, w znacznym stopniu formatowana właśnie przez Piłsudskiego.

Piłsudskiemu, zwłaszcza w działaniach praktycznych, już wówczas nie towarzyszyło jakże mocno wpisane w inteligencki portret „hamletyzowanie", zapewne dlatego, że przy olbrzymiej wrażliwości jego „urodzoną formą artystycznego wypowiedzenia się – jak ujął to Lechoń – był czyn". Czyn, którego zwieńczeniem miała stać się Niepodległa. I z tego przede wszystkim powodu jego relacje z reprezentantami ówczesnej inteligencji, ludźmi, którzy na artystycznym bądź literackim gruncie wyznaczali ideowe standardy, w praktyce nakierowane były na osobowości zdolne wesprzeć niepodległościowy czyn. Osobowości tej miary, co Stanisław Wyspiański, Stanisław Witkiewicz i Stefan Żeromski.

Z Witkiewiczem, malarzem, pisarzem, tudzież krytykiem literackim, znanym wówczas szerzej z konsekwentnego popularyzowania stylu „zakopiańskiego", Piłsudski, notabene młodszy od niego o blisko 20 lat, był spokrewniony. Kontakty, które utrzymywali, zarówno osobiste, jak i listowne, dowodzą, że „wujaszek" (Piłsudski tak się do Witkiewicza zwracał) był wprowadzony w poczynania socjalistycznego przywódcy i, co więcej, rozumiał, dokąd prowadzi obrana przezeń droga. W roku 1909 w liście do syna, informując o wizycie małżeństwa Piłsudskich, pisał: „cieszę się z przyjazdu Piłsudskiego – On sam i Jego życie, i cel tego życia, i czyn, wszystko to jest dla mnie sympatyczne i bliskie. A oczy – dodawał – zawsze patrzą tak daleko w przestrzeń – tak widać tę dalekość celów, do których idzie". Wzajemne relacje, poza wymiarem czysto towarzyskim, wiązały się również z podejmowanymi przez Piłsudskiego próbami skłonienia Witkiewicza do wymiernego zaangażowania się na rzecz wsparcia niepodległościowych poczynań. Tak było choćby w roku 1911, kiedy to sugerował, by w krakowskiej spółce wydawniczej Książka Witkiewicz zamieścił swe refleksje na temat rozgrywających się niedawno wydarzeń z okresu rosyjskiej rewolucji. „Doprawdy szkoda byłaby – przekonywał – gdyby te wszystkie myśli i uwagi człowieka tak wybitnego, jak Wujaszek, o tak poważnej dziejowej chwili, jak r. 1905-6 nie zostały uwiecznione w druku". Ostatecznie sugestie Piłsudskiego nie doczekały się finalizacji, natomiast w kilka lat później, w lutym 1914 r. Witkiewicz strzelecką czapkę Piłsudskiego, którą otrzymał w prezencie, zamierzał „uchronić dla Muzeum Narodowego...". Zapewne w wolnej już, odzyskanej strzeleckim wysiłkiem, Polsce.

Żeromski i Skarb Narodowy

Nie sposób natomiast ustalić, kiedy Piłsudski zetknął się po raz pierwszy ze Stefanem Żeromskim. Nie ulega wątpliwości, że znakomity pisarz musiał co najmniej słyszeć o redaktorze „Robotnika" już w ostatnim dziesięcioleciu XIX stulecia, a z całą pewnością musiało się to stać w okresie, gdy Piłsudski przebywał w X pawilonie warszawskiej Cytadeli po łódzkiej wsypie. Wszak nie kto inny, tylko brat żony pisarza, Oktawii, wybitny lekarz psychiatra Rafał Radziwiłłowicz, był swoistym konsultantem więźnia, gdy ten symulował chorobę psychiczną, by z zamknięcia za wszelką cenę się wydostać. Domniemanie, że choćby tą drogą mogły trafiać informacje o tak szczególnej postaci, wydaje się co najmniej wysoce prawdopodobne, choć oczywiście trudno tu o pewność. W każdym razie osobista znajomość pisarza i konspiratora musiała sięgać tego czasu, bowiem to nie kto inny, jak właśnie Żeromski zimą z 1904 na 1905 rok, gdy Piłsudski przebywał w Zakopanem, był pośrednikiem w nawiązaniu bliższych kontaktów z czołowym w przyszłości irredentystą Michałem Sokolnickim. Dzięki wspomnieniom Sokolnickiego wiemy też, że wówczas to narodziła się w umyśle Piłsudskiego idea, do której propagowania znajomość z Żeromskim była niezwykle potrzebna.

Ideą tą, na polskim gruncie zresztą nie nową, było stworzenie Skarbu Narodowego, niezbędnego, zdaniem Piłsudskiego, dla gromadzenia funduszy na przygotowanie przyszłych kadr zbrojnych dla potrzeb nieodległego, jak mniemał, powstania. Poczynaniom tym patronowałby komitet, w znacznym stopniu złożony z artystów i ludzi pióra, z natury rzeczy ponadprzeciętnie wrażliwych, a tym samym wyczulonych na realia narodowej niewoli. Do spotkania z pisarzem w tej właśnie sprawie doszło tuż po wybuchu rewolucyjnego wrzenia, w lutym 1905 roku, w Zakopanem właśnie. Wtedy to, podczas wizyty u pisarza w zakopiańskiej „Jordanówce", Piłsudski nakłaniał Żeromskiego do podpisania odezwy, której sygnatariusze (obok obu rozmówców w rachubę brano jeszcze Stanisława Wyspiańskiego, Stanisława Witkiewicza, nestora socjalistycznych działaczy Bolesława Limanowskiego oraz związanego podówczas z ruchem ludowym Karola Lewakowskiego) wezwaliby społeczeństwo „do składania ofiar pieniężnych na broń dla armii, której zawiązki będą tworzone". Najwybitniejszą postacią w gronie potencjalnych sygnatariuszy odezwy był bez wątpienia Wyspiański, toteż Żeromski w kontakcie tym miał pośredniczyć.

Zamysłu Piłsudskiego, by zdynamizować walkę o niepodległość, wykorzystując wewnętrzne zawirowania w rosyjskim imperium, nie sposób nie osadzić w szerszym politycznym kontekście. Działo się to przecież w czasie poszukiwania zewnętrznego sojusznika, co wiązało się z egzotyczną japońską wyprawą i próbach zakreślenia pól aktywności niezagospodarowanych przez inne opcje polityczne, by przywołać wielogodzinną rozmowę, przeprowadzoną w Tokio z Romanem Dmowskim. Odwołanie się zatem do ówczesnych autorytetów, mogących swą aprobatą wesprzeć irredentystyczne zamysły, doskonale wpisuje się w logikę podejmowanych przez Piłsudskiego działań. Pozyskanie Wyspiańskiego byłoby zatem czytelnym sygnałem dla współczesnych, że oto znalazła się siła, gotowa przerwać „chocholi taniec", odnaleźć „złoty róg" i dać sygnał do kolejnego boju o wolną Polskę...

Reakcja Wyspiańskiego, do którego Żeromski udał się tuż po swej rozmowie z Piłsudskim, napawała optymizmem. Z relacji o przebiegu spotkania wynika, że poeta uznał zamysł za godny poparcia, i to nawet kosztem złożenia dymisji ze stanowiska cesarsko-królewskiego profesora Akademii Sztuk Pięknych (wszak miał wzywać do działania zabronionego prawem). Co więcej, na poczet przyszłych funduszy przeznaczył 11 swych niedawno namalowanych pejzaży z widokiem na kopiec Kościuszki (z perspektywy swego mieszkania przy ul. Krowoderskiej) oraz rysunek z wizerunkiem Matki Boskiej Częstochowskiej. Pod odezwą „na broń" podpisu jednak ostatecznie nie złożył, stwierdzając, że w gruncie rzeczy on sam podobny tekst już stworzył i pod nim to wspierający ideę walki swe podpisy mogą dołączyć. I nie był to, jak sugeruje się niekiedy w literaturze, wykręt czy przejaw wynikającej z nieufności czy naturalnej w tej sytuacji powściągliwości. Uniwersał ów, o którym Wyspiański mówił Żeromskiemu, to hymn Veni Creator, wielokrotnie zresztą przez poetę modyfikowany, rozpoczynający się od słów „Zstąp Gołębica, Twórczy Duch". Tu najistotniejsze, oddające intencje Wyspiańskiego, były jednak wersy ostatnie: „zwól z wiarą wieków podjąć CZYN". Czyn, do którego nawoływał przecież Piłsudski...

Piłsudski, którego pomysł przemycania przez socjalistów do Królestwa wizerunku Matki Bożej wyraźnie rozbawił, następnego dnia wespół z Sokolnickim pojawił się na Krowoderskiej. Opisujący przebieg wizyty Sokolnicki określił ją mianem czysto informacyjnej i suchej, ale to właśnie wówczas zapadła decyzja o druku hymnu, po to, by uzyskany w ten sposób dochód zasilił powstańczy fundusz. Rolę męża zaufania miał pełnić Żeromski, wytypowano nawet odpowiednią drukarnię, ale zamysł do skutku nie doszedł. Nie ma jasności, z jakich powodów przerwano prace drukarskie (po dziś dzień zachowały się egzemplarze tego dzieła), choć wersja, że zaważyły naciski ze strony rządzących krajem konserwatystów, wydaje się prawdopodobna. Najistotniejsze w tej sprawie, wielokrotnie zresztą opisywanej, jest jednak, w moim przekonaniu, coś innego. Dostrzeżenie przez kogoś takiego jak właśnie Wyspiański, genialnie portretującego ówczesny stan ducha Polaków, że ów sen niewolnika, ów letarg, który unieruchomił bohaterów „Wesela", dobiega końca. Poeta i zarazem wizjoner zauważył oto, że czyn, będący do tej pory wyłącznie literacką projekcją, jest ponownie wprowadzany do społecznego krwiobiegu. Wprowadzany przez Piłsudskiego.

Romantyzm tradycji niepodległościowej

Drogi Piłsudskiego i Wyspiańskiego zapewne więcej już się nie skrzyżowały, choć w tekście, pisanym najprawdopodobniej po śmierci poety do pamiątkowego wydawnictwa Czerwonego Krzyża z przeznaczeniem na pomoc dla więźniów politycznych, Piłsudski jako motto wykorzystał fragment rapsodu „Kazimierz Wielki". Z Żeromskim, zdecydowanym sympatykiem niepodległościowego socjalizmu, utrzymywał natomiast regularne kontakty. Był w tym element fascynacji, zapewne obopólnej – odkładając na bok domniemania, w jakim stopniu w cechy i konspiracyjne przejścia Piłsudskiego pisarz wyposażył bohatera Róży – powiązanej z poczuciem, że obydwaj zmierzają w tym samym kierunku. Zdarzało się też, że inicjatywy pisarza Piłsudski jednoznacznie odrzucał, tak jak było to u schyłku pierwszego dziesięciolecia XX wieku, gdy ten, wespół z Radziwiłłowiczem, zaproponował mu wstąpienie do masonerii.

Nie sposób nie dostrzec, że przed rokiem 1914 relacje Piłsudskiego z osobowościami pokroju Witkiewicza czy Żeromskiego w znacznym stopniu wynikały zarówno z przekonania o wyjątkowości owego kontaktu, jak i podzielania jakże wyraziście eksponowanego przez socjalistycznego przywódcę niepodległościowego ideału. A nie był to, co godzi się przypomnieć, ideał powszechny. Lub, by ująć rzecz precyzyjnej, nietraktowany jako możliwy do zrealizowania, a sytuowany jedynie w obrębie politycznych marzeń. Pięknych, lecz utopijnych. W tym zapewne tkwiła siła oddziaływania Piłsudskiego. Siła uformowana na osadzonej w polskim romantyzmie tradycji niepodległościowej. Oni to, a zwłaszcza Wyspiański, silniej niż przeciętny człowiek dostrzegali w Piłsudskim kogoś, kto przechowuje w sobie gen wolności. I, co więcej, skutecznie przekazuje go dalej.

Epilogiem owych relacji był 28 czerwca 1927 roku, kiedy to z inicjatywy Józefa Piłsudskiego w wawelskiej krypcie składano prochy Juliusza Słowackiego. Poety, który przez życie szedł „jak Król Duch". Poety, który inspirował i zachwycał. I nic równie wyraziście nie oddaje intencji Piłsudskiego wobec potęgi ducha, potęgi przekładającej się na czyn, jak fraza: „by królom był równy"... ©?

Włodzimierz Suleja, profesor, historyk

Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA