fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Pierścionek kupię sobie sama, czyli emancypacja po chińsku

Zwiastun nowych czasów? Ju Wang (z prawej) uczestniczyła w talent show „Produce 101”, choć – jak sama przyznaje – nie umie tańczyć ani śpiewać. Z programu najpierw wyleciała, ale ją przywrócono, bo widzowie docenili jej bezkompromisowość i szczerość
Getty Images
Chińskie szkoły dobrych manier uczą kobiety poprawnie siedzieć na krześle, parzyć tradycyjną herbatę i nie przesadzać z makijażem. Blogerki, autorki poradników i młode gwiazdki popkultury promują wzorce kobiecości znacznie bardziej drapieżnej i wyzwolonej – znajdując nieprawdopodobny odzew wśród rodaczek.

W Chinach zwykło się mawiać, że egzamin na studia jest ostatnim sprawiedliwym testem, jakiemu w ciągu swojego życia będzie poddana kobieta. Każdy kolejny sprawdzian w przyszłości: szukanie pracy, męża, załatwianie codziennych spraw, może być skażony postrzeganiem jej przez to, jak wygląda.

Jeżeli po chińskiej maturze (tzw. gaokao) ma być jeszcze gorzej, wejście w dorosłość nie oznacza niczego dobrego. Gaokao co roku zdaje ponad 9 mln osób, a na studia dostaje się jedynie 40 proc. z nich. Egzamin dosłownie definiuje przyszłe życie. Młodzi przygotowują się do niego tygodniami, rodziny wydają fortunę na korepetycje, a na czas testów na ulicach zamiera ruch, by nic nie rozproszyło młodych w pisaniu. Jednak wciąż sześć na dziesięć osób gaokao nie zdaje i nie ma szansy na karierę na dobrze płatnym stanowisku. Dla ich rodzin oznacza to ogromny wstyd.

Dodatkowo lata obowiązywania tzw. polityki jednego dziecka doprowadziły do liczebnej przewagi chł...

Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA