fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Plus Minus

Rozmowa Mazurka. Fulvio Bressan: Polityczna poprawność się kończy

Fotorzepa,Darek Golik
Politycy beztrosko zaprosili kilka milionów muzułmanów do Europy, do nas przypłynęło najwięcej. I co? Jaki jest pomysł na nich? Bo na razie tylko mafia ma plan i wykorzystuje ich do swoich interesów - mówi winiarz i skandalista Fulvio Bressan w rozmowie z Robertem Mazurkiem.

Plus Minus: Szaleniec, maniak, enfant terrible, skandalista, rasista, geniusz...

To o mnie? Niektóre bardzo pochlebne.

W piątek wieczorem został pan celebrytą.

Może stałem się znany, celebrytą nie jestem. To rzeczywiście był piątek 23 sierpnia 2013 r.

Pamięta pan tamten dzień?

Doskonale pamiętam. Powinienem rozpocząć od wizyty w Gorycji, miasteczku niemal na granicy ze Słowenią, koło nas. To było dwa dni wcześniej. Tam pod sklepem zobaczyłem znajomego mojego ojca, fantastycznego człowieka, który miał 82 lata i w śmietniku pod supermarketem szukał czegoś do jedzenia. Ten widok mną wstrząsnął, nie mogłem przestać o tym myśleć. No i jeszcze ten hotel...

Jaki hotel?

W lokalnej gazecie przeczytałem, że 40 młodych imigrantów przyjechało do Gorycji i zakwaterowano ich w hotelu.

Wróćmy do 23 sierpnia.

Wieczorem czytałem internetowe wydania gazet. Najpierw reportaż o tym, że starsi ludzie szukają jedzenia w śmietnikach. Inna gazeta – artykuł o biedakach, którym nie starcza do końca miesiąca, więc nie mają na jedzenie, na lekarstwa, na nic...

Mało urozmaicona lektura.

Prawdziwe historie. Czytałem to wszystko i rósł we mnie gniew. To jest cywilizowany kraj, w którym uczciwym ludziom brakuje pieniędzy do końca miesiąca?! I w takim stanie przeczytałem, że zdaniem Cecile Kyenge, pierwszej włoskiej czarnej minister, Włosi muszą pomagać nielegalnym imigrantom, muszą zmienić swoją mentalność, bo tak naprawdę sami są rasistami.

Rasistami?

Tak, jesteśmy rasistami, dlatego musimy pomóc...

...uchodźcom?

Uchodźcom?! Im się pomaga, mówię o imigrantach szukających w Unii Europejskiej zasiłków, a nie o uchodźcach. W tej chwili we Włoszech są grupy ubiegających się o status uchodźcy Pakistańczyków, zapewniających, że są z Syrii.

Jak rozumiem, nawet nie mówią po arabsku?

Ale nikt tego nie sprawdza! Wszyscy im wierzą, że są Syryjczykami, to absurd.

No i pan zareagował. Niestety.

Niestety...

„Brudna, czarna małpa"? To szokujące, obraźliwe słowa.

Kilkakrotnie za nie przepraszałem.

Ale jak można tak w ogóle napisać? To czysty rasizm.

Niestety, to prawda. Co mam powiedzieć? Byłem naprawdę wściekły, gdy to pisałem. Zresztą, ja zawsze szybciej piszę niż mówię, choć to żadne usprawiedliwienie.

Przeprosił pan.

Od razu. Przeprosiłem i ją, i wszystkich, którzy się poczuli obrażeni. Starałem się też wyjaśnić, dlaczego to zrobiłem, ale sprawa stawała się coraz głośniejsza.

Ile osób to przeczytało?

Nie wiem, na Facebooku śledziło mnie wówczas ok. 4 tys. czytelników.

Mało, ale błyskawicznie się rozniosło. Czytałem o panu w „The Huffington Post".

Rzeczywiście, niesłychanie szybko stało się to wiralem i rozeszło po świecie, podchwyciły to media, i zaczęło żyć.

A pan ze znanego koneserom winiarza stał się osobą publiczną, skandalistą.

Chyba bardziej na świecie niż we Włoszech, ale i tu od razu dostałem mnóstwo propozycji politycznych. Kilka partii, od centrum na prawo, z Ligą Północną na czele, namawiało mnie, bym kandydował, bym poświęcił się polityce.

Nie dał się pan skusić?

Chyba pan żartuje?!

Nie zamierza pan zostać politykiem? Wie pan, teraz na świecie jest pogoda dla niepoprawnych.

Ja?! Nigdy! Jestem wolnym człowiekiem. Mogę umrzeć za wolność, za rodzinę, za swoją ziemię, ale za partię?! Nigdy.

Nie sądzi pan, że świat się jednak zmienia?

Na gorsze?

Z pańskiego punktu widzenia chyba na lepsze. Trump, Brexit, nowy prezydent Austrii – to dowody, że polityczna poprawność przegrywa.

Nie wierzę w tę zmianę, w jej trwałość. Cieszę się, że poprawność odchodzi. Nigdy nie rozumiałem, kto ją tak naprawdę wymyślił, kto ją nam narzucił. Powinniśmy się szanować, ale nie przez tę idiotyczną poprawność polityczną.

Naprawdę nie korci pana polityka?

Ale miałbym na siebie nałożyć plakietkę: „prawica", „socjalista", „demokrata"? Nigdy. Miałbym milczeć, kiedy wymaga tego interes partii?  O nie, jestem wolny i zawsze mówię to, co myślę, a polityk musi mówić to, co pan chce usłyszeć. Ludzie tego oczekują, a potem narzekają, że politycy ich okłamują, że oszukują, nie są szczerzy. I ja miałbym w to wchodzić? O nie, polityka to jedna z najbrudniejszych rzeczy na ziemi.

Może powinien ją pan oczyścić?

Wolałbym się zabić niż zostać politykiem. Ja nawet nie biorę udziału w wyborach! Od dwudziestu kilku lat nie głosuję. Nie mam na kogo.

Ktoś by się znalazł, jakieś mniejsze zło.

Ale kto? Cały system polityczny we Włoszech jest przegniły. Liga Północna ma swoje skandale z finansowaniem, Partia Demokratyczna to idioci, tylko się kompromitują, Berlusconi w polityce zajmował się wyłącznie wspieraniem wielkich korporacji i ratowaniem własnej d..., a premier Renzi to Pinokio. Mam panu wymieniać dalej?

Cecile Kyenge już nie jest ministrem, została eurodeputowaną. Mógłby się pan z nią spotykać w Parlamencie Europejskim...

To, że ona jest eurodeputowaną, to tylko potwierdzenie, że ta cała polityka nie jest normalna. Tu wszystko jest postawione na głowie, całkowicie sprzeczne z logiką, zdrowym rozsądkiem. Nikt mi nie powie, że to normalne i sprawiedliwe, że polityk dostaje miesięcznie 40 tys. euro, a obok żyją jego wyborcy, którym pensja nie starcza na jedzenie. Sorry, to nie jest normalne!

Nie bolały pana oskarżenia pod pańskim adresem?

Od razu pojawiają się etykiety i nikt nie zada sobie pytania, czy ktoś taki jak ja – psycholog, który ma wielu czarnych przyjaciół – mógłby być naprawdę rasistą. Rozumiem, że powiedziałem głupio i zagalopowałem się w gniewie, ale jak ja miałbym być przeciwko imigrantom, skoro moja żona jest imigrantką, Rosjanką z Łotwy?!

Dużo pan na tej aferze stracił?

Na początku było naprawdę trudno, nie wiedzieliśmy, jak to się skończy, zerwał ze mną kontrakt nasz amerykański importer. Ciążyła nade mną wizja, że przez moje słowa mogę zniszczyć pracę nie tylko żony i moją, ale ośmiu poprzednich pokoleń Bressanów. Na szczęście wszystko się wyprostowało, finansowo nie straciłem.

Ale wizerunkowo tak.

Dlaczego?

Londyński restaurator Jacob Kennedy wylewał publicznie pana wino przed swą knajpą.

Zrobił sobie publicity. Kosztowało go to mniej niż wykupienie reklam w tych wszystkich miejscach, gdzie go pokazano.

W Polsce był producent piwa, którego piwa wylewano przed barami.

I co się z nim stało?

Jest posłem.

A piwo dalej robi? Bo ja jestem stworzony do robienia wina i nigdy z tego nie zrezygnuję. Zresztą lepiej, by przeze mnie przemawiały moje wina niż moje słowa.

Tylko że to przez słowa zyskał pan sławę skandalisty.

Wie pan, przyjeżdżają do mnie na degustacje ludzie z całego świata i jeśli ktoś o tym wspomina, to mówi tylko jedno: „Fulvio, dobrze, że ktoś to wreszcie powiedział".

Dobrze, ale dlaczego w ogóle pan to powiedział?

Możemy porozmawiać o treści? Bo forma jest obraźliwa, zgoda.

Porozmawiajmy o treści i o tym, że uciekinierom trzeba pomóc...

Proszę pana, gdy do nas trafiają ludzie potrzebujący pomocy, wszyscy im pomogą, ale nie dlatego, że muszą, tylko dlatego, że chcą. Ja pierwszy wskoczę do wody, by ratować tonących imigrantów, ale nie będę robił niczego dlatego, że ktoś mi każe! Nikt nam nie będzie mówił, że coś muszę zrobić, tym bardziej by udowodnić, że nie jestem rasistą.

Po polsku mówimy: „Udowodnij, że nie jesteś wielbłądem".

I tak się czuję! Przyjeżdża do nas imigrantka z Afryki, zostaje ministrem i mówi: „Jesteście rasistami!". To jak mam zareagować? Jak by pan zareagował?

Sytuacja we Włoszech bardzo się zmieniła w ciągu trzech lat.

Do kraju przybyły setki tysięcy imigrantów z Afryki i Azji, zaproszonych do Europy przez panią Merkel, która teraz nie chce ich przyjąć. Oni nie chcą, a czasami już nie mogą wracać. Nie mają też dokąd pojechać, bo Niemcy się rozmyślili, a we Włoszech nie mają co robić, nie ma tu dla nich pracy i pieniędzy na zasiłki.

Jakie jest wyjście z tej sytuacji?

Niech pan o to spyta polityków, najlepiej panią Merkel i panią Kyenge! Jedna ich zapraszała, druga zapewniała, że każdy dostanie hotel i zasiłek, i co teraz? Gdzie one są, czemu nie zajmą się tymi ludźmi?

Irytuje się pan.

Bo znów spada to na nas! Politycy beztrosko zaprosili kilka milionów muzułmanów do Europy, do nas przypłynęło najwięcej. I co? Jaki jest pomysł na nich? Bo na razie tylko mafia ma plan i wykorzystuje ich do swoich interesów. Zostajemy z nimi sami i codziennie słyszymy w telewizji o gwałtach, o atakach na kobiety. I o tym nie mówią w jakichś rasistowskich telewizjach, ale w państwowej RAI! Pani Merkel i pani Kyenge tu nie ma, są nasze żony, siostry, córki. Kto im zapewni bezpieczeństwo?

Przemawia przez pana frustracja i trudno jej nie zrozumieć.

Ja wiem, że powiedziałem o jedno zdanie za dużo, ale proszę mi wierzyć, my nie chcemy dla tych ludzi źle. Czy my mówimy, że muzułmanie to nasi wrogowie, trzeba ich zabijać albo wtrącać do więzień? Nie! My tylko wołamy: „Pomóżcie nam, bo nie mamy dla nich pracy i domu!", ale wtedy słyszymy, że jesteśmy rasistami.

Do Europy trafiają setki tysięcy uchodźców. Skoro tu przyjeżdżają, to powinni zaakceptować panujące u nas zasady. Są gośćmi i to nie my musimy się do nich dostosowywać. To oni powinni zrozumieć, że mamy swoją tradycję, kulturę, obyczaje i oczekujemy, że to uszanują. Nie chcemy nikogo do niczego zmuszać, ale niech oni nie zmuszają nas, byśmy wszystko zmienili, bo im się nie podoba.

Czemu ich zaproszono?

Angeli Merkel skończyła się najtańsza, niewykwalifikowana siła robocza, więc wezwała następnych, tylko że nie zapanowała nad tym. To mnie naprawdę irytuje, bo kto jest gorszy: ja, który mówię szczerze: „Nie przyjeżdżajcie do nas, tu nie ma żadnej pracy i pieniędzy, chcą was tylko oszukać", czy Merkel, która ich zaprasza, by ich wykorzystywać i zostawiać samych sobie?

Pańska szczerość jest lepsza?

Sto razy! Ja przestrzegam tych ludzi, że tu nikt nie chce im pomóc, tylko wykorzystać. Ale to nie tylko nasz problem, w końcu co robią Amerykanie za Obamy? Tolerują, jak od dziesięcioleci, Meksykanów pracujących u nich za grosze, ale przecież obywatelstwa im nie chcą dać. To jest ten demokratyczny prezydent Obama? To jest laureat pokojowego Nobla, który zezwala na wykorzystywanie ludzi, którzy nie mają w USA żadnych praw?!

Nie przesadza pan?

Przecież dla nich Meksykanie, Latynosi to ludzie drugiej kategorii, dobrzy tylko do pracy.

Teraz nawet to ma się zmienić, Trump zbuduje mur.

(śmiech) Śmieję się z tego, bo Amerykanie sami znajdą sposób, jak sobie z tym poradzić. W końcu ktoś musi im uprawiać te kalifornijskie winnice, najdroższe wina z Napa Valley.

Pan we wszystkim rzuca wyzwanie poprawności: od poglądów, przez stroje, po wina.

Taki byłem od zawsze. Kiedy pojechałem na studia do Bordeaux, mój nauczyciel powiedział, że każdy winiarz jest jak zwierzę, a ja jestem jak friuliański orzeł. A orły latają samotnie.

Nie wygląda pan na kogoś, kto nie lubiłby ludzi.

Jestem samotnym zwierzęciem, takim osobnym człowiekiem. Przyzwyczaiłem się do tego, jestem jedynakiem. Nie czuję się samotny, ale jestem samotnikiem. Nie wiem, czy to zrozumiałe.

Jest pan indywidualistą.

O, bardzo dobre określenie. I tak jak mawiał mój bordoski nauczyciel: jeśli chcesz robić świetne wino, musisz latać samotnie, musisz robić je po swojemu.

Jako przedstawiciel dziewiątego pokolenia winiarzy nie miał pan wyboru.

Od dziecka, od zawsze robiłem wina i to kochałem. Po szkole w Bordeaux poszedłem na uniwersytet w Trieście i skończyłem psychologię kliniczną. Ale wiedziałem, że zostanę w winnicy. Rocznik 1990 był pierwszym zrobionym już całkowicie przeze mnie.

I było to wino inne od tego, które robił ojciec.

Nie chcę zanudzać czytelników technicznymi opisami, ale tak, zrobiłem je inaczej. Dłużej trzymałem drożdże, efekt przerósł oczekiwania, nawet ojciec był zszokowany.

Człowiek tak przywiązany do tradycji jak pan dokonuje rewolucji? Jak pan to godzi?

Ja nie dokonuję rewolucji, ja jestem kontrrewolucjonistą! Kiedyś we Friuli wina robiono tak jak ja, ale bieda popchnęła ludzi do zmiany.

Bieda?

Tak, zaczęli robić wina szybciej, mniej starannie, chodziło o to, by mogli zrobić więcej wina i więcej zarobić. Postawiłem nie na ilość, ale na jakość wina, bo każda moja butelka musi być warta swej etykiety.

Pańska chyba jest, skoro nawet gorąco krytykująca pana Monica Larner nazwała Bressan Pinot Grigio 2003...

...najlepszym pinot grigio nie tylko we Włoszech, ale i na świecie. Tylko co to znaczy „najlepsze"? To nonsens.

Ja chyba śnię. Chwali pana, a pan narzeka?

Bo kiedy pisze „najlepsze", to tak jakby nie można było zrobić lepszego, a zawsze można.

Larner pisze, że „w każdej ślepej degustacji rozpozna pański charakter pisma, bo nikt nie robi wina tak jak pan".

A jednocześnie wyrzuciła moje wina z przewodnika ze względu na moją wypowiedź. Czytelnicy pytali ją potem, czy sprawdzała również poglądy innych winiarzy, ale milczała.

„Maniakalna troska o wino" to chyba komplement?

Chyba tak.

Co znaczy dla pana jakość? Bo każdy powie, że dba o jakość.

Dam panu taki przykład: kiedyś krowa dawała dziennie trzy do pięciu litrów mleka, dziś daje nawet pięćdziesiąt. I co, to ma być to samo mleko? Nasz znajomy ma cztery krowy, kupujemy od niego mleko. Kiedyś Jelena zostawiła je w szklance i wrzuciła zdjęcie do internetu. Ludzie pytali, czemu położyła śmietanę na mleku. Nie mogli uwierzyć, że to naturalne. Kiedyś, żeby przyjąć dzienną dawkę witaminy C, wystarczyło zjeść jedną pomarańczę, dziś trzeba trzy.

Z winem jest tak samo?

Mógłbym, zgodnie z przepisami apelacji, robić go cztery razy tyle, ile robię, ale nie chcę. Właśnie ze względu na jakość. Chcę, żeby było dobrze, i dlatego właśnie przywracam stare metody.

Znajduje pan wielu naśladowców?

Bardzo niewielu, nikomu nie chce się tyle pracować.

Pracować? Przecież w takiej winnicy nie ma nic do roboty. No może przy zbiorach.


PLUS MINUS


Prenumerata sobotniego wydania „Rzeczpospolitej":


prenumerata.rp.pl/plusminus


tel. 800 12 01 95


Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA