fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Środek świata to Beskid

materiały prasowe
Poprzednia książka Moniki Sznajderman „Fałszerze pieprzu" była podróżą w przeszłość, a przy okazji ożywiała domowe wspomnienia autorki, opowiadając rodzinną historię na nowo. W drugiej, „Pustym lesie", mamy do czynienia z ocalaniem przeszłości Wołowca, beskidzkiej wioski, gdzie pisarka 30 lat temu wraz z mężem Andrzejem Stasiukiem znalazła dla siebie miejsce.

Czego możemy się spodziewać po nowej książce pisarki i wydawczyni, która stworzyła oficynę Czarne? Przede wszystkim mamy do czynienia z obezwładniającą czułością oraz z impresyjną medytacją o Beskidzie Niskim. Z zachwytem nad urodą krajobrazu, z rytmem kroków przemierzających znane dukty wciąż od nowa. Z miejscem, gdzie w jesiennym wietrze jabłka z ledwością trzymają się gałęzi, wilcze watahy kluczą po zmroku, a Wisłoka wpada do Zawoi.

Życie na przestrzeni wieków do łatwych tu nie należało: klimat nie rozpieszczał, ziemia rzadko kiedy bywała łaskawa. Ludzi jak na lekarstwo i jeszcze z każdym rokiem ich ubywa.

Pisarka wie, że oswajanie przestrzeni opiera się na przejściu od spojrzenia do widzenia. To w gruncie rzeczy umiejętność zapełniania pustki. Dlatego w „Pustym lesie" przywraca imiona umarłym, a krajobrazowi minione wcielenia. Zderza przeszłość z teraźniejszością, kreśli szlaki autochtonów, stara się rozwikłać ich koligacje, zaprzyjaźnia si...

Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA