fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Niegodne pożegnanie bohaterów

materiały prasowe
Wiele wskazuje na to, iż przejęcie wytwórni 20th Century Fox przez Disneya oznacza koniec kinowego uniwersum X-Men w jego dotychczasowym kształcie. O ile Wolverine w interpretacji Hugh Jackmana zdołał w „Loganie" (2017) pożegnać się z fanami w godny sposób, o tyle inni bohaterowie – za sprawą filmu „X-Men: Mroczna Phoenix" Simona Kinberga – już niekoniecznie.

Punktem wyjścia najnowszej odsłony popularnej historii o mutantach jest ta sama seria komiksów, która Brettowi Ratnerowi posłużyła do realizacji wyjątkowo nędznego obrazu w 2006 roku „X-Men: Ostatni bastion". Chodzi mianowicie o opowieść o Jean Grey (gra ją Sophie Turner), która odkrywając pełen potencjał swej mocy, daje się uwieść jej ciemniejszej stronie.

Pal licho, że sięgnięto po dość powszechnie wykorzystywany przez tego typu kino motyw, czyli przemianę superbohaterki w łotrzycę. Problem w tym, że nie zrobiono tego dużo lepiej, zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, iż poprzeczka zawieszona była naprawdę nisko.

Podobnie jak w „X-Men: Apocalypse" (2016) Bryana Singera, tu również wszystko z wyjątkiem poprawionych efektów specjalnych jest nadęte, śmiertelnie poważne i na domiar złego podawane bezustannie w zwolnionym tempie, mającym chyba uatrakcyjnić widowisko. Poza paroma nowymi patetycznymi przemowami, pojawiają się w „Mrocznej Phoenix" te same k...

Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA